Szanowny Panie Marszałku,
Wysoka Izbo.
Na wstępie chcę podziękować wszystkim, którzy w tej debacie wzięli udział. Padło w niej wiele argumentów, które należy brać pod uwagę roztrząsając sprawy takiej wagi jak przedłożony Wysokiej Izbie wniosek. Dokonując jej swoistego podsumowania z pozycji inicjatora wniosku, pragnę w miarę możliwości się do argumentów owych odnieść.
Na początku najważniejszy — czy odpowiedzialność ministra kończy się na godzinach pracy w gmachu ministerstwa, czy jest czymś co należy postrzegać, i rozstrzygać, szerzej? Sprawa jest, w moim mniemaniu, oczywista i ewidentna. Funkcję ministra, i to nie byle jakiego, a ministra kultury(!), pełni obecnie osoba, która w niemalże każdym zdaniu posługuje się wulgaryzmami, wyraża pogardę do rozmówców, zniechęca tym samym do działania. Jednocześnie zaś uważa, że tak należy bo to wypełnia definicję wolności słowa i wolności ekspresji, a jako artysta (nie spieram się akurat o tę definicję, choć zgoła odmiennie ją postrzegam) ma prawo robić co mu się żywnie podoba. Otóż nie. Po pierwsze - najważniejsze - żadna wolność nie jest wolnością bezgraniczną. Te granice stoją tam, gdzie zaczynają się wolności inne, innych osób. Po drugie - równie ważne - minister jako członek Rządu Królewskiego jest swego rodzaju wizytówką Królestwa, reprezentantem nas wszystkich, widocznym nie tylko wewnątrz kraju, ale także poza jego granicami. W końcu też po trzecie - jak nas widzą, tak nas piszą. Nie zbudujemy aktywnej i tętniącej społeczności, do której napływać będą nowe osoby, jeśli przyzwalać będziemy na barbaryzację społecznego przekazu, oczywiste zachowania niezgodne z przepisami prawa, niszczenie kultury zamiast jej budowanie. Wulgaryzmy, owszem, mogą wzbogacać przekaz, podkreślać emocje, ale nie dzieje się tak wtedy kiedy występują w niemal każdym zdaniu, każdej wypowiedzi, każdej sytuacji. Nie można też kulturą nazywać tylko tego co się uważa, że wypełnia jej ramy w naszym mniemaniu, kulturą jest bowiem wszystko. To także kultura dyskusji. Pan Ipanienko każdy z tych warunków brutalnie łamie, i czyni to z premedytacją, lubością i przekonaniem, że jest w tym bezkarny. Mamy unikalną szansę pokazania, że nie jest. Odpowiedzialność polityczna to najmniejszy wymiar kary jaki wspólnie możemy na ministra nałożyć. W żaden sposób nie broni mu to dalej tworzyć jego własnych dzieł kultury. Ale w sposób skuteczny odcina go jako ministra od tworzenia kultury kraju, rozumianej przez niego jako rynsztok pogardy i wulgaryzmów.
Kilkoro z Was, drodzy deputowani, napisało, że jak coś mi się nie podoba to powinienem iść do Sądu Królestwa. Odnoszę wrażenie, że mylimy tu pryncypia. Nie mówimy bowiem o Zenku z denaturatem, który na środku wsi puszcza głośne bąki, haftuje na kiosk i wyzywa sąsiadów bo mu w życiu coś nie wyszło. Mówimy o ministrze Rządu Królewskiego. Osobie na świeczniku, która odpowiada za to jak kultura w Królestwie wygląda. Osobę, która tworząc kulturę, odpowiadając za nią, winna świecić przykładem. Nie zaś cuchnąć rynsztokiem. Sąd Królestwa to też instytucja, która dokonuje oceny w oparciu o Kodeks Karny, a co za tym idzie może nałożyć karę. To działanie które może daną osobę wykluczyć ze społeczności na czas jakiś. Jako takie jest więc też nam szkodliwe. Bo mimo wszystko folklor i barwność postaci ministra Ipanienki warto mieć na uwadze, nawet w pewien sposób doceniać - choć nie wolno zgadzać się bezkrytycznie na formę wyrazu. Odpowiedzialność polityczna to najmniejszy wymiar odpowiedzialności - ledwie prztyczek w ucho, który ma sprawić, że rzeczony minister się zwyczajnie opamięta. Jeśli nie to wówczas są kroki kolejne - moderacja, sądy.
W końcu też Wysoka Izbo zwróciliście uwagę na to, że są w naszym kraju przepisy porządkowe. Uczyniliście to wiedząc, iż nie są w żaden sposób egzekwowane, wypełniane, bo nie ma komu tego robić. Mamy kolejny już rząd, który nie powołuje moderacji. Mamy kolejny tydzień całkowitego ignorowania porządku publicznego. Policji nie ma, a barbarzyńcy hasają po naszych ulicach. Co nam po takim prawie? Dość powiedzieć, że próba naprawy tej sytuacji jest tu w Parlamencie, na Waszych barkach, i wisi na włosku. W każdej chwili może się okazać, że przepadła i dalej tkwimy po uszy w szambie.
Odpowiedzmy sobie zatem wszyscy - a to głosowanie poniekąd właśnie takim pytaniem jest - czy chcemy być reprezentowani przez osobę, która z kulturą nie ma nic wspólnego, której zachowanie uderza w zasadzie w nas wszystkich, a jej wypowiedzi są pełne pogardy i wulgaryzmów.
Daruję już sobie cytowanie kolejnych wypowiedzi ministra Ipanienki. Które wprost pokazują, że nie ma ta osoba nic wspólnego z kulturą. Pominę też odniesienia, że póki co nawet nie rozpoczął urzędowania i od razy udał się na urlop - co też nie przeszkadza mu w dalszym zalewaniu tego forum szlaką. Widzicie to na co dzień. Wyciągnijmy z tego wnioski.
Robert II Fryderyk, rex