Moja kandydatura
: 11 maja 2022, 20:25
Zgłosiłem się na premiera.
W przestrzeni publicznej pojawiają się głosy, że to czas na zakończenie działalności. Według mojego odczucia, przeżywamy typowe, sezonowe osłabienie, nie odstając zresztą od trendów mikroświatowych. Podstawowym naszym problemem jest dziś brak świeżej krwi i entuzjazmu. Niestety, nie jest to problem łatwy do rozwiązania. Nie jestem entuzjastą opowieści o kryzysie mikroświata, powtarzanych już w czasach TomBonda, jednak należy zmierzyć się z faktem, że mikronacje reprezentują model internetu, który zasadniczo już przeminął.
Aby żyć, musimy więc umieć wykorzystać wszelkie zasoby, jakie wpadną nam w ręce. Kiedy przybywałem do Królestwa, było ono oplecione gęstą siecią instytucji, zdolnych zagospodarować obywatelski potencjał: kilka prowincji o własnej tożsamości, Instytut Nauki, Galeria Królewska. Dzisiaj życie społeczne kręci się wokół parlamentu, tego letargicznego zgromadzenia, debatującego nad ustawami pozbawionymi udzielanego im kiedyś szacunku i większego odbicia w praktyce. Jestem tu od dziewięciu lat, a muszę się dobrze zastanowić, żeby wymyślić, co mógłbym ze sobą począć. Jeśli ktokolwiek zechce tu wnieść swoją energię i czas, przeleci nam to przez palce. Musimy ustrukturyzować tę zabawę; przygotować ramy, które mogłoby wypełnić życie.
Mój program to państwo działające, spełniające przynajmniej niezbędne minimum funkcji administracyjnych, oraz organizujące życie społeczne, czyli wytyczające ścieżki zaangażowania we wspólnotę. Zaangażowania, dodajmy, które nie ogniskowałoby się wokół produkcji legislacji albo jałowych dyskusji parapolitycznych. Chodzi o uruchomienie — czy reaktywację — instytucji poświęconych działalności narracyjnej, a być może także powrót do odgórnie zorganizowanego ustroju terytorialnego.
Zapraszam do głosowania na mnie. Nie zaszkodzi, a pomóc może.
W przestrzeni publicznej pojawiają się głosy, że to czas na zakończenie działalności. Według mojego odczucia, przeżywamy typowe, sezonowe osłabienie, nie odstając zresztą od trendów mikroświatowych. Podstawowym naszym problemem jest dziś brak świeżej krwi i entuzjazmu. Niestety, nie jest to problem łatwy do rozwiązania. Nie jestem entuzjastą opowieści o kryzysie mikroświata, powtarzanych już w czasach TomBonda, jednak należy zmierzyć się z faktem, że mikronacje reprezentują model internetu, który zasadniczo już przeminął.
Aby żyć, musimy więc umieć wykorzystać wszelkie zasoby, jakie wpadną nam w ręce. Kiedy przybywałem do Królestwa, było ono oplecione gęstą siecią instytucji, zdolnych zagospodarować obywatelski potencjał: kilka prowincji o własnej tożsamości, Instytut Nauki, Galeria Królewska. Dzisiaj życie społeczne kręci się wokół parlamentu, tego letargicznego zgromadzenia, debatującego nad ustawami pozbawionymi udzielanego im kiedyś szacunku i większego odbicia w praktyce. Jestem tu od dziewięciu lat, a muszę się dobrze zastanowić, żeby wymyślić, co mógłbym ze sobą począć. Jeśli ktokolwiek zechce tu wnieść swoją energię i czas, przeleci nam to przez palce. Musimy ustrukturyzować tę zabawę; przygotować ramy, które mogłoby wypełnić życie.
Mój program to państwo działające, spełniające przynajmniej niezbędne minimum funkcji administracyjnych, oraz organizujące życie społeczne, czyli wytyczające ścieżki zaangażowania we wspólnotę. Zaangażowania, dodajmy, które nie ogniskowałoby się wokół produkcji legislacji albo jałowych dyskusji parapolitycznych. Chodzi o uruchomienie — czy reaktywację — instytucji poświęconych działalności narracyjnej, a być może także powrót do odgórnie zorganizowanego ustroju terytorialnego.
Zapraszam do głosowania na mnie. Nie zaszkodzi, a pomóc może.