Pel Nander pisze: Chciałbym żeby Dreamland oficjalnie uznał ją za obowiązującą i faktyczną, wydając oświadczenie na jej temat.
W zasadzie mógłbym się w tym miejscu powołać na dotychczasową praktykę naszej polityki zagranicznej, w ramach której świadomie nie deklarujemy jednoznacznego poparcia dla konkretnego projektu mapy polskiego mikroświata. Tych projektów powstało w ostatnich latach kilka, za każdym przemawiają pewne racje, każdemu towarzyszą określone intencje autora.
Od dłuższego czasu dla wygody i większej precyzji negocjacji międzypaństwowych bazujemy jednak na mapie autorstwa Michała O'Rhady (
http://morbhan.org/mapa.png), stanowiącej punkt odniesienia dla naszych dyplomatów. Podobnie czyni większość państw członkowskich OPM, a zwłaszcza te, z którymi nawiązaliśmy stosunki dyplomatyczne. Oczywiście gratuluję inicjatywy i precyzji wykonania, ale przedłożona mapa jest po prostu nie do zaakceptowania. Po prostu zupełnie nie jesteśmy w stanie odnaleźć się w proponowanej nam rzeczywistości geopolitycznej.
Pierwszy z brzegu przykład: na zaproponowanej przez Pana mapie Cesarstwo Arctiq, zlokalizowane na północy-wschód od Dreamlandu, w pobliżu Ziemi Franciszka Józefa i zachodniego wybrzeża Sarmacji, zostało wyrzucone de facto na "północny biegun" mapy i przybrało zgoła gargantuiczne rozmiary (3/4 archipelagu dreamlandzkiego), podczas gdy w istocie obszar wyspy zajmowanej przez Cesarstwo nie przekracza wielkości naszej Surmali. A zatem pięciokrotne przeskalowanie (!). To oczywiście drobiazg, ale problem polega na tym, że na temat wspomnianej lokalizacji (i proporcji) dyskutowaliśmy z przedstawicielem Cesarstwa w pierwszej połowie ubiegłego roku, bazując przy tym właśnie na mapie O'Rhady. Wygląda na to, że albo Dreamland się skurczył, albo Cesarstwo Arctiq (dziś niestety jednoosobowe) niepokojąco spuchło. Gdyby potraktować ją poważnie, Pańska mapa po prostu unieważniłaby efekt wcześniejszych negocjacji międzyrządowych, a to już chyba wykracza poza kompetencje kartografa.
Dalej jest już tylko gorzej. Na Pańskiej mapie dreamlandzki archipelag został właściwie obklejony jednosobowymi efemerydami (Aralia, Mikrolandia, Anhalt, Cyberia, od dawna nie istniejące Solardia i Cesarstwo Aztec), z których część
de facto znajduje się na naszych wodach terytorialnych - a przynajmniej takie można odnieść wrażenie, jeśli porównać opisywany obszar z analogicznym fragmentem Mapy O'Rhady, świecącej w tym miejscu pustką. Nikt się w tej sprawie nie konsultował z naszą stroną. Dobry zwyczaj nakazywałby przynajmniej pewne fakty nam notyfikować. Dotychczasowe doświadczenia z dokumentem O'Rhady są dużo bardziej pozytywne.
Garść innych zastrzeżeń - już w telegraficznym skrócie:
- proponowana mapa uwzględnia całą moc tworów nie tyle nawet jednosobowych, co jednotygodniowych, na co zwrócono uwagę choćby na forum surmeńskim. Skerls, Gligeria, Klindia, Finlandia, Zadrzewie (!), Hibijost, Izboria, Intelowo, Wolność i Bialenia (trzy ostatnie założone i szybko porzucone przez p. Swarzewskiego), by poprzestać tylko na kilku przykładach bardziej efemerycznych bytów, to przykłady spontanicznej działalności osób niespecjalnie konsekwentnych. Naturalnie możemy się spierać o żywotność niektórych z owych "państw" (raz po raz reanimowanych), nie widzę jednak powodu, by spieszyć się z umieszczaniem tych osobliwych tworów na mapie;
- wciąż zmieniająca się lokalizacja awanturniczej Wurstlandii, której władze państwowe określają Dreamland mianem "państwa wymarłego" i "yoyonacji". W ubiegłym tygodniu wydałem w tej sprawie obszerne oświadczenie w Gmachu Narodów. Nie ma mowy o choćby pośrednim uznaniu takiego bytu, przynajmniej nie na tym etapie.
- Siedmiogród, Prusy, Intelowo, którym na forum OPM zarzuca się bezczelne plagiaty map, symboli państwowych, nawet tekstów konstytucji - przeważnie sarmackiej. Kolejne przykłady tworów co najwyżej państwopodobnych, których uwzględnienie na jakiejkolwiek mapie świadczyłoby o przesadnej wspaniałomyślności z naszej strony i braku szacunku dla owoców cudzej pracy. Często wieloletniej pracy;
- obecność dwóch Francji (Republiki i Cesarstwa), obu w tym samym kształcie terytorialnym, choć zlokalizowanych na różnych kontynentach; w Gmachu Narodów OPM miała miejsce na ten temat burzliwa dyskusja. Nic nie wskazuje na to, by którekolwiek z państw członkowskich Organizacji miało uznać istnienie Cesarstwa. Pomijam tutaj ostry spór dyplomatyczny na linii Francja 1 (członek OPM) - Francja 2 (niedoszły kandydat to członkostwa w OPM). Co innego mnie frasuje. Gdyby bowiem z automatu uznawać roszczenia każdej nowej i zarządzanej jednoosobowo mikronacji, po kilku miesiącach trzeba byłoby chyba zacząć osuszać oceany, bo miejsca na wirtualnym globie niechybnie zaczęłoby brakować;
- kontrowersyjny zwyczaj nadawania nowych (alternatywnych) nazw dla całych kontynentów - wbrew dotychczasowej tradycji i przyjętym dokumentom. Jeśli państwa i ich obywatele umówili się co do określonego nazewnictwa geograficznego, kartograf nie powinien szukać kolejnych terminów - choćby nawet bardziej eleganckich, poręczniejszych czy wpadających w ucho.
Doceniam wysiłek i fachowość wykonania. Obawiam się jednak, że poprzestaniemy na mapie O'Rhady.
Przy okazji polecam analogiczny wątek z forum surmeńskiego (
http://www.surmenia.org/forum/viewthrea ... #post_7007) i sarmackiego (
http://fc.sarmacja.org/viewtopic.php?f= ... &sk=t&sd=a).