W tej Państwa dyskusji także zamienię kilka słów odnosząc się do różnych fragmentów tekstu autora Jazłowieckiego.
Redaktor von Witt zapewne nie rozumie i raczej nie zrozumie tej ironii i naszych postaw. Na lekcje do Nimitza nie chodził, wyborów nigdy nie wygrał, jako premier sukcesów nie odniósł.
Znaczna przenikliwość, o przyczynach której wypowiedziałem się w czytelni - brak wzajemnego poznania. Co pojmuję, a czego nie pojmuję, a w dodatku przekonanie, że czegoś nigdy nie pojmę jest dla mnie postrzelonym sformułowaniem takiego znawcy ludzi jak autor :)
Po wielokroć również stwierdzałem, że w ławach Izby Poselskiej nie widziałem się dotąd nigdy nie dlatego, że wyborów nie wygrałem, ale z takiego powodu, że kandydować nigdy nawet nie chciałem lub Partia mnie do tego nie zobowiązywała. A swoje premierowanie także oceniam krytycznie ;)
(...) pokolenie 12/13 lubi zabawę w mikronacje, ale tylko we własnym gronie.
To, że markiz Jazłowiecki z nikim z tego pokolenia nie bawił się to jeszcze nie oznacza, że ono nie bawiło się świetnie z pozostałymi ludźmi starszej daty :) A i tak uważam, że chociażby przy okazji takich artykułów mamy okazję do zabawy z ich autorem.
Nadto gdy rodziło się pokolenie 12/13 markiz Jazłowiecki był mało obecny w życiu publicznym – głównie jako obserwator, osoba na urlopie, autor takich artykułów lub tęższych pozycji zachwalanych także przeze mnie - może dlatego nie bawił się z aktywniejszą młodzieżą?
Innym problemem jest stracone pokolenie – osoby urodzone w latach 2008-2011. Redaktor von Witt próbował o tym pisać w tekście „Reformacja czy rewolucja?”, jednak przestrzelił swoje obserwacje, co doprowadziło go do mylnych wniosków. Osoby, które pojawiły się równo z wielkim kryzysem aktywności, kilka lat temu stanowiły mocną grupę, uwzględniając przełomowy rok 2009. Zasiadali na tronach książęcych, obejmowali resorty w moim Gabinecie. Gdy nadszedł ich czas na sprawowanie władzy, pogubili się i popadli w zależność starszych kolegów. Ta przygoda skończyła się powrotem emerytów z wakacji pod palmami.
Można też dodać, że emeryci stracili to pokolenie, czego powód autor wymienia później - m.in. klapa z patronatem czy upadek Szkoły Głównej, zanik działalności Uniwersytetu Królewskiego. Odbija się to czkawką do dzisiaj, kiedy np. autor odmawiał (przez ignorowanie korespondencji) pomocy (patronatu?) podczas organizacji Wydziału Nauk Humanistycznych na Królewskiej Akademii Morskiej, którą wiosną ubiegłego roku zacząłem organizować. Historyk nadałby się dobrze do ożywienia szkolnictwa wyższego w przedmiocie historii, której odmęty są pokoleniu 12/13 często nieznane. I ten jeden tylko przykład pokazuje, że:
1/ JE Jazłowiecki był wówczas (od narodzin pokolenia 12/13) pod wspomnianymi palmami, część osób młodych może odnosić wrażenie, że nadal tam jest, bo na forum, do udzielania się na którym jego przełożony zachęca wszystkich, zwłaszcza ministrów, sam zainteresowany udziela się przeważnie w chwili buntu (jak było np. podczas debatowania nad burżuazyjnym projektem ustawy o obywatelstwie, gdy wprost eksplodował swoimi postami w
Kawiarni pod Czerwonym Orłem),
2/ emeryci mogli przyczynić się do utraty pokolenia wcześniejszego pozostawiając wielkie projekty protekcjonistyczne i edukacyjne na pastwę losu!
Gdzie popełniliśmy błąd, Dreamlandczycy?
A zaczniemy normalnie współpracować, gdy nabierze Pan pokory.
Przeczytawszy tekst JE Jazłowieckiego pierwszy raz odniosłem wrażenie, że pytanie powyższe nie było skierowane do wszystkich Dreamlandczyków, a tylko tych, o których mowa w tym miejscu:
Dlatego daliśmy im tyle swobody i przesunęliśmy się w pierwszych rzędach.
Drugim obszarem naszej słabości była nadzieja. To paradoks, ale podejrzewam, że oddaliśmy młodzieży zbyt dużo miejsca w pierwszym rzędzie tylko dlatego, że młodzież jest młoda.
Błędem jest takie myślenie - że autor tekstu musiał się wspaniałomyślnie odsunąć, aby młodzi mogli próbować zabawy na pełną skalę.
Każdy próbuje swoich sił w czasach i z ludźmi, których spotyka i którzy są chętni do współdziałania. Autor artykułu nie zawsze jest chętny, gdyż "wspaniałomyślnie" odsunął się, dał swobodę i liczy, że kolejne pokolenia będą nadawać na tych samych falach co on (łączący się z nami telepatycznie) i bawić się tak, jak on tego chce zupełnie bez jego udziału. W dodatku wydaje mi się, że jedni nie muszą się odsuwać, by kolejni mogli się bawić - mikronacja to nie polski system władzy, gdzie młodzi mogą się dostać liżąc tyłki przywódcom partii, np. happeningowych, lub zajmując miejsca po tych, którzy w różnych okolicznościach zeszli z tego świata na dobre. W mikronacjach jest miejsca bez liku i nikt nikomu miejsca robić nie musi, bo tylko od pokładów własnej wyobraźni i zdolności do zmieniania naszych warunków tak, by każdy chętny mógł się bawić, zależy jak ludna może być dana mikronacja. I jeszcze: jeżeli chciałbym ja, czy ktokolwiek inny z 12/13 konkurować z JE Jazłowieckim o władzę, miejsce w Izbie Poselskiej, to konkurowalibyśmy i to nie byłby wynik dawania swobody ale zabawy w świetle zasad nakreślonych (również wspólnie) konstytucją.
W dodatku tak markiz to opowiada, jakby młodzieży robiono łaskę „odsuwając się”, „robiąc miejsce”...
Generacja 2014 zasługuje na normalny start wirtualnej kariery.
A 12/13? Dziesiątki osób próbowało nienormalnie wejść w tym czasie w nasze życie?
Nie śpię, Panie Redaktorze von Witt.
Uwierzę, gdy markiz będzie częściej to wszystkim zdegenerowanym z pokolenia 12/13 udowadniał, a nie tylko bawił się w swoim gronie :)
Cieszę się również, że nie jestem i nigdy nie będę tak aktywny jak Pan.
Każdy jest aktywny na miarę swoich możliwości. Ja mam inne poczucie zadowolenia z tego powodu. Cieszę się, gdy widać cudzą aktywność lub sam mogę i chcę być aktywny z innymi. A zacytowanego zadowolenia żywionego przez autora nie rozumiem, zwłaszcza, że autor jest starszakiem i lepiej pojmuje alchemię naszej zabawy.
Ten brak odpowiedzi na Pańskie wiadomości musi rodzić sporą frustrację.
Proszę jeszcze poćwiczyć zdolności telepatyczne, gdyż pozostawiają wiele do życzenia :)
Rok temu apelowałem do Pana o wzięcie odpowiedzialności za Królestwo i wskazanie politycznego planu z Panem jako liderem. Wtedy Pan nie posłuchał.
Pana Jazłowieckiego w tym czasie nie spotkałem. "Znałem" z lektur, ewentualnie z rozmów z osobami trzecimi. Kupił 2 moje obrazy w 2012 roku, więc mecenasem sztuki na pewno jest :) Ale poza tym nie było go, jak już wspominałem wyżej. Nie miałem okazji poznawać go ani na szczeblu prowincji ani gdzie indziej. Nie usłuchałem więc nieznajomego, którego nie traktowałem jako patrona, choć...
Nie mogę narzekać na osoby moich mistrzów-mentorów podczas pierwszych tygodni życia przez v. Było to zacne grono – wspomniany Nimitz, duet Neumann-Estreicher, Edward Krieg, Paweł von Gratz i inni.
... ich miałem i mam - takich, jakich spotkałem w Królestwie w 2012 roku: Jego Królewską Mość Marcina Mikołaja, który był patronem z prawdziwego zdarzenia realizującym swoją powinność niezależnie od ustawowego patronatu. Wzorami są też szczególnie: Jego Królewska Wysokość Artur Piotr, za którego panowania premierowałem, uprzednio kierując MSW - to MONARCHA jakich mało; Jego Ekscelencja Jacques de Brolle, który wprowadzał mnie w życie rządowe - najpierw w stosunkach wewnętrznych, później i zagranicznych - to PREMIER jakich mało.
Wymienić trzeba także Jego Ekscelencję Conrada Darosareier-Stattoerr, Prezesa Partii Burżuazyjnej. Jest on wzorem specyficznym, gdyż moja z nim współpraca to jak taniec ognia z wodą - spór, który ostatecznie przeradza się w harmonię dążenia do tych samych celów. Jest wzorem, gdyż w wielu sprawach tylko z nim trzeba faktycznie walczyć, aby przekonać do swoich lub ulec jego racjom. Współpraca z nim nie polega na tym, o czym pisze JE Jazłowiecki - dawaniu swobody, oddawaniu pola. Darosareier-Stattoerr to wzór, z którym trzeba konkurować, nawet udowadniać przydatność. Dlatego on jest liderem Partii Burzuazyjnej: v-starszy, bardziej obyty, utytułowany, doświadczony. LIDER.
(-) Daniel markiz von Witt