Vladimir Iwanowicz pisze:Mikronacje to tylko zabawa, a wielkie słowa i przemyślenia zostawcie sobie na real.[/justify]
Kompetny nonsens, a może nawet prawdziwa przyczyna Pańskiej udręki (a nie jakieś bzdety egzystencjalne znudzonego prekariatu). Skoro jednak ktoś z nas musi zawiesić swoje myślenie na czas aktywności w mikronacjach, zostawiam to stronie przeciwnej.
Vladimir Iwanowicz pisze:Rzucacie tutaj wielkie słowa, przed którymi powinniśmy czuć lęk(?). Wasze słowa mógłbym czytać na prawicowych stronkach lub fanpage'ach jakiegoś ONR-u.
To jak to z wami jest, towarzysze? Można oblebić się symbolami komunizmu, można bezkarnie afiszować się z wizerunkami Stalina czy Dzierżyńskiego (nie mam nic przeciwko), ale już samo tylko napomknięcie o potrzebie zdecydowanego działania, samo tylko westchnięcie z tęsknoty za silnymi graczami, bo przecież nawet nie aluzja do spójnej doktryny, wywołuje paniczny lęk i obluzowanie zwieraczy? Czysto hipotetycznie: komunistą można być, ale faszystą już nie? Bycie komunistą jest wyrazem mody, luzu i szpasu, ale samo już podejrzenie o faszyzowanie wywołuje u przeciwników nerwowe kołatanie serca?
Gdybym czuł jakąkolwiek sympatię do faszyzmu czy narodowego socjalizmu (jedno mylone jest tu z drugim), gdybym w jakikolwiek sposób miał tutaj zamiar nawiązać do tych doktryn (bynajmniej wcale nie prawicowych), to po prostu bym to świadomie, publicznie i z pełną odpowiedzialnością za słowa zrobił. Nie miałbym najmniejszego problemu z taką ideową autoidentyfikacją, bo też nie uważam jej za wstydliwą (za naiwną - tak, ale nie za powód do wstydu). Napisałbym wprost: jestem faszystą, jestem narodowym socjalistą.
Ale nie jestem. Miejmy to już za sobą.
Czuję natomiast ogromny związek z ideą narodową czy - jak kto woli - ze wspomnianą przeze mnie w maju i wielokrotnie tu wyśmianą dotryną integralizmu luzytańskiego, która to doktryna w przedwojennej Portugalii weszła w ostry spór z tamtejszymi ideologami faszyzmu.