Warto na moment przełamać naszą rodzimą tradycję głośnego celebrowania porażek i dyskretnego przemilczania sukcesów: kilka dni temu Dreamland wygrał piłkarski mundial po zaciętym boju finałowym z Wandystanem (1:1 w regulaminowym czasie gry, 5:4 po serii rzutów karnych). Sukces to ogromny i w pełni zasłużony: dreamlandzka drużyna jest w tej chwili po prostu najmocniejsza na globie, co stanowi wyłączną zasługę trenera Michaelusa, który buduje naszą kadrę od 2017 roku, gdy przejął ją z rąk PTR-a (a ten od obecnego w sąsiednich wątkach MatMaksa).
W fazie grupowej Dreamland rozprawił się ze Skarlandem, Nową Ordą, Volkianem i gospodarzami z Osieku. Z kolei w fazie pucharowej mierzyliśmy się kolejno z Muratyką (4:0), Trizondalem (1:0) i Lumerią (2:0 w półfinale). Starcie finałowe z Wandystanem było pierwszym, w którym drużyna Michaelusa straciła bramkę. Niesamowita sprawa.
Wasza Królewska Mość, tu się jakieś medale należą, lenno pod Stedzie lub choćby przejażdżka królewską lektyką z drewna tekowego.
W fazie grupowej Dreamland rozprawił się ze Skarlandem, Nową Ordą, Volkianem i gospodarzami z Osieku. Z kolei w fazie pucharowej mierzyliśmy się kolejno z Muratyką (4:0), Trizondalem (1:0) i Lumerią (2:0 w półfinale). Starcie finałowe z Wandystanem było pierwszym, w którym drużyna Michaelusa straciła bramkę. Niesamowita sprawa.
Wasza Królewska Mość, tu się jakieś medale należą, lenno pod Stedzie lub choćby przejażdżka królewską lektyką z drewna tekowego.
