Edward Ebruz pisze: ↑4 maja 2025, 01:14
Doktryna micronation memiczna była już w chwili sformułowania — nikt, poza twórcami, nie traktował jej poważnie i chyba nigdy nie wywołała poważnej debaty w naszym gronie, bo też od samego początku traktowana była jako foliarstwo par excellence.
Oczywiście, jest tak jak mówisz. Przy czym doktryna przeszła kompletne przeobrażenie, coś jak obrazek z ojcem świętym, którego jakiś odtwórca sztuki nazbyt zażółcił. Dzisiaj jest już tylko kontrkult doktryny, zmielony, przerzuty i wypluty amalgamat, który chyba już tylko przypadkiem i z przyzwyczajenia mieni się miętową kostką sedesową z błękitnym m. Sensu stricto - o co w nim chodziło, nikt już raczej nie pamięta i nie planuje pamiętać. Przy czym ten status kultowości wynika z historii, którą przytaczasz.
Edward Ebruz pisze: ↑4 maja 2025, 01:14
Przez właściwą "doktrynę” rozumiem natomiast intuicyjny układ domyślny naszego uniwersum, wspólne prawdopodobnie dużej części z nas przekonanie — choć ja go nie podzielam — że mikronacja to nie gra. Linią demarkacyjną między światem „gier” a światem „mikro” miał być system mikropłatności. Wszystko, co kojarzyło się z pieniądzem, co obok pieniądza stało — nie tylko płatne usługi i benefity dla gejmerów, ale i reklamy na stronach — traktowane było z pogardą i kończyło wszelką rzeczową dyskusję. (I zakończyło tę dyskusję również w odniesieniu do RWŚ, więc rację ma Aleksander, że nie chodziło tu po prostu o strach [...]
Oczywiście, niektórzy po prostu zapragnęli krucjaty - podpartej miałką warstewką wyidealizowanego brudu, przy czym nie uważam, żeby ktokolwiek z tu obecnych poddawał to w wątpliwość, a będąc uczestnikiem tamtych wydarzeń nie musiał wcale chcieć wychodzić przed szereg z tak ówcześnie niepopularnymi opiniami.
Edward Ebruz pisze: ↑4 maja 2025, 01:14
[...]tu gdzieś pojawia się wątek Khanda i jego lumeryjski projekt, który miał dać rozrywkę mitycznym 10 000 użytkownikom-obywateli. I to jest kolejny ciekawy wątek z gatunku lokalnej gdybologii: co by było, gdyby twórca porzucił projektu.
Lumeryjskiemu projektowi brakowało faktycznej demokratyczności RWŚu, gdzie firma, robiąca kasę na graczach miała powód, żeby umożliwiać im jak najdługotrwalszą zabawę, żeby naciągnąć ich na VIPy, SMSy, etc. Khand zrobił ten projekt w zasadzie dla kumpli. Od początku było wiadomo, że najtwardszą walutą umożliwiającą wykorzystanie wszystkich funkcji zabawy (projektowanie własnych pojazdów, tworzenie własnych miast, etc.) jest bycie pośród jego dobrych przyjaciół i znajomych (stoliczek), co w sumie wspaniale kontrastuje z tym, co powiedziano tu już o RWŚu oraz Księstwie Sarmacji. Nie żeby było to takie proste, bo jako zaledwie jeden z teoretycznie trzech równoznacznie istotnych kluczników musiał od początku prać się z nimi po mordzie.
10 000 użytkowników miałoby głównie produkować (poprzez naciskanie guzika) i sprzedawać (poprzez złożenie oferty w ramach marketu) surowce, dzięki którym mogliby kupować przedmioty, które już zostały stworzone przez jednego z kluczniczych faworytów. Mogliby także chodzić po mapie i zbierać jelenie, celem pozyskania punktów prestiżu. Jak już zebrali najwięcej jeleni to mogli pochwalić się tytułem największego jelenia i żądać szacunku od ludzi, którzy nie biegali tyle za jeleniami.
Moim zdaniem ten projekt się nie broni (i w zasadzie się nie obronił, bo ostatecznie w Lumeryjski System Gospodarczy pykała zaledwie 1/1000 zakładanej modelowo objętości, a i to w różnym stopniu regularności), wolę jednak zapłacić za miesiąc konta VIP niż wchodzić komuś do dupy celem odblokowania "fajnej części dostępnego contentu". W tym kontekście mikronacje zawsze stanowiły zabawę w rogacza i ewentualne próby
zrobienia czegoś fajnego były szybciutko blokowane przez zbrojony beton. 30+ letnich pierdów, których jedyną przyjemnością jest udupianie innym zabawy w imię niczego, ten mechanizm doskonale opisał Nasz Pan Premier Dobrodziej.
Bo gotówkę zapłacił Aluś, za co dostał medal i zapłacił Adaś Miauczyński, za co dostał VIPa. Bo reklama wisiała i u żyda na darmowych forum i zdobiła strony RWŚu. No szkoda tylko, że u jednych byli profesjonalni programiści, którzy chcieli kasy, a u drugich amatorscy programiści, których jarają innego rodzaju wirtualne waluty, na przykład: zrobienie komuś na złość.
Edward Ebruz pisze: ↑4 maja 2025, 01:14
Republika Wirtualnego Świata ostatecznie nie wylądowała w świecie mikro — świadomie pomijam tutaj efemeryczny byt już w pełni mikronacyjnej Republiki Wiecznego Świtu [...]
I to jest moim zdaniem najlepsze podsumowanie całej tej historii - nie wylądowała w świecie mikro, bo mimo początkowych chęci, ostatecznie nie musiała tego robić. Dzisiaj RWŚu już nie ma, a mikronacje są nadal, przy czym nie wiem jaki wynika z tego morał i niespecjalnie chce mi się go dorabiać.