Od czego tu zacząć. Zapewne usłyszał Pan już tu i ówdzie, że Dreamlandczycy uważają pieniądze za pozbawione wartości i ekonomię za martwą. Zacznę może od tego, jak to funkcjonowało początkowo i, w sumie, nadal może funkcjonować, jeśli tylko pojawi się wola.
Przeważająca większość społeczności jest zatrudniona w sektorze publicznym i pobiera wynagrodzenia ze Skarbu Państwa. Dawniej, każdy nowy obywatel otrzymywał na dzień dobry kwotę startową, co automatycznie napędzało obieg pieniądza. Dziś Centralny Bank Dreamlandu w teorii oferuje kredyt "startowy" (nieoprocentowany i bezterminowy) każdemu, kto złoży odpowiedni wniosek w ciągu 3 miesięcy od uzyskania obywatelstwa. Niestety mało kto wie o istnieniu takiej możliwości, nowi mieszkańcy nie są o niej informowani, a co gorsza, wnioski należy składać do prezesa CBD, który opuścił Dreamland - a jego następcy wciąż nie powołano. Jest to coś, czym już za kilka dni powinna się zająć Izba Poselska.
Tyle jeśli chodzi o prąd pieniędzy ze Skarbu na prywatne konta obywateli. W przeciwnym kierunku pieniądze również płyną, choć nie drogą podatków, których w Dreamlandzie nie ma. Jak każda mikronacja, mamy sporą rotację obywateli. Ludzie zapisują się i po jakimś czasie odchodzą. Państwo przejmuje środki tych, którzy "ustali" (termin z naszego prawodawstwa na wirtualną śmierć), jeśli nie zostawili po sobie testamentu lub nie rozdysponowali swoim majątkiem przed odejściem. Oczywiście w takim systemie, Skarb stopniowo traci pieniądze, które zalegają na kontach tych obywateli, którzy uparcie nie chcą odchodzić (jak ja

), ale wbrew powszechnym mitom, "dodrukowywanie" pieniędzy następuje niezwykle rzadko i nie robi się tego po kryjomu za zamkniętymi drzwiami.
Pozostaje jeszcze sektor prywatny, czyli ci obywatele, którym nie dość jest dojenie Skarbu Państwa i którzy chcieliby też wyciągnąć trochę kasy od innych obywateli, przy okazji oferując im jakąś usługę (trudno mówić w państwie wirtualnym o produktach). Ze strony głównej proszę kliknąć link do CRIP (Centralny Rejestr Instytucji i Przedsiębiorstw). Znajdzie Pan tam zapewne całe mnóstwo firm, lecz z góry zakładam, że większość, jeśli nie wszystkie, są nieaktywne. Mam nadzieję, że jacyś przedsiębiorcy zaraz się odezwą i mnie poprawią. Gdy chodzi o zakładanie firm, ograniczeniem jest wyłącznie wyobraźnia. Nie ma żadnych ram, które mogą Pana ograniczać. Oczywiście, by zarobić jakieś faktyczne pieniądze, musi to być firma, która zaoferuje Dreamlandczykom coś, za co będą chcieli zapłacić. Na tym rozbija się chyba większość przedsiębiorców, bo trzeba zdać sobie sprawę, że mikronacja to bardzo specyficzna społeczność. Z firm z przeszłości, które przychodzą mi do głowy, mieliśmy loterie, agencje nieruchomości, restaurację, agencję podróży, wydawnictwa, płatne czasopisma, prywatny bank, kantory wymiany wirtualnych walut, koleje... Generalnie nie nastawiałbym się na dochód, który pozwoliłby na przykład na zatrudnienie kolejnej osoby.
Podobnie jak z kredytami, infrastruktura jest na miejscu i brakuje jedynie chętnych, by ją wykorzystać. Arcyksiążę Wichura stworzył dla CBD tzw. bankomat, który pozwala na zamontowanie bezpośrednio na stronie firmy formularz opłaty, za pośrednictwem którego klienci mogą uiszczać opłaty bez konieczności logowania się na stronie banku. Dreamland oferuje też miejsce na serwerze prywatnym dreamlandzkim firmom (bodaj za odpowiednią opłatą) i zazwyczaj nie ma kłopotów z umieszczeniem reklam na stronie głównej i stronach prowincji i miast. Nikt z tego nie korzysta, bo chyba nikt nie ma zapału i/lub dobrego pomysłu.
Jak powiedziałem, mikronacja to bardzo specyficzne środowisko. Większość rynku pracy to sektor publiczny i, w przeciwieństwie do reala, w mikronacji nie jest to koniecznie od razu coś złego. Sektor prywatny zawsze był i prawdopodobnie pozostanie dodatkiem i uzupełnieniem. W tej chwili jednak jest praktycznie nieistniejący i to przydałoby się zmienić.
Po za sektorem prywatnym zresztą nie funkcjonuje w tej chwili praktycznie cały obieg pieniędzy. Pracownicy państwowi otrzymają pensje jedynie jeśli się o nie upomną, a że nikt się nie upomina, pensje są od jakiegoś czasu praktycznie niewypłacane nikomu. W efekcie także Rząd zarzucił tworzenie budżetów. Większość ludzi czuje, że bez żadnych usług, na które można by te pieniądze wydawać, pensje są w sumie bez wartości i wypłacanie ich to jak przelewanie wody z naczynia do naczynia.
Polecam magazyn BiznesMag, którego jedyne wydanie niedawno opublikowano ponownie w Muzeum Kakuckim (ze strony głównej Linki, w dziale Kultura). Był to magazyn ekonomiczny wydany w 2002 roku przez tego samego człowieka, który stworzył Motley. To chyba najbardziej dokładna analiza dreamlandzkiego rynku i to stworzona w czasie, gdy ten rynek przeżywał coś w rodzaju złotego wieku.
Są wśród nas Dreamlandczycy, którzy prowadzili i prowadzą własne przedsiębiorstwa i może dadzą się namówić na podzielenie się swoimi doświadczeniami choćby w tym wątku. Jego Królewska Mość może opowiedzieć o swoim SeKoDre, a pan poseł markiz Łukasz Wakowski współtworzył kiedyś płatny tabloid Supereksfakty oraz był właścicielem ośrodka badania opinii publicznej DOSS, który też oferował analizy odpłatnie. Ja sam przejąłem w spadku wydawnictwo Plegolal, które dziś już nie funkcjonuje, jednak w swoim czasie zarabiało całkiem nie źle (zaczynałem tam jako pracownik).
Mam nadzieję, że coś wyjaśniłem. Mam też nadzieję, że inni starsi stażem Dreamlandczycy coś jeszcze do powyższego dorzucą.