Będzie trochę od końca, bo to najbliżej mi teraz w głowie siedzi.
Bezstronność to nie miałkość. Król jest symbolem Dreamlandu-autorytetem, który cieszy się powszechnym szacunkiem. Pozwalacie sobie pluć na ten jakże ważny urząd, przedkładając interes partyjny nad wspólnoty, całą winę za nie do końca trafiający program zrzucić na monarchę. A kiedy Jego Królewska Mość wyraża oburzenie tym faktem i proporcjonalnie do oburzenia daruje sobie miękkie słówka to zaczyna się kolejny atak. To jest śmieszne i monarcha jako taki ma prawo i wręcz obowiązek to zauważyć.
Rzecz kolejna-jeśli należy się do jakiegoś ugrupowania to nie można się od niego odciąć. Jeśli Premier Chamberlain wypowiedział się w ten sposób o Towarzystwie to każdy element odnosi się do któregoś członka i składa się na reputację ogółu. Jak chce Pan się odcinać od swoich kolegów z partii to niech po prostu zostanie Pan niezależnym, tak jak ja odszedłem z KPA kiedy obrzydłą mi do reszty retoryka Ekscelencji von Witta. Wtedy każdy będzie mógł robić co chce i nie będzie to Pana dotyczyło. Obecnie dotyczy i fakt, że totalnie Pan nie rozumie przynależności do jakiegoś grupy jest kolejnym elementem śmiechu wartym.
Następna już sprawa-Aluś przytoczył istotną sprawę: ciężko być premierem bez koncepcji. Sam to odczułem zarówno w obrębie rodziny naciskającej bym spróbował powalczyć o władzę czy dawniej w KPA, gdy "kogoś trzeba było wystawić", a nikt takowej nie posiadał. Jego zdanie jest tutaj przeze mnie w pełni zrozumiane.
Florian von Stettin pisze:A szkoda. Zawsze można się wznieść ponad partyjne podziały i zawiązać gabinet ekspercki, złożony z ludzi znających się na rzeczy. Może to wniosłoby świeżość do polityki, kandydatura Casimira to też powiew świeżości, jednak jak narazie "suweren" nie pozwala.
Pomysł już był. Rząd aktywności za Porfavora(Dawniej PTRa). Okazało się, że komuniści z szeroko rozumianą prawicą nie są w stanie się pogodzić, a wszelkie decyzje polityczne, wykraczające poza zwykłą administrację, był torpedowane przeze mnie i bodajże Tomasza von Habsburga. To już było i nie wyszło.
W całym tym bałaganie o którym wspomniał Pan von Stettin pojawia się nasza dyskusja-taka, która potencjalnie może doprowadzić do jakiś przemyśleń, które wpłyną na kształt sceny politycznej i przyniosą zmiany. Przecież Dreamland ostatnio odżył-brakowało działań, a teraz toczymy zażarte dyskusje. Gdzie tu bałagan? A jeśli jest, gdzie przeszkadza?
Wymienienie przez Premiera Państwa nazwisk jest kolejnym aspektem, którego zrozumienie dał mi czas. Sam Premierem MSZ zostałem po miesiącu. Dla mnie jako nowego to było coś niezwykłego jako przeżycie. Rzecz w tym, że czułem jak jest-nie wiedziałem co się dzieje wokół mnie; każdy głaskał mnie po głowie mówiąc jak to świetnie nie działam,a ja nie robiłem nic. Byłem traktowany ulgowo, choć absolutnie nie było takiej potrzeby. Nie miałem wtedy żadnej własnej wizji polityki zagranicznej-robiłem to, co kazał Premier. Jako iż taka postawa totalnie nie pasuje do MSZ to teraz miałem być MKiR-uzupełniać papierki, gdzie wizji nie trzeba. Choć domyślam się, że Panowie mogli by wyciągnąć, może nie podobne, ale tez
jakieś wnioski z kadencji dla siebie, to rozumiem, że komuś starszemu nie koniecznie chce się patrzeć na kolejny rząd z klei, który marnuje kilka miesięcy na naukę zawodu i pewnie bardziej by was widział w rolach pomniejszych, wchodząc w trudniejsze. Ja tu widzę pragmatyzm i rozsądek, a nie romantyzm i walkę z młoda energią.
Myślę, że to mniej więcej tyle, ile chcę powiedzieć. Może być to nieco pozbawione ładu, ale jak widać-sporo wątków skłębiło mi się w głowie naraz. Jeśli mam rozwinąć jakiś element wypowiedzi to proszę dać znać. Gwarantuję jednak, że ciągłe obrażanie się to nie droga do poznania mechanizmu działania mikronacji.