Wyprawa na Nową Surmalę

Znany także jako Wielkie Księstwo Surmali. Skuta lodem kraina położona pośród zimnych wód Morza Morlandzkiego.
Awatar użytkownika
Maciej II
Król Dreamlandu i Scholandii
Posty: 1066
Rejestracja: 20 sie 2018, 15:15
Kontakt:

Wyprawa na Nową Surmalę

Post autor: Maciej II » 14 sie 2019, 08:53

Królewska Kompania Ekspedycjna na potrzeby swej pionierskiej próby kolonizacji zakupiła od Królewskiej Floty dwa starsze statki i zgłosiła zapotrzebowanie do Królewskich Stoczni na jedną nową jednostkę - specjalnego typu.
Wszystkie trzy stały teraz dumnie przy wybrzeżu, przyciągając do siebie tłumy, przepędzane regularnie przez wachty portowe. Pośród gapiów przebiegali czasem pracownicy portowi i marynarze, wyróżniający się sortami mundurowymi w różnym stopniu ukompletowania, noszący worki żeglarskie, prowiant czy klatki z drobnymi zwierzętami. Panował niewyobrażalny wręcz zgiełk.

Z "Domeny" zszedł oddział Królewskich Marines w charakterystycznych, czerwonych pałatkach. Dowódca, niski krzykacz o rysach dziecka, próbował utorować sobie drogę przez poruszoną masę ludzką. Ostatecznie, przy użyciu kolb i przy akompaniamencie złego pomruku tłumu, mały oddział wykuł sobie mału przyczółek na brzegu. W moment, na świeżo zdobytym skrawku lądu rozstawiono biurko oraz potężny, zdobiony sejf z pokaźnej wielkości zamkiem. Oficer stanął na meblu i przez mosiężną tubę zakrzyknął: "KR-ÓÓÓ-LEEE-WSKAA KOM-PAAA-NIAAA EKS-PEEE-DYYY-CYJ-NAAA WWW IMIE-NIUUU JEEE-GOOO KRÓÓÓ-LEEEE- WSKIEJ-J M-OOO-ŚCIII MAAAA-CIEEEE-JAAAA PIER-WSZ-EEEG-OO SZU-KAAAA ZDROOOO-WYCHHH OCH-OOOT-NIKÓÓW ZACIĄĄĄ-G NAAA-A WYPRAW-ĘĘĘĘ TUUU-TAAAJ!". Tłum, organiczna masa, jął się mieszać, ustawiać, sortować w drodze ku jak najdokładniejszemu zagospodarowaniu strategicznych miejsc. Królewscy Marines nieprzerwanie bili kolbami każdego, kto ośmielił się zbliżyć do biurka. Tymczasem oficer zszedł z tymczasowego podestu i zasiadł za meblem, zdjął czapkę, zza pazuchy wyciągnął futerał z drobnymi, drucianymi okularami, adiutant, do tej pory stojacy w regulaminowej pozycji półtorej stopy na prawo i trzy stopy z tyłu, posłusznie ustawił przed nim pióro, kałamarz i stertę papierów. "Następny!" - zakrzyknął, po wstępnym rozmieszczeniu szpargałów na stole. Żołnierze z przodu rozsunęli się dopuszczając za siebie mężczyznę. "Wasza Ekscelencjo...-" - rzekł barczysty jegomość uroczystym tonem, oficer przerwał mu, nie podnosząc oczu znad arkuszy: "Nazwisko i imię, dowód zamieszkania na terenie domeny."

Wróćmy jednak do okrętów dumnie prezentujących się za nimi, dwie starsze z sióstr- Domena i Unia, były wysłużonymi statkami, dość dobrze poznanymi przez swoje załogi. Budowano je w tym samym czasie burta w burtę w Królewskich Stoczniach i ich drogi od tej pory dość często, choć całkiem przypadkowo, przeplatały się.

Domena- większa z sióstr była czteromasztowym windjammerem, pojemnym choć smukłym. Marynarze lubili ją za zgrabne cięcie fali i duże mesy, które zapewniały im komfortowe miejsce do spędzania wolnego od pracy czasu. Jej drewniany pokład lśnił, starannie wytarty z potu, krwi i łez pokolenia kadetów Królewskiej Szkoły Morskiej, którzy dostąpili zaszczytu by na niej pływać, a mosiężny dzwon okrętowy, pedantycznie wypolerowany z sekundową wręcz dokładnością wybijał kolejne szklanki. Domena, jako największa z sióstr, stała się statkiem-matką niewielkiej flotylli i wiozła najwięcej potrzebnego sprzętu i dóbr, przy okazji mocno krępując ruchy załogi w srodku.

Unia- klasyczny, trójmasztowy kliper o wyjątkowej linii, była znana ze swej znacznej szybkości. Najszybsza z sióstr, wiele także przeżyła, po wielokroć łamiąc swe maszty podczas silnych sztormów. Na swym pokładzie nie raz spotkała śmierć z ręki wiatru miotającego jej "widow-maker'ami", dlatego jej załoga podchodziła do niej z należytym szacunkiem i ostrożnością. Dobrze traktowana, świetnie szła na wiatr, w przeszłości pobijając nawet kilka rekordów. Z racji jej szczególnych cech została przygotowana do misji badawczych i prowadzenia rozpoznania terenu, uzbrojona w nawigatorów, dobrze znających dawne wody Surmalskie, działała na szpicy flotylli, dzielnie penetrując zapomniane wody przed sobą.

Trzecia z sióstr - Scholandia, specjalnie zamówiona dla potrzeb ekspedycji, była statkiem zupełnie nowej konstrukcji, opartym na doświadczeniach z pływania po Skytyjskich morzach. Zbudowano ją wokół idei siły i twardości. Metalowe poszycie kadłuba chroniło ją przed zmiażdżeniem przez krę, a ostry taran umożliwiał cięcie rejonów podbiegunowych, natomiast wyjątkowej konstrukcji turbina parowa zapewniała napęd nawet podczas najdłuższej flauty. Nie była jednak dobrze zgrana z załogą, a dość przesądni marynarze woleli trzymać się od niej z daleka z racji plotek, że podczas wodowania nie chciała zejść z pochylni. Mimo swej piękności i wytrzymałości, w głębi serca skrywała tragiczną skazę. Jej przełomowe boilery dające napęd śrubie okrętowej posiadały ukryty defekt, pominięty lub niezauważony przez stoczniowych inżynierów, będących w pośpiechu za spełnieniem krótkiego terminu. Opiłki metalu pozostawione po procesie produkcyjnym mogły w każdej chwili zapchać jeden z kilku kanalików odprowadzających nadmiar ciśnienia co w efekcie, przy nieuważnej obsłudze, doprowadzić mogło nawet do fatalnej eksplozji. Z racji swojej siły, Scholandia została wybrana do roli pomocniczej, mogła przy użyciu swojej maszynowni ściągać inne statki z mielizn, a także zwozić do najodleglejszych przyczółków zapasy w najostrzejsze zimy.

...

Awatar użytkownika
Robert II Fryderyk
Posty: 1363
Rejestracja: 27 lis 2015, 18:56
Herb:
Kontakt:

Re: Wyprawa na Nową Surmalę

Post autor: Robert II Fryderyk » 14 sie 2019, 09:03

Stojąc na klifie swojej nowej posiadłości JKW Robert II Fryderyk spoglądał w morze. Wtem jego oczom ukazał się majestatyczny obraz trzech przepięknych okrętów wypływających z stołecznego portu. Po minięciu redy okręty rozwinęły swe pełnomorskie żagla i ruszyły w głąb zatoki. Król Senior zasalutował i z łezką w oku trwał w tej pozycji póki okręty nie zniknęły za widnokręgiem.
Robert II Fryderyk, r. s.
Jaki powinien być Nowy Dreamland? Manifest Nowej Ery Postalfredyzmu.

"Działania bez przedstawienia planu, propozycji nowych zasad jak ma to wyglądać. Słowem bez zasad i żadnego planu, a nawet informacji." — Julian/Laurencjusz at Afera, baridajski wieszcz narodowy.

Awatar użytkownika
Filip von Sarm
Posty: 38
Rejestracja: 7 sie 2019, 10:51
Kontakt:

Re: Wyprawa na Nową Surmalę

Post autor: Filip von Sarm » 23 sie 2019, 22:08

Filip von Sarm stoi na ziemi, na której powstanie miejscowość Choriv, a dokładniej na działce przy plaży gdzie będzie jego rezydencja.
Filip von Sarm, z Bożej łaski, Isprawnik na Choriv, Lord Parlamentu Królewskiego
Obrazek

Awatar użytkownika
Juan Ortega
Posty: 96
Rejestracja: 5 cze 2018, 18:46
Lokalizacja: Saudade
Kontakt:

Re: Wyprawa na Nową Surmalę

Post autor: Juan Ortega » 23 sie 2019, 22:35

W wyprawę wyruszają trzy okręty, które szukają nowego lądu.
Identyczna historia jak z realistyczny Kolumbem.

Awatar użytkownika
Maciej II
Król Dreamlandu i Scholandii
Posty: 1066
Rejestracja: 20 sie 2018, 15:15
Kontakt:

Re: Wyprawa na Nową Surmalę

Post autor: Maciej II » 27 sie 2019, 19:27

Trzynaście dni i trzynaście nocy. Na Unii wybito właśnie osiem szklanek i załoga powoli zdawała sobie swoje wachtowe obowiązki. W sterówce kapitana zmieniał właśnie pierwszy oficer - nawigacyjny. Młody, z ambicjami, świeżo po Akademii. Kapitan obrzucił go spojrzeniem podobnym do spojrzenia jakie rzuca się karaluchowi czy też gnidzie, którą spostrzeże się spacerującą niespiesznie po pościeli. Chrząknął i poklepał drugiego po plecach. Drugi odwrócił się od tabelek z wyliczeniami racji prowiantu i kiwnął mu głową, czyli wachta na mostku oficjalnie zmieniona.

Drugi miał już swoje lata i chodziły plotki, że na koncie musi mieć już wypływane z milion mil, dla reszty załogi niezrozumiałym było, dlaczego drugi, mimo kolejnych latek wciąż pozostawał drugim. Odpowiedzią drugiego na takie pytanie, zadawane najczęściej przez nierozważnego, młodego członka załogi, pozostawało niezmiennie: „Ja tam w żadne ortodomy nie wierzę”, co w połączeniu ze złym spojrzeniem spod siwych, krzaczastych brwi zwykle ucinało temat. Drugi cieszył się zaufaniem kapitana z którym przepływał ostatnią dekadę - spokojny, opanowany, punktualny, zawsze wzorcowo wykonywał swoje obowiązki.

Kapitana należałoby również opisać dla samego kronikarskiego obowiązku, choć jego udział w tej historii będzie raczej czysto symboliczny. Unię powierzono mu już dość dawno temu i w momencie przekazania statku Królewskiej Kompanii Ekspedycyjnej, naturalnym wyborem było podpisanie kontraktu ze „starą wiarą”. Kapitan był surowy i miał posłuch wśród załogi. Najbardziej bali się go jego właśni oficerowie za wyjątkiem drugiego. Kapitan nie trawił „niekompetentnych matołów z pagonem” i gonił wszelkie wyrazy braku kompetencji. Wachtę od kapitana zarówno odbierało się jak i zdawało w nienagannie wykrochmalonym uniformie z odpowiednią manierą, przystającą oficerowi floty oraz co ważne - zawsze punktualnie o czasie, co było szczególnie częstym przyczynkiem do ustnych reprymend i wystawiania złych opinii. Sami marynarze mieli do niego stosunek raczej obojętny, bez większego zapału prostowali się jak struna do meldunku - kapitan nie miał im tego za złe - uważał ich po prostu za ludzi którym nie warto w ogóle poświęcać jakiejkolwiek uwagi.

Z kolei pierwszy stanowił swoisty ewenement na pokładzie Unii. Niezwykle zdolny, ukończył Królewską Akademię z niezdobytą od przeszło 20 lat oceną „wzorowy”. Wyróżniał go całkowity brak praktyki morskiej, kapitańska opinia z tego rejsu miała być jego być albo nie być w późniejszej karierze. Oczywiście Królewska Akademia Morska nie wysyłała zwykle swoich kadetów na tego typu przeprawy. Pierwszy musiał się więc nieźle nagimnastykować aby mieć szansę na te niezwykłe „praktyki z egzaminem końcowym”. W specjalnym wniosku wysłanym Rektorowi-Komendantowi, wyszczególnił swoje wyjątkowe umiejętności dające mu teoretyczny gleit na dowolny rejs. Z pośród wielu dużo ciekawszych ofert wybrał właśnie odkrywanie Nowej Surmali, w polu „powód”, lakonicznie napisał „Wypełnienie swojego obowiązku wobec ojczyzny”, co wzbudziło pewną konsternację, gdyż mimo czystej jak łza kartoteki, zdarzało mu się nie pojawiać na kursach edukacji patriotycznej, co z czasem poskutkowało interwencją samego Komendanta. Mimo to, w duchu dawania najlepszym jak najszerszych możliwości, otrzymał decyzję pozytywną i dzisiaj odkrywał nowosurmalski brzeg.

Pierwszy rozejrzał się lornetką po widnokręgu, hałas który słyszał już w kajucie, był faktycznie krą, całkiem normalną na tych wodach, a więc wszystko zupełnie tak jak przypuszczał. „Kiedy weszliśmy w pole kry?” - zagadał do drugiego. Drugi z wyraźnym bólem wymruczał pod nosem: „Hmmm… Odebrałeś wachtę? To nie zadawaj mi teraz głupich pytań, masz to wszystko opisane w dzienniku pokładowym z dokładnością do minuty.” Faktycznie, Unia wkroczyła w pole kry o godzinie 23:35, w ramach uwag skośnym pismem dopisano, że lód tegoroczny, w dużych taflach o średnicy maksymalnie 2 metrów.
Pierwszy obejrzał się jeszcze na drugiego. Stary spokojnie wypełniał kolejne rubryczki. Poza nim na mostku znajdował się jeszcze sternik, który na wachtę przyszedł wraz z pierwszym. Wtem, ciemność śródokręcia przeciął dźwięk gwizdka.
Drugi poderwał się zaraz z wygodnego miejsca za stołem mrużąc oczy w ciemność pokładu, pierwszy odwrócił głowę w kierunku jednego z pięciu zegarów pokładowych, tego wiszącego z tyłu mostka.
5 po północy.
Sięgnął za pazuchę i wyciągnął rewolwer, płynnym ruchem napiął kurek i wycelował w drugiego. Ten, z początku przestraszony sugestywnym dźwiękiem, odwrócił się z pełną przerażenia miną, zaraz poprawił się, oczy mu się zwęziły, delikatnie uniósł ręce w górę. „Proszę zachować spokój… to bunt, przejęliśmy Unię.” - rzekł łamiącym się głosem pierwszy. Sternik drgnął, zabezpieczył koło sterowe, wyciągnął z kieszeni biało-czerwono-niebieską opaskę z wizerunkiem lwa morskiego i owinął ją na rękawie. "A więc bunt" - przemknęło przez głowę drugiemu.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Kraj Surmalajski”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości