A co myślicie o zachwytach dziennikarzy, w tym nawet tzw. "watykanistów", nad tymi wszystkimi gestami w rodzaju: "papież założył białe/czarne/żółte buty, to znak głębokiej łączności z biednym ludem", "papież wybrał imię po papieżu Bonifacym, świadczy to o jego głębokiej wrażliwości na problemy grup takich i takich"? Kto jeszcze kupuje ten teatr? Poza Kraśką.
Wiadomo, że doszukiwanie się w każdym papieskim pierdnięciu głęboko symbolicznego, mistycznego znaczenia wywołuje uśmiech, ale też nie ma co tej całej teatralności odrzucać, bo po prostu zaciemniamy sobie obraz rzeczywistości. Nieważne, czy się to podoba, czy żenuje, ale kościelna polityka jest głęboko zrytualizowana i przesiąknięta symbolami, które trzeba umieć czytać, żeby wiedzieć co jest grane. Wybór imienia to nie wybór postaci w grze RPG i nie musi w stu procentach determinować pontyfikatu, ale stanowi czytelną wskazówkę, którą nowy papież świadomie wysyła w świat. W sumie nikt nie broni papieżowi zagrać wszystkim na nosie i wybrać sobie imię dla zmyły, no ale co zasady można się spodziewać, że jeśli na balkonie staje Pius to będzie wojującą konserwą, jeśli Jan to libkiem-ekumenistą, jeśli Leon to zaangażowany politycznie i społecznie, jeśli Benedykt to skupiony na kwestiach teologiczno-doktrynalnych i tak dalej.
Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego papież, na ogół biały, uprzywilejowany mężczyzna, wychowany w luksusie co najmniej od momentu, gdy został biskupem, a w bezczynności od momentu wstąpienia do seminarium w wieku 18-19 lat, wożony z miejsca na miejsce, z obojętnością przyjmujący fakt, że kobiety i inni mężczyźni usługują mu od całych dekad, a kilkaset milionów katolików na świecie na siłę szuka dowodów świętości w każdym geście, w którym odmówi sobie zjedzenia całego bażanta na obiad i zamiast tego zadowoli się zjedzeniem połowy bażanta, że założy takie buty ze skórki zamiast innych butów ze skórki, że taki mężczyzna, na ogół już w wieku starczym, nie zdecyduje się na jakiś autentyczny gest łączności z klasą nieuprzywilejowaną i na przykład odmówi sobie dostępu do najlepszej możliwej opieki zdrowotnej? To byłoby coś.
Podzielam pańską refleksję, też jestem sceptyczny wobec tych wszystkich płytkich, pustych i w gruncie rzeczy populistycznych gestów. Nie podoba mi się, że Kościół w imię jakiegoś ubóstwa na pokaz rezygnuje z dwóch tysięcy lat swojej kulturowej spuścizny. Może mam przaśny gust, ale bardzo mi się podobają te wszystkie tiary, kapelusze, szaty i czerwone buty. Podobnie jak chorały gregoriańskie i msze po łacinie. Daleko mi do potocznie rozumianego konserwatyzmu, ale mam duży szacunek do Benedykta XVI za to, że powyciągał z szafy co ciekawsze wdzianka i nawiązał dialog ze środowiskami tradycjonalistów. Wiadomo, że nie to stanowi clue misji Kościoła, ale wg mnie decorum też jest ważne. Papież to w końcu nie jakiś telewizyjny kołcz, tylko namiestnik Chrystusa na ziemi, a kultura ludzka wypracowała pewne materialne atrybuty władzy. Zresztą, taka tiara koronacyjna pewnie i tak kosztuje mniej niż pierwsza lepsza limuzyna z garażu o. Tadeusza, a w trakcie dwunastoletniego pontyfikatu Franciszka, uwielbiającego tę teatralną skromność, o. Tadeusz raczej nie przybliżył się istotnie do franciszkańskiego ideału ubóstwa. Dla kogo więc ta cała ściema i kto to jeszcze łyka? Może niech lepiej papież stroi się w te ekstrawaganckie szaty i buty, przywdziewa wysadzane diamentami tiary i siedzi na złotym tronie, skoro w przypadku np. brytyjskiej rodziny królewskiej ten blichtr się marketingowo bardzo dobrze sprzedaje, ale w zamian za to niech faktycznie walczy z pazernością kleru?
W nawiązaniu do tytułu wątku i w nadziei, że nie popełniam żadnego świętokradztwa, zadam pół żartem pół serio nieco inne pytanie - jakim papieżem chcielibyście być? Jakie imię byście przybrali, jakie działania podjęli, w jakim stylu chcielibyście poprowadzić swój pontyfikat? Papież Leon XIV jak na standardy papieżowe jest dość młody, wygląda zdrowo i rześko i zapewne ma przed sobą co najmniej dwadzieścia lat pontyfikatu, a gdy jego misja dobiegnie końca, pewnie wielu z nas dobije już do pięćdziesiątki. Szanse na wybór i tak będziemy mieli raczej nikłe, ale zakładam, że przytłaczająca większość z obecnych to przynajmniej formalnie ochrzczeni rzymscy katolicy, więc w teorii nie można wykluczać żadnego scenariusza.