Przypisywanie czysto administracyjnej decyzji znaczenia i inspiracji politycznej jest średnio rozsądne i nieco paranoiczne.
Pierwszym moim skojarzeniem na protekcjonalny ton tego komentarza była myśl, że oto sam redaktor Jurek Zermatt złamał niepisaną zasadę i postanowił zostawić ślad IP swojego komputera na naszym forum. Miałem nadzieję, że głos z Grodziska będzie jednak ciut bardziej przemyślany – tym bardziej że minęło niemal 10 dni od publikacji komentowanych tu wypowiedzi. W tej chwili nie wiem, czy Pańska zaczepka na poważnie podejmuje cokolwiek zjełczałą już dyskusję, czy sama w sobie stanowi jedynie dodatek do jakiejś nowej serii sarmackich memów.
Po pierwsze – treść podlinkowanego tu rozporządzenia znam właściwie na pamięć. Odnosiłem się do niej w leadzie
artykułu z ubiegłego tygodnia.
Po drugie - mogę się jedynie domyślać, z którym fragmentem mojej wypowiedzi Pan właściwie polemizuje. Prawdopodobnie - z jakąś formą Pańskiej interpretacji. W żadnym miejscu nie przekonywałem i nie próbuję przekonywać, że poprzez akt uznania mikronacji deklarujemy „poparcie dla jego linii ideologicznej, politycznej, postępowania, traktowania sąsiadów, zajmowanego terytorium”. Wyważa Pan otwarte drzwi.
Nie mam jednak najmniejszych wątpliwości, że w wycofując takie uznanie, w pewnych okolicznościach wysyłamy drugiej stronie czytelny sygnał o określonej treści, zwłaszcza jeśli tej decyzji towarzyszą, jak w tym przypadku, decyzje o wiadomym charakterze i wiadomych konsekwencjach, a obie strony pozostają w ostrym sporze dyplomatycznym, który w pewnym momencie przyjął charakter konfliktu zbrojnego.
Po trzecie – podlinkowane rozporządzenie pochodzi z września 2011 r. Jeśli obaj funkcjonujemy w tej samej strefie czasowej, mamy teraz końcówkę 2014 r. Dokument został odkopany
w trakcie i na potrzeby bieżącego sporu z Królestwem Scholandii w wyniku decyzji o charakterze jak najbardziej
politycznym. Za długo działamy w tym interesie, by mieć jakiekolwiek złudzenia co do faktycznych intencji tego rodzaju prac odkrywkowych. Zupełnie nie interesuje mnie naga podstawa prawna, bo ta ma tu charakter czysto instrumentalny, stanowiąc zaledwie jeden z kilku punktów z repertuaru sarmackiej Rady Ministrów. Nie mogąc wejść drzwiami, skorzystano z komina.
Po czwarte – choć właściwie mógłbym tutaj urwać - w świetle przywołanego rozporządzenia Scholandia przestała spełniać warunki uznania co najmniej dwa lata temu, jeśli nie wcześniej (w istocie już w 2010 r.). Sam fakt, że ta „czysto administracyjna decyzja” (!) została podjęta właśnie teraz, nie wynika, jak doskonale wiemy, z opieszałości sarmackiej Rady Ministrów. Jest to „oczywista oczywistość” przynajmniej dla części sarmackich obywateli oraz dla każdego średnio rozgarniętego polskiego mikronauty ze sprawnym układem nerwowym. Naturalne może Pan przekonywać, że wszystko to – noty dyplomatyczne adresowane do króla Scholandii, spotkanie obu delegacji, „decyzja czysto administracyjna” w sprawie wycofania uznania oraz akcja militarna będąca
przewidywaną, zakładaną i bezpośrednią konsekwencją owej „decyzji administracyjnej” - jest jedynie efektem cudownej koniunkcji planet.
Podtrzymuję postawioną wyżej tezę, którą rozwinąłem we wspomnianym artykule. Powtórzę ją tu dla formalności. Sarmacja przetarła szlak, wysyłając w świat jasny sygnał: „każde państwo w dowolnej chwili może uznać niewygodnego sąsiada za ziemię niczyją na podstawie dowolnie skonstruowanej listy kryteriów, przy okazji delegując tam własnych żołnierzy i kolonistów”. Nie napisałem przecież, że chodzi o kryteria wygenerowane ad hoc, na potrzeby chwili. Nie rozumiem zatem, skąd w ogóle powyższy szturm.
Mam wrażenie, że w ferworze walki umknęła Panu zasadnicza myśl, z którą przybył Pan nasze forum i w efekcie zamiast nowego argumentu w dyskusji otrzymaliśmy jedynie ścianę tekstu i kilka zabawnych anegdot. Co właściwie chciał Pan osiągnąć podkreślając, że w akcie agresji wymierzonej w Scholandię władze Sarmacji sięgnęły – obok gestów politycznych i kroków militarnych - po „decyzję czysto administracyjną”? Czy miałaby to być okoliczność łagodząca, czy może raczej detal dodatkowo podkreślający groteskową wymowę faktów?