Premiera premiera Dreamlandu
: 1 kwie 2018, 01:56
Czas rozpocząć grę.
Alfred zdobywa gabinet premiera. Poprzedni premier Radziecki miał go udekorowanego pod siebie, czyli ogólnie sedes ze samoopuszczającą się klapą. Zrezygnował z podgrzewanej deski klozetowej, bo uznał, że za bardzo się będzie pocił podczas wypróżniania i schudnie. Zatem postawił sobie wiatrak, aby go chłodził, bo otwarta lodówka nie dawała już rady. Żeby było śmieszniej, to wypróżniał się do szafy, bo bał się, że w kabinie się zatrzaśnie i nikt go w całości nie wyjmie.
Dlatego, Alfred pierwsze, co zrobił to pobiegł do swojej bliskiej psiapsióły z Sarmacji, zwanej Karolcią chonotu. Skoro Karolcia sama przychodziła, to on nie musiał biec. No i ta właśnie chonotu mu powiedziała, że ma się nie martwić o gabinet, bo ona ma odpowiednie dostępy i jak będzie chciała wejść albo wyjść, to wejdzie i wyjdzie i nikt nie zauważy, że jest, była i będzie.
Także ten...no...papier toaletowy mu dostarczyła, a ten jak się rozsiadł na posiedzeniu, to od razu skrobnął ustawę na nim. Dwie rolki mu to zajęło. Potem podrzucił to rurą Karolci chonotu, bo przecież musiał się czymś podetrzeć i ta odczytała z odzysku ten papier. Postanowiła go ubrać kredkami, aby kolorowiej wyglądał i wpuściła samolot do salonu. Siedzący tam się zastanawiali - zestrzelić, nie zestrzelić... A to gumą do żucia go próbowano strącić, a to flegmą, a to kartką papieru wymiętoloną w buzi... Parę razy dało radę tupolewa ustrzelić, ale ten skończył i tak w paprotce Karolinki chonotu. A że miała wejścia i wyjścia, to puściła go dalej...
Alfred zdobywa gabinet premiera. Poprzedni premier Radziecki miał go udekorowanego pod siebie, czyli ogólnie sedes ze samoopuszczającą się klapą. Zrezygnował z podgrzewanej deski klozetowej, bo uznał, że za bardzo się będzie pocił podczas wypróżniania i schudnie. Zatem postawił sobie wiatrak, aby go chłodził, bo otwarta lodówka nie dawała już rady. Żeby było śmieszniej, to wypróżniał się do szafy, bo bał się, że w kabinie się zatrzaśnie i nikt go w całości nie wyjmie.
Dlatego, Alfred pierwsze, co zrobił to pobiegł do swojej bliskiej psiapsióły z Sarmacji, zwanej Karolcią chonotu. Skoro Karolcia sama przychodziła, to on nie musiał biec. No i ta właśnie chonotu mu powiedziała, że ma się nie martwić o gabinet, bo ona ma odpowiednie dostępy i jak będzie chciała wejść albo wyjść, to wejdzie i wyjdzie i nikt nie zauważy, że jest, była i będzie.
Także ten...no...papier toaletowy mu dostarczyła, a ten jak się rozsiadł na posiedzeniu, to od razu skrobnął ustawę na nim. Dwie rolki mu to zajęło. Potem podrzucił to rurą Karolci chonotu, bo przecież musiał się czymś podetrzeć i ta odczytała z odzysku ten papier. Postanowiła go ubrać kredkami, aby kolorowiej wyglądał i wpuściła samolot do salonu. Siedzący tam się zastanawiali - zestrzelić, nie zestrzelić... A to gumą do żucia go próbowano strącić, a to flegmą, a to kartką papieru wymiętoloną w buzi... Parę razy dało radę tupolewa ustrzelić, ale ten skończył i tak w paprotce Karolinki chonotu. A że miała wejścia i wyjścia, to puściła go dalej...