Tomasz von Habsburg pisze:W mojej wypowiedzi (jak się wspomniał pan Daniel von Witt - gatunku political fiction) odniosłem się do Kościoła Rotriokatolickiego jako do jedynego v-związku wyznaniowego, który mógłby religijną koronację przeprowadzać. Uczyniłem to ze względu na fabułę.
Poza tym uważam, że mikronacje mogą być używane jako medium ewangelizacyjne, a Kościół Rotriokatolicki jest po części właśnie próbą dokonania tego.
Po pierwsze, związków wyznaniowych w mikronacjach jest wiele i gdyby Królestwo Dreamlandu postanowiło przyjąć za swoją religię panującą wandyzm (do czego historycznie byłoby mu zdecydowanie bliżej niż do rotryjskiej zarazy, jakkolwiek też byłoby to niemożliwe), z przyjemnością dokonałbym religijnej koronacji.
Po drugie, odnosząc się do wcześniejszych wypowiedzi, mam wrażenie że nie do końca rozumiecie na czym polega rozgraniczenie na sferę prywatną i publiczną. A o ile np. Elderland, z tego co mi wiadomo, odrzuca oświeceniową ideę laickości państwa, o tyle w Dreamlandzie zawsze była ona uważana za bardzo istotną, wręcz fundamentalną. Może się to oczywiście podobać lub nie, ale jeśli już powołujemy się w Dreamlandzie na prawo do
prywatnej wolności religijnej, to wynika ono właśnie z jednoczesnego zadeklarowania neutralności sfery publicznej. Koronacja nie jest działaniem osoby prywatnej, tylko działaniem publicznej instytucji. Monarcha przyjmujący wandosławieństwo czyniłby to z własnej, prywatnej powandności, ale już monarcha przyjmujący koronę z rąk Ojca Świeckiego w ceremonii religijnej, czyniłby to jako instytucja − deklarując jasno, oficjalnie, że dana mu władza pochodzi od Wandy.
Po trzecie, tzw. rotrio-katolicyzm dawniej bawił się w świętokradczą symulację realnych sakramentów i sakramentaliów, a obecnie, z tego co deklarowali jego przedstawiciele na forum elderlandzkim, wyrzekł się w ogóle takiej symulacji. Co prawda moim zdaniem taki krok (choć w dobrą stronę) wciąż nie zdejmuje z niego do końca posmaku bluźnierstwa, ale przede wszystkim całkowicie uniemożliwia przeprowadzenie religijnej koronacji.
Po czwarte, osobiście nie podzielam waszego zdania co do zasadności traktowania mikronacji jako medium ewangelizacyjnego, ale je szanuję. Absolutnie jednak nie mogę się zgodzić z drugą częścią wypowiedzi. Rotria od początku była po prostu zabawą, początkowo przypominającą w dodatku małego chłopca z sokiem i krakersami, udającego księdza za ołtarzem − tyle że w wykonaniu większych, świadomych swoich czynów chłopców. Obecnie jest zabawą we własną fantazję na temat funkcjonowania Państwa Kościelnego, z pozostawieniem elementów parareligijnych jako ozdobników. Zabawą zdecydowanie nie dla mnie i moim zdaniem wciąż dość nieprzyjemną w wydźwięku, ale zabawą bez ambicji religijnych w rozumieniu realnym. W związku z tym w jaki niby sposób Rotria próbuje kogokolwiek ewangelizować? Bo rozwijanie zamiłowania do raczej mniej chlubnych kart w historii Kościoła i do kościelnych form z ewangelizacją nie ma nic wspólnego.
***
RCA pisze:A to są tu w ogóle jacyś Dreamlandczycy? Królowa Sarmatka, we władzach Elderlandczycy, w opozycji Wandejczycy, w sądzie Ciprofloksańczycy. Gdzie Dreamlandczycy? :)
I ktoś tu mówił przed chwilą o dreamlandzkim nacjonalizmie i odmawiał temu państwu etnopluralistycznie imperialnego charakteru... BP, MSPANC.
***
Swoją drogą, czy jest mi ktoś w stanie wytłumaczyć, co jest złego w komentowaniu i krytyce innych państw? Zawsze mnie to dziwiło w Księstwie, że poświęcanie uwagi zagranicy uważa się za coś świadczącego o braku właściwości, a przecież jest wręcz odwrotnie − do drugiego państwa odnosi się zawsze pod jakimś kątem, z jakiejś perspektywy, co tylko wyostrza własną samodefinicję. Oczywiście, nie samą zabawą w relacje międzynarodowe, politykę, sojusze i wrogości się żyje; konkursy częstochowskiej poezji o dojeniu kóz w Nadziei i gry forumowe o walce z bajkowym smokiem też mają swoje miejsce w v-świecie. Ale wydawało mi się, że zawsze konsensus był taki, że jednak to pierwsze (polityka wewnętrzna i zewnętrzna) stanowi rdzeń wirtualnego państwa, a ta druga sfera to basenik pełen różnych fakultatywnych aktywności, z których większość coś dla siebie wybierze, coś będzie mieć gdzieś, a z czegoś będzie się podśmiewać. W Grodzisku tymczasem zaszło jakieś niezrozumiałe przesunięcie, po którym wewnętrzny spór uważa się za gorszący skandal, zewnętrzny spór za
budowanie aktywności na kimś, a o jakości państwa ma świadczyć wyłącznie sfera inicjatyw kulturalno-rozrywkowo-towarzyskich.