Strona 1 z 1
[Kurier] Kwity na biskupa
: 5 mar 2015, 14:54
autor: Edward Ebruz
Klony wracają do gry.
Czy zwierzchnik Kościoła Rotryjskiego złamał obowiązujące w Państwie Kościelnym prawo i równolegle posługiwał się kontem innego obywatela? Czy była szefowa surmeńskiego rządu – oficjalnie nieaktywna w mikroświecie od lipca ubiegłego roku – przyjęła tożsamość jednego z rotryjskich arcybiskupów i zarazem Prymasa Rzeczypospolitej Obojga Narodów? Plus kilka innych wątków na długie marcowe popołudnie.
Zapraszam do lektury i dyskusji.
Re: [Kurier] Kwity na biskupa
: 6 mar 2015, 09:51
autor: Daniel von Witt
Szukania haków ciąg dalszy :) Tak jak ktoś skomentował już pod artykułem - liczba mikronautów jest mniejsza niż mówią oficjalne statystyki "Kuriera". W niektórych krajach i w relacjach między nimi już nie tylko trzeba pytać o to "komu ufać?", ale także "czy ufać samemu sobie?". Tak jak kseronacje stały się już elementarną i normalną częścią Mikroświata, tak teraz przyszła pora na "KK" - kosmopolityzm i kloning: zarazy ze wschodu.
(-) Daniel markiz von Witt
Re: [Kurier] Kwity na biskupa
: 6 mar 2015, 20:47
autor: Karl Nicolaus Habsburg-Lothringen
To co rozgrywa się w Rotrii pominę wymownym milczeniem. Natomiast nie podoba mi się sformułowanie Ekscelencji von Witta o "zarazie ze wschodu". Jest ono po prostu krzywdzące dla innych państw z tego pogardzanego przez Ekscelencję "wschodu", które jakoś zbytnio tej "zarazy" nie uświadczyły, a tym bardziej jej nie "roznoszą". Proszę mi zaufać, każde v-państwo miało chyba kiedyś problemy z kloningiem i jakoś nie chce mi się wierzyć, żeby akurat Dreamland był wolny od tej "zarazy". Dla Monarchii zatem może to być równie dobrze "zaraza z zachodu", ot akurat z Ekorre albo Grodziska. Tylko, że ja nie wypowiadam takich słów publicznie.
Re: [Kurier] Kwity na biskupa
: 7 mar 2015, 10:04
autor: Daniel von Witt
Wasza Wysokość nietrafnie stworzył nadbudówkę nad moim sformułowaniem. Problem opisany w artykule Pana de Brolle rozciąga się od terenów dalekiej i dla wielu egzotycznej Brodrii na Nordacie po południowe krańce Vaarlandu. Kierunek, z którego dla Dreamlandu, współcześnie, kloning się rozprzestrzenia jest więc ogólnie rzecz ujmując wschodni. W mojej opinii jest to też zjawisko, wobec którego nie należy przechodzić obojętnie, tak używanie wobec niego słów ostrych i wyrazistych jest dla mnie uzasadnione. Nie kieruję ich natomiast pod adresem żadnego z państw wschodu, uważając je za ważnych partnerów Królestwa Dreamlandu, czego dowiodły m.in. moje ostatnie oficjalne podróże zagraniczne. Prywatnie jak i z racji sprawowanej funkcji interesuję się, podziwiam i doceniam wkład w rozwój Mikroświata i owoce działalności większości państw wschodu.
(-) Daniel markiz von Witt
Re: [Kurier] Kwity na biskupa
: 7 mar 2015, 12:10
autor: Pavel Svoboda
Niepopularna opinia: kloning sam w sobie nie jest moralnie zły. Złe jest wykorzystywanie kloningu do uzyskiwania nieuczciwej przewagi nad innymi. Przykłady z naszej własnej historii to wyłudzanie pożyczek startowych przy pomocy wielokrotnych kont oraz próby przejęcia władzy poprzez wystawianie klonów jako kandydatów w wyborach (oraz używania ich do głosowania na tych kandydatów).
O ile zjawisko kloningu zdaje się zyskiwać na popularności, o tyle wykorzystywanie klonów do oszustw było chyba bardziej powszechne w przeszłości, niż dziś. Tylko pobieżnie przejrzałem artykuł, ale nie zauważyłem wyjaśnienia jakie konkretnie szkody wyrządzają osoby posądzone o posługiwanie się klonami.
Myślę, że jako odpowiedź na zapaść demograficzną, kloning niekoniecznie jest złym rozwiązaniem. Nawet jeśli jesteśmy w pełni świadomi, że parę osób w państwie jest sterowane przez jedną osobę w realu, to i tak może to dawać lepsze poczucie żywotności społeczności. Tak długo jak poszczególne klony nie operują w tej samej strefie wirtualnego życia, nie widzę w tym procederze nic złego.
Nie zapominajmy, że w pełni akceptowana jest praktyka stosowania wielu tożsamości niewystępujących w tym samym czasie - np. osoby, które powracają do mikroświata po paru latach przerwy, ale pod zmienionym nazwiskiem i nie chcą być utożsamiane ze swoim poprzednim wcieleniem. Ponadto prawie wszyscy obecnie operujemy w różnych sferach aktywności i tolerancja na konflikt interesów jest w mikronacjach wyższa, niż w realu. Nikt nie kwestionował poczynań markiza von Witta, gdy równocześnie jako minister i przedsiębiorca organizował przetargi i sam w nich startował. Było dla wszystkich jasne, że nie było w tym niecnych intencji i że gdyby Dreamlandczyków było więcej, nie byłoby ku temu potrzeby. Gdyby więc (przykładowo) markiz von Witt chciał rozdzielić na kilka tożsamości swoją działalność polityczną, wojskową, kartograficzną i publicystyczną, czy byłoby w tym coś złego? Zakładając, że wszystkie tożsamości pozostawałyby aktywne, danie każdej głosu w wyborach też byłoby z miarę sprawiedliwe (forma głosów ważonych).
Re: [Kurier] Kwity na biskupa
: 7 mar 2015, 13:48
autor: Edward Ebruz
Nie jest to opinia niepopularna. Przeciwnie - tam, gdzie kloning stanowi chleb powszedni, klonerzy dochodzą do identycznych opinii. W efekcie wszystko rozbija się o kwestie praktyczne: złapią czy nie złapią? jest w tym sens czy nie ma? wystarczy jeden klon czy więcej? logować się z domu czy lepiej w kawiarni? (Zaznaczę dla porządku, że wykluczam tutaj z góry przypadek, o jakim WKW wspomina, czyli praktykę kreowania zupełnie nowej tożsamości przez osoby powracające do mikroświata po dłuższej przerwie.)
W artykułach dotyczących kloningu - a jest to już trzeci czy czwarty z serii - unikam tego rodzaju wartościowania i nie przypisuję jednoznacznych ocen moralnych. Zadanie jest łatwiejsze, gdy kloning w danym kraju stanowi przestępstwo i jako takie jest penalizowane. Wówczas można mówić co najmniej o hipokryzji - zwłaszcza, jeśli klonowania dopuszczają się osoby stanowiące lub egzekwujące prawo, niejednokrotnie same bardzo krytyczne wobec takich przypadków u sąsiadów lub współobywateli.
W modelowym przypadku klonerem jest osoba zawiadująca forum dyskusyjnym, mająca monopol na dostęp do panelu administracyjnego. Taka osoba pozostaje bezkarna do chwili zmiany władzy, choć niejednokrotnie dzieje się tak, że ze względów pragmatycznych nawet po formalnej wymianie elit osoba administratora forum pozostaje ta sama. Na dłuższą metę, zwłaszcza w obliczu kryzysu demograficznego, taka sytuacja sprzyja patologiom. Nic więc dziwnego, że złapani za rękę klonerzy często czują się usprawiedliwieni we własnych oczach: tłumaczą, że działali w imię racji stanu, dla dobra ogółu, w celu przedłużenia istnienia państwa, itp., itd. Przyparty do ściany król Hasselandu postawił sprawę jasno: "nie złamał prawa, co najwyżej postąpił nieładnie". I tyle. Jeszcze inni w ogóle niczego nie tłumaczą i nie wchodzą w dyskusję - po prostu korzystają z przywileju administratora i błyskawicznie usuwają niewygodne posty, banują oskarżyciela, itd.
Z przypadkami pierwszego typu mieliśmy do czynienia w najgłośniejszych sprawach ostatniego roku, nie licząc zapewne połowy tuzina mniejszych państewek sezonowych, które z dnia na dzień debiutują jako 7-, 10- lub 12-osobowe, po czym znikają niczym purchwaka przyciśnięta butem. Mechanizm działania jest prosty: wygenerować na starcie sztuczny tłum, stworzyć wrażenie fermentu, obsadzić kluczowe stanowiska władzy, byle tylko jakoś ruszyć z miejsca.
Problem nie ogranicza się do polityki. Podobny mechanizm obserwujemy również na gruncie mikronacyjnego sportu: powstają sześciozespołowe ligi piłkarskie, w ramach których trzy stanowią boty zarządzane przez admina. Grunt, by osiągnąć wymagane przez system minimum i wystartować. "A potem się zobaczy". Tutaj głosów sprzeciwu w zasadzie się nie spotyka, bo profity są oczywiste dla wszystkich. Wszystko można zatem sprowadzić do celu, który uświęci każdy środek. Może więc rację mieli król Hasselandu i prezydent Brodrii? Być może Simon McMelkor zdołałby ocalić Elderland, gdyby w porę się sklonował? A Scholandia? Czy Andy Sky i Jerzy Scholandzki nie powinni zrobić tego samego dla dobra Królestwa? W końcu, powie ktoś, lepiej działać byle jak niż w ogóle. A jednak mam bardzo poważne wątpliwości.
W artykule świadomie sięgnąłem po określenie "ballada o lekkim zabarwieniu psychiatrycznym" i tu - w mojej ocenie - leży istota problemu. Najbardziej spektakularne przypadki kloningu to zarazem te, które z trudem mieszczą się w kanonach zdrowego rozsądku: kloner ogłasza własną śmierć, po czym przekazuje majątek i władzę polityczną swojemu synowi, córce lub bliskiemu współpracownikowi, który okazuje się własnym klonem; mieliśmy patriarchę kościoła quasi-katolickiego, który na czas nieobecności wyznaczył regenta w postaci własnego klona. I tym klonem aktywnie zawiadywał państwem. Wreszcie - przypadek pewnej damy, która w sąsiednim państwie posiadała klona płci przeciwnej, z którym utrzymywała regularne kontakty na gruncie naukowym, samodzielnie przygotowując podpisaną jego nazwiskiem pracę naukową, następnie - występując w roli promotorki - oceniając tę pracę, nadając mu tytuł naukowy, a w międzyczasie zawierając umowy międzynarodowe sygnowane przez samą siebie i własnego klona.
To wszystko przypadki, którym w ogóle nie musimy przypisywać kwalifikacji moralnej. Dla mnie osobiście - raczej ciekawostki, elementem lokalnego folkloru. Owszem - każdy z tych przypadków ma swoje złożone tło; kontekst, który pozornie usensownia każde szaleństwo. Na dobrą sprawę można je rozpatrywać w kategoriach gry o przetrwanie i adaptację do coraz bardziej jałowych warunków mikroświata. Być może, zanim zjawisko zupełnie się zrelatywizuje i upowszechni, lepiej po prostu wyłączyć światło w dwudziestu kilku skansenach.
(-) Jacques de Brolle
Re: [Kurier] Kwity na biskupa
: 8 mar 2015, 09:06
autor: Daniel von Witt
Dopuszczenie samej tylko ewentualności istnienia pozytywów kloningu jest niczym niedomknięcie furtki, przez którą klony zaczną się wkrótce wlewać nie tylko na podwórze, ale i do domu. Takimi pozytywami nie są korzyści z podziału swych zdolności i hobby na kilka avatarów, jak hipotetycznie przedstawia to JKW Svoboda na moim przykładzie. Sterowanie avatarami pozostawia ślady – mimo, że wyglądają inaczej będą poruszać się bardzo podobnie, a w systemie informatycznym państwa tworzyć fakty, które nie zawsze można po cichu zatrzeć, a gdy już się to robi mogą powstać dziwne wyrwy w ciągłości danych zdarzeń. Dodać należy, że jeśli usuwa się takie ślady to podświadomie znaczy to, że sama praktyka jest moralnie zła (gdyby było inaczej to po co to robić?). Tak samo tworzenie klonów dla celów wyborczych może być wskazówką nie do legalizacji tego procederu ale do wprowadzenia bardziej sprawiedliwego systemu wyborczego i głosów ważonych. Kloning to również pokusa i alternatywa dla promocji. O ileż to prościej jest w sytuacji kryzysu demograficznego i pod płaszczykiem promocji „ściągnąć” do swojego państwa „nowych obywateli” w postaci własnych kopii, po czym przed wyimaginowanym Narodem i zagranicą pieścić swoje ego na sukcesie „polityki promocji”. Czy wirtualne państwo oparte na komunikacji międzyludzkiej ma przybrać postać państwa zmyślonego opartego na co prawda dokumentowanej (forum) ale jednak wyimaginowanej komunikacji, które w realu poprowadziłoby zmyślającego (razem z zmyślonymi kolegami) do zakładu psychiatrycznego?
Uściślę też, że za szczególnie niebezpieczny uważam, jak wypowiedziałem w swoim pierwszym poście w tej dyskusji, kosmopolityzm i kloning łącznie.
Kosmopolityzm porównuję do aktywności „na szerokość”, tzn. pod jedną tożsamością w wielu państwach, co w zasadzie nie niesie ze sobą żadnych zagrożeń dla państw aktywności kosmopolity, jeżeli jest nim osoba prywatna; natomiast kosmopolita sprawujący różne funkcje w kilku krajach jednocześnie może nie działać w interesie tych krajów, a własnym (kariera zawodowa) lub w interesie tylko wybranego mocodawcy (agentura). Przykładowymi (dobrymi) kosmopolitami są JKM Marcin Mikołaj czy JKM Markos Viktorjosigos, którzy nie ukrywając swoich tożsamości w różnych krajach działają na rzecz dobra swych dynastii i państw, na czele których stoją, aby je do siebie zbliżać i integrować ich społeczeństwa.
Kloning natomiast to aktywność „na głębokość”, tzn. pod wieloma tożsamościami w jednym państwie. W przypadku JKW Pawła de Zaym inne tożsamości były ukrywane (przypomnę, że ukrywamy coś, czego się m.in. wstydzimy), a tworzono je dla „dobra państwa”. W przypadku Celestyny Sinalenno (kosmopolitki i prawdopodobnie klonerki) chodziło o osobiste korzyści, spektakularną karierę i ukazanie się Mikroświatu jako wybitnej postaci łączącej zinfiltrowane przez siebie państwa.
Kosmopolityzm i kloning to wybuchowa mieszanka, ponieważ po wykryciu klonów i kretów dochodzi do zaburzenia zaufania w stosunkach międzynarodowych, karząc stawiać na nogi służby wywiadu i kontrwywiadu, prowadzić lustrację własnych obywateli, doprowadzać do wojen domowych i rewolucji, a w skrajnych przypadkach nawet zamykać granice (np. uniemożliwiać rejestracje nowych kont osobowych w systemach informatycznych). Łatwo jest w ten sposób doprowadzić do paranoi, gorączki zimnowojennej, nadwątlenia lub utraty pozycji na arenie międzynarodowej przez całe państwo (Hasseland, Rotria), czy nawet agresji z zewnątrz.
(-) Daniel markiz von Witt