Chamberlain pisze: Z drugiej zaś te same wypowiedzi dowodzą, że twarzą Sarmacji wcale nie muszą Laurencjusz, RCA, sfrustrowany Heach i jego żona. (...) Takie rzeczy mają znaczenie. Dziękujemy!
Dlatego podchodzę do sprawy bez przesadnych emocji. Ten film oglądałem już kilkakrotnie, choć tym razem pojawiło się kilka nowych akcentów.
Chyba zbyt pochopnie umieścił Pan na tej liście nazwisko Kanclerza. Nie sądzę, by chodziło tu o faktyczną niechęć do Królestwa, to raczej kwestia naturalnej potrzeby samoobrony. W artykule na łamach „Obserwatora Sarmackiego” padło kilka mocnych uwag. Wynotowałem i wziąłem do serca. Nie ze wszystkim się zgadzam, protokół rozbieżności przesłałem autorowi. To więc również kwestia polemicznego temperamentu, gotowego do odpalenia torped w każdych możliwych warunkach, coś jak u naszego „sułtana". Tacy ludzie dają jednak życie. I to rozstrzyga sprawę.
Nie zbywałbym również forumowych refleksji p. Heacha banalnymi egzorcyzmami i hasłem o psychicznych powikłaniach zaprzaństwa. Wątpię, by o to chodziło. Staram się zrozumieć przyjętą optykę i kontekst tych wypowiedzi. Możliwe, że na miejscu Rolanda Heacha napisałbym w gniewie coś podobnego, choć pewnie chwilę potem czułbym się raczej kiepsko. Hipokryzją z mojej strony byłoby jednak ganić i kiwać palcem, skoro jakiś tuzin razy wyrażałem publicznie tęsknotę za wyrazistością pogladów i „dawnym okrucieństwem” starych list dyskusyjnych z epoki sprzed 10 czy 15 lat. Wbrew potocznym wyobrażeniom o mitycznej złotej epoce — były to czasy cudownej chamówki, przerwane na kilka lat epoką „waszych i naszych ekscelencji”, odchodzącą już w przeszłość. W pewnym sensie zataczamy koło. Mamy i wyrazistość, i okrucieństwo. Rolanda Heacha serdecznie zapraszam do wizyt na naszym forum. Jeśli czuje się skrzywdzony niektórymi uwagami — a może się tak czuć — zachęcam do dyskusji. Lepsze to niż korespondencyjne pojedynki na dwóch forach i przerzucanie się linkami.
Nie wszyscy, rzecz jasna, podzielają tę optykę. Sporo osób szuka tu po prostu „dobrej atmosfery”. I słusznie, bo w projekt mikronacyjny wpisany jest silny rys utopijny. Dwa dni temu w imieniu Królestwa przeprosiłem Sarmatów za zapowiedź penetrowania odbytów. Galeria Kaufmana to rozrywka dla wybranych. I raczej po więcej niż jednym piwie. Kaufman po prostu lubi odbyty. Takim wykuł go Hefajstos.
Nie mam kontroli nad wszystkim, co się pojawia na naszym forum. Nie zapraszałem tu Arsacjusza, ale też kilka dni temu zapewniłem go, że jest tutaj, tak po ludzku, mile widziany. Nikogo nie będziemy cenzurować na żądanie sąsiada. Nie w głowie mi jednak Królestwo Baridasu pod sztandarem Ebruzów (taką unię przerabialiśmy w l. 2004-2005, dziękujemy — tym razem postoimy). Przepraszam Jego Książęcą Mość, jeśli poczuł się dotknięty nadmiarem uwagi ze strony mieszkańców Skytji. Myślę, że Torkan Ingawaar analizuje sytuację. Ma jednak pełną swobodę działania. Dlatego liczę się z konsekwencjami. Czekam na na zamek Stalinodebrollberg (to sugestia Karoliny von Lichtenstein). Zapraszam również wszystkich sarmackich „kandydatów do tronu dreamlandzkiego". Szklaneczka burbona na głowę.
Wyjąwszy krótkie okresy zawieszenia broni, zapewne nigdy nie będzie przyjaźni dreamlandzko-sarmackiej na poziomie całych społeczności, bo nie ma przyjaźni między dwoma drapieżnikami żerującymi na ograniczonej przestrzeni. Być może bardziej zasadne będzie tu porównanie do dwóch firm operujących w tej samej, nader wąskiej niszy. Nasze wspólne interesy są zaniedbywalnie małe, pole rywalizacji — atrakcyjne i niezmierzone. Nie wykluczam, że pewnym momencie któryś z moich następców zapuka i uszczknie Wam kilka pikseli, wybierze Wasze barany i potłucze garnki.
Oby to trwało jak najdłużej.