Legenda założycielska Maximy
: 18 wrz 2021, 16:27
Dawno, dawno temu, ale serio tak w chuj dawno temu, że na całym Polinie żył tylko jeden, jedyny diuk, samotny wędrowiec podążał ścieżką wydeptaną przez dzikie zwierzęta gdzieś na terenach dzisiejszego Dreamlandu. Ów wędrowiec w trakcie swojej peregrynacji lądy i morza przemierzał, kulę ziemską z otwartym czołem, lecz niestety, zapewne z racji wieku, nie dostrzegł kamienia, o który zahaczył swym trzewikiem i wypierdolił się prosto na mordę.
Gdy w końcu podniósł się i usiadł na owym nieszczęsnym kamieniu, z rozbitego czoła płynęła żywoczerwona krew, a z oczu łzy rozpaczy i bólu. Rozwodniona posoka spłynęła na porośniętą chwastami ziemię, tak że zakwitła makami. Wędrowiec jednak beczał coraz głośniej, aż w końcu sięgnął po jakieś papiery, który miał na sercu i głośno wydmuchał w nie nos. – Skąd – spytał – skąd je wziąłem? – gdyż był już w wieku, w którym pamięć potrafi płatać figle.
W końcu, zakrwawiony i usmarkany, ruszył w dalszą drogę, by nigdy już nie powrócić w miejsce swojego pierwszego upadku. Jednak od tego czasu, co roku wiosenną porą nad krainą lały rzęsiste deszcze, a w lecie zakwitały czerwone maki. Nic więc dziwnego, że po mileniach, gdy Polin zaludnił się nowymi mieszkańcami, osiedli tutaj ludzie, którzy uprawiali i zbierali mak, wypiekali drożdżówki z makiem, spływające obrzydliwym lukrem i rozwozili te gówno po całym Dreamlandzie zdezelowanymi busami folkswagena.
Niektórzy mówią, że taka jest właśnie historia Desłetuda Maximy.
Gdy w końcu podniósł się i usiadł na owym nieszczęsnym kamieniu, z rozbitego czoła płynęła żywoczerwona krew, a z oczu łzy rozpaczy i bólu. Rozwodniona posoka spłynęła na porośniętą chwastami ziemię, tak że zakwitła makami. Wędrowiec jednak beczał coraz głośniej, aż w końcu sięgnął po jakieś papiery, który miał na sercu i głośno wydmuchał w nie nos. – Skąd – spytał – skąd je wziąłem? – gdyż był już w wieku, w którym pamięć potrafi płatać figle.
W końcu, zakrwawiony i usmarkany, ruszył w dalszą drogę, by nigdy już nie powrócić w miejsce swojego pierwszego upadku. Jednak od tego czasu, co roku wiosenną porą nad krainą lały rzęsiste deszcze, a w lecie zakwitały czerwone maki. Nic więc dziwnego, że po mileniach, gdy Polin zaludnił się nowymi mieszkańcami, osiedli tutaj ludzie, którzy uprawiali i zbierali mak, wypiekali drożdżówki z makiem, spływające obrzydliwym lukrem i rozwozili te gówno po całym Dreamlandzie zdezelowanymi busami folkswagena.
Niektórzy mówią, że taka jest właśnie historia Desłetuda Maximy.