[WYSTĄPIENIE] W sprawie wchodzenia do unii
: 16 lis 2020, 12:54
Wasza Królewska Mość,
Wasza Królewska Wysokość Marszałku,
Wysoka Izbo!
W głosowaniu nad rezolucją wyrażającą poparcie dla ratyfikacji Traktatu o Unii Niepodległych Państw zdecydowałem się wstrzymać. Na przestrzeni ostatnich dni rozmawiałem o tej sprawie zarówno z Jego Królewską Mością, jak i innymi obywatelami Królestwa. Mimo moich zastrzeżeń co do samych założeń projektu, faktycznych i dających się obserwować kierunków jego rozwoju i niektórych rozwiązań traktatowych, zdecydowałem się dać szansę temu projektowi. Zdecydowałem tak, ponieważ nie chcę utraty impetu i utraty obywateli, których do zwiększenia swojej aktywności popchnęła perspektywa zjednoczenia, a wierzę, że da się wypracować taki model integracji, który pozwoli zachować dreamlandzką tożsamość narodową i nie wyrzucić za burtę tych obywateli Królestwa, którzy są bardziej przywiązani do jego samodzielnego bytu.
Decyzję tę podjąłem na przekór wysiłkom różnych proponentów integracji, którzy zapewne wbrew swoim intencjom uczynili wiele, by mnie — a z rozmów z Dreamlandczykami wiem, że nie tylko mnie — odrzucić od tego projektu. Król-senior Maciej II i premier Szmejchel odegrali rolę siepaczy tej rewolucji, określając sceptyków „jednostkami tępymi” czy „parchami”. Królowa zaprzyjaźnionej Teutonii, Joanna Izabela, była łaskawa imperialnym gestem wskazać nam podczas koronacji naszego Króla, że jesteśmy uzależnieni od zewnętrznej pomocy i nasza decyzja może być tylko jedna. Na koniec swoje dołożył JKW Robert Fryderyk, taktycznie opóźniając uwzględnienie pism wpływających na skład Izby.
Zasadniczo możliwe było, aby sprawa została rozstrzygnięta na korzyść Unii w taki sposób, żeby nawet spóźniona korekta listy członków Izby nie miała wpływu na wynik głosowania. Możliwe też było przegłosowanie traktatu nawet w skorygowanym gronie parlamentarzystów. Niestety, Marszałek zamiast przekonywać do swojej racji, zdecydował się zbyć w lekceważący sposób proceduralne zastrzeżenia mojego syna, diuka Chamberlaina, w czym zresztą przyszedł mu w sukurs wicehrabia Szmejchel z właściwym sobie wdziękiem.
Panowie, wybaczcie, ale to dla mnie o jeden gwałt na sumieniu za dużo. Nie wszystko da się przełknąć w imię narodowej jedności. Wasz styl budzi też we mnie wątpliwości, czy warto tworzyć z Wami jedno państwo. Głosowanie zostało zakończone wcześniej, a ostateczny rozkład głosów był taki, że przy uwzględnieniu głosów diuka Chamberlaina oraz osób pozostawionych poza parlamentem wynik mógłby się zmienić.
Apeluję, żeby w tej sprawie nie zasłaniać się przepisami prawa. Wbrew temu, co się niektórym wydaje, brak ściśle określonego terminu w prawie publicznym nie oznacza, że urzędnik może podjąć czynność wtedy, gdy mu się zachce; niezwłoczność działania zawiera się w takim obowiązku implicite. Konstytucja stanowi, że Dreamland jest państwem demokratycznym, a współdecydowanie o sprawach publicznych przez zasiadanie w Izbie jest prawem gwarantowanym konstytucyjnie. W sposób oczywiście niezgodny z Konstytucją jest taka wykładnia statutu parlamentu, która pozwala opóźniać dokonanie zmian na liście członków Izby w sposób pozbawiający kogoś należnego mu głosu, czy też przyznający mu ten głos niezależnie (tu należy docenić postawę JKW Macieja II, który uczciwie się wstrzymał).
Co więcej, postawa Marszałka jest o tyle nieuczciwa intelektualnie, że jest on znanym przeciwnikiem obszernej regulacji prawnej i orędownikiem „dealfredyzacji” prawa. Jeszcze niedawno zachwalał nam niedookreślenie niektórych rozwiązań Traktatu unijnego jako tworzące przestrzeń do wypracowywania dobrych praktyk i życzliwej współpracy. WKW Marszałku, to, coście tu wywinęli, nie jest dobrą praktyką.
Wasza Królewska Wysokość Marszałku,
Wysoka Izbo!
W głosowaniu nad rezolucją wyrażającą poparcie dla ratyfikacji Traktatu o Unii Niepodległych Państw zdecydowałem się wstrzymać. Na przestrzeni ostatnich dni rozmawiałem o tej sprawie zarówno z Jego Królewską Mością, jak i innymi obywatelami Królestwa. Mimo moich zastrzeżeń co do samych założeń projektu, faktycznych i dających się obserwować kierunków jego rozwoju i niektórych rozwiązań traktatowych, zdecydowałem się dać szansę temu projektowi. Zdecydowałem tak, ponieważ nie chcę utraty impetu i utraty obywateli, których do zwiększenia swojej aktywności popchnęła perspektywa zjednoczenia, a wierzę, że da się wypracować taki model integracji, który pozwoli zachować dreamlandzką tożsamość narodową i nie wyrzucić za burtę tych obywateli Królestwa, którzy są bardziej przywiązani do jego samodzielnego bytu.
Decyzję tę podjąłem na przekór wysiłkom różnych proponentów integracji, którzy zapewne wbrew swoim intencjom uczynili wiele, by mnie — a z rozmów z Dreamlandczykami wiem, że nie tylko mnie — odrzucić od tego projektu. Król-senior Maciej II i premier Szmejchel odegrali rolę siepaczy tej rewolucji, określając sceptyków „jednostkami tępymi” czy „parchami”. Królowa zaprzyjaźnionej Teutonii, Joanna Izabela, była łaskawa imperialnym gestem wskazać nam podczas koronacji naszego Króla, że jesteśmy uzależnieni od zewnętrznej pomocy i nasza decyzja może być tylko jedna. Na koniec swoje dołożył JKW Robert Fryderyk, taktycznie opóźniając uwzględnienie pism wpływających na skład Izby.
Zasadniczo możliwe było, aby sprawa została rozstrzygnięta na korzyść Unii w taki sposób, żeby nawet spóźniona korekta listy członków Izby nie miała wpływu na wynik głosowania. Możliwe też było przegłosowanie traktatu nawet w skorygowanym gronie parlamentarzystów. Niestety, Marszałek zamiast przekonywać do swojej racji, zdecydował się zbyć w lekceważący sposób proceduralne zastrzeżenia mojego syna, diuka Chamberlaina, w czym zresztą przyszedł mu w sukurs wicehrabia Szmejchel z właściwym sobie wdziękiem.
Panowie, wybaczcie, ale to dla mnie o jeden gwałt na sumieniu za dużo. Nie wszystko da się przełknąć w imię narodowej jedności. Wasz styl budzi też we mnie wątpliwości, czy warto tworzyć z Wami jedno państwo. Głosowanie zostało zakończone wcześniej, a ostateczny rozkład głosów był taki, że przy uwzględnieniu głosów diuka Chamberlaina oraz osób pozostawionych poza parlamentem wynik mógłby się zmienić.
Apeluję, żeby w tej sprawie nie zasłaniać się przepisami prawa. Wbrew temu, co się niektórym wydaje, brak ściśle określonego terminu w prawie publicznym nie oznacza, że urzędnik może podjąć czynność wtedy, gdy mu się zachce; niezwłoczność działania zawiera się w takim obowiązku implicite. Konstytucja stanowi, że Dreamland jest państwem demokratycznym, a współdecydowanie o sprawach publicznych przez zasiadanie w Izbie jest prawem gwarantowanym konstytucyjnie. W sposób oczywiście niezgodny z Konstytucją jest taka wykładnia statutu parlamentu, która pozwala opóźniać dokonanie zmian na liście członków Izby w sposób pozbawiający kogoś należnego mu głosu, czy też przyznający mu ten głos niezależnie (tu należy docenić postawę JKW Macieja II, który uczciwie się wstrzymał).
Co więcej, postawa Marszałka jest o tyle nieuczciwa intelektualnie, że jest on znanym przeciwnikiem obszernej regulacji prawnej i orędownikiem „dealfredyzacji” prawa. Jeszcze niedawno zachwalał nam niedookreślenie niektórych rozwiązań Traktatu unijnego jako tworzące przestrzeń do wypracowywania dobrych praktyk i życzliwej współpracy. WKW Marszałku, to, coście tu wywinęli, nie jest dobrą praktyką.