Jak na razie przedstawił Profesor mało przekonujący (jak dla mnie) wywód na temat Sarmacji, która, cytując Profesora, "przez to, że jest największa i do niej trafia najwięcej ludzi, wyznacza trendy i sprawia, że wszyscy, mniej lub bardziej, ją naśladują”.
Profesorze – aktualne rozmiary Sarmacji, podobnie jak fakt, że Księstwo stanowi magnes dla internautów, którzy po jakimś czasie stają się mikronautami, w dużym stopniu sprawia, że w ogóle istnieje jakaś Reszta, w tym my, wy i Norweglandia czy Norwecja. Nie licząc z rzadka ściąganych znajomków ze szkoły czy studiów, co samo w sobie wcale nie jest takie zdrowe, bo stwarza ryzyko powstania koleżeńskiego "deep state" (głębszej struktury realnej władzy), w krajach pozasarmackiej Reszty otrzymujemy to, co skapnie z sarmackiego stołu. Tak to wygląda w 2020 roku. Myślę, że większość ludzi spoza naszej niszy dowiaduje się o mikroświecie właśnie za pośrednictwem Księstwa, czytając o nim na wikipedii czy trafiając na stronę Sarmacji. Jest jeszcze jakaś symboliczna garstka, która szuka dla siebie miejsca, w którym można daść upust swoim rekonstrukcjonistycznym zapędom (Monarchia Austro-Węgierska jest tu przykładem dobrego erpega dla fanów historii Europy Środkowej). Potem rozglądają się wokół i idą dalej, zakładając własne państewko lub dołączając do RON, Rotrii czy Dreamlandu, gdzie w dwa miesiące mogą osiągnąć to, na co w Księstwie musieliby pracować np. rok (wysoki tytuł szlachecki, teka premiera, fotel prezydenta, możliwość przeprowadzenia rewolucji). Taka jest smutna i otrzeźwiająca prawda.
Wrócę na moment do skapywania.
Nam w ostatnim czasie skapują królowie i od czasu do czasu byli kanclerze (po raz ostatni chyba Friedman): zniechęceni, rozgoryczeni lub skazani na banicję, a Wam, Rotrii czy MAW skapuje coś ze średniego i niskiego szczebla administracji. Na przykład Pan, Panie Profesorze, też przecież skapnął z sarmackiego sutka. Każde takie skapnięcie oznaczało w naszym przypadku mocne, choć chwilowe doładowanie. Potem dopisuje się do tego jakąś odpowiednio patetyczną teorię, na której dnie zwykle leży to samo: osobiste rozczarowanie wynikające z niedopasowania, co akurat może mieć obiektywne przyczyny (np. ideologiczne czy charakterologiczne).
Co to może być w Pańskim przypadku, Profesorze? Myślę, że odpowiedzi można szukać na przykład
tutaj. Znalazłem to w ub. tygodniu. Jeśli zupełnie poważnie uważa Pan, że Bialenia jest "monarchią sakralną, nad którą stoi Absolut, a poniżej niego Wieczny Wezyr Kaddafi”, to nie mógł Pan odnaleźć się w Księstwie Sarmacji, które, jak sądzę, nie chce mieć nic wspólnego ani z Absolutem, ani Kaddafim. Gdyby było inaczej, Sarmacja liczyłaby 5 osób i nawet świetna strona główna nie uratowałaby sprawy.
Ja widzę to tak. Ludzie przychodzą do mikroświata, by przez chwilę pobawić się w polityka i podelektować poczuciem sprawczości. Sarmacja sprawnie symuluje struktury państwa, a na dokładkę pomieściła pod swoim dachem informatyków, którzy zgodzili się dłubać w kodzie za darmo. To tajemnica sukcesu. Wiem, że w modzie jest podkreślanie legendarnej bezideowości Sarmacji i jej mieszkańców, którzy nie wpisują swojej codziennej zabawy w szerszy kontekst ideologiczny, ale być może inaczej się nie da, a jedyną dostępną formułą dla fanów ideowego folkloru są małe, w porywach 5-10-osobowe państewka, bujające się od kryzysu do kryzysu. Ideolodzy nie budują systemów informatycznych, bo zadowalają się pisaniem o Kaddafim i monarchii sakralnej. To ich rajcuje. I to jest naprawdę fajne, że takie wykłady powstają. I fajnie, że jest gdzie iść na emigrację po zabawie w Grodzisku. "Sakralna Bialenia" to jest pieprz. Mięso, warzywa i owoce są jednak gdzie indziej.
Wbrew temu, co sądzi Pan Profesor, jestem głęboko przekonany, że te państewka nie próbują naśladować Sarmacji. Może ktoś gdzieś podkradnie jakiś herb czy fragment konstytucji, ale zasadniczo obowiązuje wolna amerykanka i technika kolażu. My też nie próbujemy być drugą Sarmacją, ale z innych względów: jak określił to kiedyś JKW Regent, pozycjonujemy się jako mikronacyjny Hotel Lambert, co zapewnia nam okresowy dopływ dysydentów z Teutonii czy Baridasu, choć również z innych regionów. Rozwiązania sarmackie nie są tu mile widziane, a to jedno jedyne, które zostało tu w ostatnim czasie wprowadzone (procedura nabywania obywatelstwa), nie cieszy się popularnością i pewnie zostanie zniesione. Ale nie dlatego, że jest „sarmackie”, tylko dlatego, że nie pasuje do wciąż silnego modelu państwa rozgadanych barbarzyńców, w którym prawo stanowione ceni się o tyle, o ile nie przeszkadza w dobrej zabawie. A na ogół jednak przeszkadza. Doktryna Macieja II jest idealnym tego przykładem.
Więc tak, wypracowaliśmy tu pewną alternatywę, może nawet więcej niż jedną. Najbliższe tygodnie pokażą, w która stronę pójdziemy.