Wyprawa na Nową Surmalę

Codzienne życie mieszkańców Domeny Królewskiej. To poruszane są sprawy ogólne i inne tematy.
Awatar użytkownika
Maciej II
Król Dreamlandu i Scholandii
Posty: 2093
Rejestracja: 20 sie 2018, 15:15
NIM: 591374
Kontakt:

Wyprawa na Nową Surmalę

Post autor: Maciej II »

Królewska Kompania Ekspedycjna na potrzeby swej pionierskiej próby kolonizacji zakupiła od Królewskiej Floty dwa starsze statki i zgłosiła zapotrzebowanie do Królewskich Stoczni na jedną nową jednostkę - specjalnego typu.
Wszystkie trzy stały teraz dumnie przy wybrzeżu, przyciągając do siebie tłumy, przepędzane regularnie przez wachty portowe. Pośród gapiów przebiegali czasem pracownicy portowi i marynarze, wyróżniający się sortami mundurowymi w różnym stopniu ukompletowania, noszący worki żeglarskie, prowiant czy klatki z drobnymi zwierzętami. Panował niewyobrażalny wręcz zgiełk.

Z "Domeny" zszedł oddział Królewskich Marines w charakterystycznych, czerwonych pałatkach. Dowódca, niski krzykacz o rysach dziecka, próbował utorować sobie drogę przez poruszoną masę ludzką. Ostatecznie, przy użyciu kolb i przy akompaniamencie złego pomruku tłumu, mały oddział wykuł sobie mału przyczółek na brzegu. W moment, na świeżo zdobytym skrawku lądu rozstawiono biurko oraz potężny, zdobiony sejf z pokaźnej wielkości zamkiem. Oficer stanął na meblu i przez mosiężną tubę zakrzyknął: "KR-ÓÓÓ-LEEE-WSKAA KOM-PAAA-NIAAA EKS-PEEE-DYYY-CYJ-NAAA WWW IMIE-NIUUU JEEE-GOOO KRÓÓÓ-LEEEE- WSKIEJ-J M-OOO-ŚCIII MAAAA-CIEEEE-JAAAA PIER-WSZ-EEEG-OO SZU-KAAAA ZDROOOO-WYCHHH OCH-OOOT-NIKÓÓW ZACIĄĄĄ-G NAAA-A WYPRAW-ĘĘĘĘ TUUU-TAAAJ!". Tłum, organiczna masa, jął się mieszać, ustawiać, sortować w drodze ku jak najdokładniejszemu zagospodarowaniu strategicznych miejsc. Królewscy Marines nieprzerwanie bili kolbami każdego, kto ośmielił się zbliżyć do biurka. Tymczasem oficer zszedł z tymczasowego podestu i zasiadł za meblem, zdjął czapkę, zza pazuchy wyciągnął futerał z drobnymi, drucianymi okularami, adiutant, do tej pory stojacy w regulaminowej pozycji półtorej stopy na prawo i trzy stopy z tyłu, posłusznie ustawił przed nim pióro, kałamarz i stertę papierów. "Następny!" - zakrzyknął, po wstępnym rozmieszczeniu szpargałów na stole. Żołnierze z przodu rozsunęli się dopuszczając za siebie mężczyznę. "Wasza Ekscelencjo...-" - rzekł barczysty jegomość uroczystym tonem, oficer przerwał mu, nie podnosząc oczu znad arkuszy: "Nazwisko i imię, dowód zamieszkania na terenie domeny."

Wróćmy jednak do okrętów dumnie prezentujących się za nimi, dwie starsze z sióstr- Domena i Unia, były wysłużonymi statkami, dość dobrze poznanymi przez swoje załogi. Budowano je w tym samym czasie burta w burtę w Królewskich Stoczniach i ich drogi od tej pory dość często, choć całkiem przypadkowo, przeplatały się.

Domena- większa z sióstr była czteromasztowym windjammerem, pojemnym choć smukłym. Marynarze lubili ją za zgrabne cięcie fali i duże mesy, które zapewniały im komfortowe miejsce do spędzania wolnego od pracy czasu. Jej drewniany pokład lśnił, starannie wytarty z potu, krwi i łez pokolenia kadetów Królewskiej Szkoły Morskiej, którzy dostąpili zaszczytu by na niej pływać, a mosiężny dzwon okrętowy, pedantycznie wypolerowany z sekundową wręcz dokładnością wybijał kolejne szklanki. Domena, jako największa z sióstr, stała się statkiem-matką niewielkiej flotylli i wiozła najwięcej potrzebnego sprzętu i dóbr, przy okazji mocno krępując ruchy załogi w srodku.

Unia- klasyczny, trójmasztowy kliper o wyjątkowej linii, była znana ze swej znacznej szybkości. Najszybsza z sióstr, wiele także przeżyła, po wielokroć łamiąc swe maszty podczas silnych sztormów. Na swym pokładzie nie raz spotkała śmierć z ręki wiatru miotającego jej "widow-maker'ami", dlatego jej załoga podchodziła do niej z należytym szacunkiem i ostrożnością. Dobrze traktowana, świetnie szła na wiatr, w przeszłości pobijając nawet kilka rekordów. Z racji jej szczególnych cech została przygotowana do misji badawczych i prowadzenia rozpoznania terenu, uzbrojona w nawigatorów, dobrze znających dawne wody Surmalskie, działała na szpicy flotylli, dzielnie penetrując zapomniane wody przed sobą.

Trzecia z sióstr - Scholandia, specjalnie zamówiona dla potrzeb ekspedycji, była statkiem zupełnie nowej konstrukcji, opartym na doświadczeniach z pływania po Skytyjskich morzach. Zbudowano ją wokół idei siły i twardości. Metalowe poszycie kadłuba chroniło ją przed zmiażdżeniem przez krę, a ostry taran umożliwiał cięcie rejonów podbiegunowych, natomiast wyjątkowej konstrukcji turbina parowa zapewniała napęd nawet podczas najdłuższej flauty. Nie była jednak dobrze zgrana z załogą, a dość przesądni marynarze woleli trzymać się od niej z daleka z racji plotek, że podczas wodowania nie chciała zejść z pochylni. Mimo swej piękności i wytrzymałości, w głębi serca skrywała tragiczną skazę. Jej przełomowe boilery dające napęd śrubie okrętowej posiadały ukryty defekt, pominięty lub niezauważony przez stoczniowych inżynierów, będących w pośpiechu za spełnieniem krótkiego terminu. Opiłki metalu pozostawione po procesie produkcyjnym mogły w każdej chwili zapchać jeden z kilku kanalików odprowadzających nadmiar ciśnienia co w efekcie, przy nieuważnej obsłudze, doprowadzić mogło nawet do fatalnej eksplozji. Z racji swojej siły, Scholandia została wybrana do roli pomocniczej, mogła przy użyciu swojej maszynowni ściągać inne statki z mielizn, a także zwozić do najodleglejszych przyczółków zapasy w najostrzejsze zimy.

...
---

Maciej II zu Hergemon à de Ebruz, Rex Dreamlandis

Awatar użytkownika
RIIF
król-senior
Posty: 1751
Rejestracja: 27 lis 2015, 18:56
NIM: 747065
user_herb: herb_kd_krolRCA
Kontakt:

Re: Wyprawa na Nową Surmalę

Post autor: RIIF »

Stojąc na klifie swojej nowej posiadłości JKW Robert II Fryderyk spoglądał w morze. Wtem jego oczom ukazał się majestatyczny obraz trzech przepięknych okrętów wypływających z stołecznego portu. Po minięciu redy okręty rozwinęły swe pełnomorskie żagla i ruszyły w głąb zatoki. Król Senior zasalutował i z łezką w oku trwał w tej pozycji póki okręty nie zniknęły za widnokręgiem.
RIIF, r. s.

Awatar użytkownika
Filip von Sarm
Posty: 38
Rejestracja: 7 sie 2019, 10:51
NIM: 175232
Kontakt:

Re: Wyprawa na Nową Surmalę

Post autor: Filip von Sarm »

Filip von Sarm stoi na ziemi, na której powstanie miejscowość Choriv, a dokładniej na działce przy plaży gdzie będzie jego rezydencja.
Filip von Sarm, z Bożej łaski, Isprawnik na Choriv, Lord Parlamentu Królewskiego
Obrazek

Awatar użytkownika
Thomas von Lisendorff
JE Ambasador przy JKM
Posty: 111
Rejestracja: 5 cze 2018, 18:46
NIM:
Lokalizacja: Lisendorff
Kontakt:

Re: Wyprawa na Nową Surmalę

Post autor: Thomas von Lisendorff »

W wyprawę wyruszają trzy okręty, które szukają nowego lądu.
Identyczna historia jak z realistyczny Kolumbem.
/-/Thomas von Lisendorff - Dostojewski
Ambasador Republiki Bialeńskiej w Królestwie Dreamlandu

Awatar użytkownika
Maciej II
Król Dreamlandu i Scholandii
Posty: 2093
Rejestracja: 20 sie 2018, 15:15
NIM: 591374
Kontakt:

Re: Wyprawa na Nową Surmalę

Post autor: Maciej II »

Trzynaście dni i trzynaście nocy. Na Unii wybito właśnie osiem szklanek i załoga powoli zdawała sobie swoje wachtowe obowiązki. W sterówce kapitana zmieniał właśnie pierwszy oficer - nawigacyjny. Młody, z ambicjami, świeżo po Akademii. Kapitan obrzucił go spojrzeniem podobnym do spojrzenia jakie rzuca się karaluchowi czy też gnidzie, którą spostrzeże się spacerującą niespiesznie po pościeli. Chrząknął i poklepał drugiego po plecach. Drugi odwrócił się od tabelek z wyliczeniami racji prowiantu i kiwnął mu głową, czyli wachta na mostku oficjalnie zmieniona.

Drugi miał już swoje lata i chodziły plotki, że na koncie musi mieć już wypływane z milion mil, dla reszty załogi niezrozumiałym było, dlaczego drugi, mimo kolejnych latek wciąż pozostawał drugim. Odpowiedzią drugiego na takie pytanie, zadawane najczęściej przez nierozważnego, młodego członka załogi, pozostawało niezmiennie: „Ja tam w żadne ortodomy nie wierzę”, co w połączeniu ze złym spojrzeniem spod siwych, krzaczastych brwi zwykle ucinało temat. Drugi cieszył się zaufaniem kapitana z którym przepływał ostatnią dekadę - spokojny, opanowany, punktualny, zawsze wzorcowo wykonywał swoje obowiązki.

Kapitana należałoby również opisać dla samego kronikarskiego obowiązku, choć jego udział w tej historii będzie raczej czysto symboliczny. Unię powierzono mu już dość dawno temu i w momencie przekazania statku Królewskiej Kompanii Ekspedycyjnej, naturalnym wyborem było podpisanie kontraktu ze „starą wiarą”. Kapitan był surowy i miał posłuch wśród załogi. Najbardziej bali się go jego właśni oficerowie za wyjątkiem drugiego. Kapitan nie trawił „niekompetentnych matołów z pagonem” i gonił wszelkie wyrazy braku kompetencji. Wachtę od kapitana zarówno odbierało się jak i zdawało w nienagannie wykrochmalonym uniformie z odpowiednią manierą, przystającą oficerowi floty oraz co ważne - zawsze punktualnie o czasie, co było szczególnie częstym przyczynkiem do ustnych reprymend i wystawiania złych opinii. Sami marynarze mieli do niego stosunek raczej obojętny, bez większego zapału prostowali się jak struna do meldunku - kapitan nie miał im tego za złe - uważał ich po prostu za ludzi którym nie warto w ogóle poświęcać jakiejkolwiek uwagi.

Z kolei pierwszy stanowił swoisty ewenement na pokładzie Unii. Niezwykle zdolny, ukończył Królewską Akademię z niezdobytą od przeszło 20 lat oceną „wzorowy”. Wyróżniał go całkowity brak praktyki morskiej, kapitańska opinia z tego rejsu miała być jego być albo nie być w późniejszej karierze. Oczywiście Królewska Akademia Morska nie wysyłała zwykle swoich kadetów na tego typu przeprawy. Pierwszy musiał się więc nieźle nagimnastykować aby mieć szansę na te niezwykłe „praktyki z egzaminem końcowym”. W specjalnym wniosku wysłanym Rektorowi-Komendantowi, wyszczególnił swoje wyjątkowe umiejętności dające mu teoretyczny gleit na dowolny rejs. Z pośród wielu dużo ciekawszych ofert wybrał właśnie odkrywanie Nowej Surmali, w polu „powód”, lakonicznie napisał „Wypełnienie swojego obowiązku wobec ojczyzny”, co wzbudziło pewną konsternację, gdyż mimo czystej jak łza kartoteki, zdarzało mu się nie pojawiać na kursach edukacji patriotycznej, co z czasem poskutkowało interwencją samego Komendanta. Mimo to, w duchu dawania najlepszym jak najszerszych możliwości, otrzymał decyzję pozytywną i dzisiaj odkrywał nowosurmalski brzeg.

Pierwszy rozejrzał się lornetką po widnokręgu, hałas który słyszał już w kajucie, był faktycznie krą, całkiem normalną na tych wodach, a więc wszystko zupełnie tak jak przypuszczał. „Kiedy weszliśmy w pole kry?” - zagadał do drugiego. Drugi z wyraźnym bólem wymruczał pod nosem: „Hmmm… Odebrałeś wachtę? To nie zadawaj mi teraz głupich pytań, masz to wszystko opisane w dzienniku pokładowym z dokładnością do minuty.” Faktycznie, Unia wkroczyła w pole kry o godzinie 23:35, w ramach uwag skośnym pismem dopisano, że lód tegoroczny, w dużych taflach o średnicy maksymalnie 2 metrów.
Pierwszy obejrzał się jeszcze na drugiego. Stary spokojnie wypełniał kolejne rubryczki. Poza nim na mostku znajdował się jeszcze sternik, który na wachtę przyszedł wraz z pierwszym. Wtem, ciemność śródokręcia przeciął dźwięk gwizdka.
Drugi poderwał się zaraz z wygodnego miejsca za stołem mrużąc oczy w ciemność pokładu, pierwszy odwrócił głowę w kierunku jednego z pięciu zegarów pokładowych, tego wiszącego z tyłu mostka.
5 po północy.
Sięgnął za pazuchę i wyciągnął rewolwer, płynnym ruchem napiął kurek i wycelował w drugiego. Ten, z początku przestraszony sugestywnym dźwiękiem, odwrócił się z pełną przerażenia miną, zaraz poprawił się, oczy mu się zwęziły, delikatnie uniósł ręce w górę. „Proszę zachować spokój… to bunt, przejęliśmy Unię.” - rzekł łamiącym się głosem pierwszy. Sternik drgnął, zabezpieczył koło sterowe, wyciągnął z kieszeni biało-czerwono-niebieską opaskę z wizerunkiem lwa morskiego i owinął ją na rękawie. "A więc bunt" - przemknęło przez głowę drugiemu.
---

Maciej II zu Hergemon à de Ebruz, Rex Dreamlandis

ODPOWIEDZ

Wróć do „Życie w Domenie”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości