Strona 2 z 3

Re: Wurstlandia, Teutonia i cała reszta

: 3 lis 2011, 15:14
autor: ghardin
Jacques de Brolle pisze:Gratuluję wyczucia czasu, Ghardinie.
Nie ma czego - nie jest to czas zbyt radosny.

Nie mam zamiaru bronić tutaj Premiera von Lichtenstein ani tym bardziej jego reakcji na krytykę - jak sam zauważyłeś, przerabialiśmy to już wielokrotnie, dość wspomnieć choćby Nagisę. Zagrania w stylu 'wszystko albo nic' są w moich oczach przede wszystkim nieodpowiedzialne, a ponadto dość dziecinne.

Nie podoba mi się to, jak po raz kolejny powtarzamy te same błędy. Nikt chyba nie zaprzeczy, że Królestwu brakuje chętnych i umiejętnych rąk do pracy - i że jest to sprawa kluczowa dla naszego nawet nie rozwoju, ale przetrwania.

Kryspin von Lichtenstein był dla nas przede wszystkim szansą na jedną parę rąk więcej - a to w tej chwili bardzo dużo. Nie dostał jednak zwyczajowego kredytu zaufania, lecz falę ostrej krytyki o dawno u nas nie widzianej intensywności. Wbrew temu, co piszesz, nie wspomniałeś ani słowem, że satysfakcjonowałaby Cię "zwykła deklaracja, że dreamlandzki premier nie będzie w okresie tych kilku miesięcy sprawowania rządów bawił się w teutońskiego rycerza" - żądałeś deklaracji "w sprawie rezygnacji z teutońskiego obywatelstwa", a w razie braku tejże rezygnacji - dymisji. Pod tymi żądaniami podpisali się inni znaczący i zasłużeni obywatele: markiz Asketil, hrabia Shakur, baron Lenczowski. Taki opór niełatwo zignorować - nie dziwi mnie więc reakcja Premiera.

Dopuszczenie obywateli obcych państw do sprawowania ważnych funkcji w administracji Królestwa nie było żadnym przeoczeniem ani "tymczasową luką" - była to świadoma decyzja obu izb Parlamentu, przeznaczona na takie właśnie sytuacje. Jeśli ten stan Panom nie odpowiadał, czemu żaden z Panów nie podjął żadnej inicjatywy ku jego zmianie? Świadomie pozwalali Panowie na obowiązywanie w Królestwie złego - zdaniem Panów - prawa?

Postulat, aby Premier był stuprocentowo zaangażowany w sprawy Królestwa, uważam za bzdurny i szkodliwy. Wolałbym, aby Premier poświęcał na sprawy Królestwa przynajmniej godzinę dziennie. Co z tego, że ja jako Premier byłem zaangażowany wyłącznie w Dreamland, skoro nierzadko ledwie mogłem wygospodarować godzinę-dwie tygodniowo? Sytuacja wyglądała podobnie przez kilka ostatnich kadencji - również za Twojego, Jacquesie, premierowania. Jestem przekonany, że Kryspin von Lichtenstein - pomimo innych obszarów aktywności - mógłby poświęcić na Dreamland dużo więcej czasu, niż daliśmy radę my. Byłoby to dla Dreamlandu zdecydowanie lepsze - nawet, jeśli wiązałoby się z potknięciami czy błędami, nieodzownymi w procesie (również politycznego) dojrzewania.

Jacquesie, Stedzie, Kobe, Bartoszu - uważam Was za ludzi odpowiedzialnych. Wierzę więc, że jeśli lekką ręką odrzucacie aktywnego, umiejętnego obywatela, to macie dla Królestwa konkretną kontrpropozycję. Czy ma to być Wasz czynny osobisty udział w sprawowaniu władzy rządowej, czy sposób skuteczngo pozyskania do niej innych aktywnych i umiejętnych obywateli?

Mógłbym rzec, że w przypadku odmowy będę naciskał, byście oficjalnie przeprosili byłego Premiera i poprosili go o powrót na urząd - ale nie chcę dopuszczać do siebie myśli, że tak zasłużeni Dreamlandczycy mogli podjąć krytykę bez przemyślenia konsekwencji własnych działań dla Królestwa. Dlatego z niecierpliwością czekam na Wasze deklaracje i pomysły.

PS. Jeśli Moderator uzna i wykaże, że powyższa wiadomość stoi w sprzeczności z prawem Królestwa, bez sprzeciwu przyjmę związane z tym konsekwencje. Jeśli jednak jedyną winą byłoby zmęczenie Moderatora prowadzoną dyskusją, to od ewentualnych decyzji złożę odwołania do właściwych instancji. W Dreamlandzie mamy wolność słowa - i na bezzasadne praktyki cenzorskie nie ma mojej zgody.

Re: Wurstlandia, Teutonia i cała reszta

: 3 lis 2011, 16:24
autor: Sted Asketil
nie wierze... czyżby to jednak zemną było coś nie tak? święta krowa nawiedziła Dreamland i już słowa krytyki nie można powiedzieć?

Balcerowicz musi odejść!! ...posłuchał i poszedł - do nieba, po sznurku...

zaraz się popłaczę ze śmiechu... niech pani przedszkolanka przyprowadzi nam tu Pana Kryspina bo się biedactwo zapłacze... może JKM się ulituje i odda mu jego zabawki?

ale gdyby nawet, proszę, czuj się urażony i nie wracaj...

aż dziw bierze człowieka że taki polityczny weteran a skóra na dupie taka delikatna...


Ghardinie... czy mam również złożyć swój urząd bo mnie skrytykowałeś i zażądałeś uniżonych przeprosin Pana Kryspina? No mało tego - mam go błagać o powrót na stanowisko Premiera?

Primadonna nam się obraziła bo klakierów zabrakło...

I masz racje - nic nie robię :)

Pozdrawiam :)

ps. Nie bójcie się - ja nigdzie nie uciekam...

Re: Wurstlandia, Teutonia i cała reszta

: 3 lis 2011, 16:35
autor: McMelkor
Jako dyplomacie nie wolno mi mieszać się w wewnętrzne spory kraju misji. Moja wypowiedź dotyczyła będzie wyłącznie wątku elderlandzkiego. Kieruję przeprosiny w stronę moderatora forum - bardzo mi przykro, ale muszę odpowiedzieć na postawione mi w tym wątku zarzuty kłamstwa oraz inne zmyślenia.
Rozmowy nie zakończyły się fiaskiem - sam zrezygnowałem z przyjęcia korony Elderlandzkiej do ubiegania której miałem znaczne prawo jako syn Michaela von Lichtensteina i Księżnej Julii Royt.
Nie miał Pan znacznych, ani też żadnych praw do korony Elderlandu w momencie zgłoszenia swojej kandydatury Radzie Królewskiej (rządowi). Korona była wówczas dziedziczona wyłącznie w linii męskiej i wyłącznie przez bezpośrednich potomków panującego króla, to jest: jego synów. I to jedynie posiadających obywatelstwo. Jako żywo, nie był Pan przed 17. stycznia 2011 synem Hadriana Augusta, ani też Elderlandczykiem.

W momencie zgłoszenia Pańskiej kandydatury tron elderlandzki był pusty z powodu braku następcy, ponieważ ostatni król nie miał synów. Kiedy ją przyjęliśmy, rozważając pomiędzy elekcją a ciągłością dynastii, zdecydowaliśmy się na taką regulację prawną, aby mógł Pan ogłosić się pretendentem do tronu (z racji pokrewieństwa z ostatnim monarchą), co jednak uprzednio musiałoby zostać zaakceptowane przez legislatywę. Jednak kiedy odpowiednia ustawa została znowelizowana, pretendentem się Pan jednak nie ogłosił, twierdząc że odchodzi z Mikroświata z powodu braku czasu (rozmów prywatnych ujawniać nie mogę, na tym zatem poprzestanę), aby następnie po kilkunastu dniach pojawić się w Dreamlandzie u steru Bloku Prawicy.
A Pan nadal nie potrafi przyjąć do wiadomości czym tak naprawdę jest obywatelstwo Królestwa Teutonii. Warunkiem do objęcia Korony nie była rezygnacja ze wszystkich obywatelstw
Obywatel Królestwa Elderlandu nie może posiadać obywatelstw jakichkolwiek innych państw wirtualnych w myśl Ustawy o obywatelstwie. Zwyczajowo grozi za to banicja, mieliśmy podobnych banitów już trzech czy dwóch.
Pan simon McMelkor nie był z Panem szczery. Pan dobrze wie jak wyglądały rozmowy, wie również o tym dobrze również jeszcze jedna osoba, z uwagi na autorytet której nie zamierzam tutaj wymieniać. Nie wiem czemu nie chce Pan uwierzyć w wyjaśnienia moje oraz tej drugiej osoby. Moje Pan może kwestionować. Proszę również porozmawiać z JKW Hadrianem Augustem i zapytać czemy emigrował z Elderlandu.
Interesująca jest szczególnie mnogość wersji wydarzeń, jakie od pewnego czasu krążą w Sieci. Zastanawiające, że wyłącznie jedna z nich pochodzi od urzędników Rady Królewskiej Elderlandu.
Pytanie dobre dla Pana Elderlandzkiego kolegi, w jakim celu zgodzili się na znaczne ustępstwa w celu przekazania mnie korony. Nie miał nikt wówczas przeciwwskazań do tego abym jako osoba całkiem nowa w Elderlandzie został Królem, i dzięki moim umiejętnością postawił Elderland na nogi. Przynajmniej w otoczce informatycznej. Wyraźnie widać, że Elderland chyli się ku upadkowi.
Były przeciwwskazania, jednak po pewnym czasie zostały wycofane po dojściu do pewnych kompromisów, po czym to Pan (jak wreszcie przyznaje) zrezygnował z podjętego planu. Natomiast co do ostatniego zdania, rozumiem że wypowiada je Pan już jako były premier.

Re: Wurstlandia, Teutonia i cała reszta

: 3 lis 2011, 17:01
autor: eMBe
Dostałem wprawdzie zaproszenie na odwiedzenie strony nowego Rządu Jego Królewskiej Mości (doskonała, gratuluję!), ostatnie jednak wydarzenia skłoniły mnie do podzielenia się swoją uwagą.

Arcyksiążę Ghardin ma w zupełności rację. Mieliście człowieka zdolnego, teraz nie mamy. Brać i dostawać od kogoś łatwo, dawać od siebie znacznie trudniej. Potrzebna była odrobina wyrozumiałości. Zresztą nasza historia powinna starszych wyjadaczy czegoś nauczyć.

Król senior ubolewa.

Re: Wurstlandia, Teutonia i cała reszta

: 3 lis 2011, 17:04
autor: KJazłowiecki
Tytuł tematu powoli okazuje się trafny - zaczynamy się kłócić o całą resztę.

W moim odczuciu cały konflikt paradoksalnie nie dotyczył podwójnych obywatelstw, przynależności do organizacji etc. Dotyczył kwestii zaufania i nieznajomości pewnych mechanizmów.
Mnie, obywatela Dreamlandu nie obchodzi, w jakich państwach Premier RK spędza swój wolny czas jeżeli dobrze sprawuje swój urząd. Niech sobie gra w tenisa, rozbija samochody lub należy do loży rycerskiej. Dlatego miałem jeszcze jakieś nadzieje co do Rządu Lichtensteina. Dlatego też trochę nie potrzebna była ta eskalacja, Panie Lenczowski. Program był, zapał chyba też. Jednak po wyborach coś się załamało. Zdziwiło mnie zachowanie Premiera, który zamiast mówić o swoich projektach, bronił zagranicznych zainteresowań jak niepodległości. Nie lepiej było zawrzeć ze społeczeństwem nieformalnej umowy: "Ja wykonam tutaj swoje plany, a wy pozwolicie mi robić tam co chcę"? Nie trzeba było walki z "quasi-opozycją". I jeszcze o "quasi-opozycji" - to wymarzona opozycja. Diuk de Brolle, markiz Sted czy JKW Pavel nie zaprotestowaliby przeciwko projektom rozwoju Królestwa. Co więcej, zarówno oni, jak i inni zabierający tutaj głos, często z własnej inicjatywy realizowali wraz w Rządem wspaniałe pomysły bez tek ministerialnych.

Kiedy, pełen entuzjazmu, zostawałem premierem, jeden z poprzednich lokatorów Pałacu Rady powiedział mi, że obejmuję najbardziej niewdzięczne stanowisko w całym Królestwie. Za pracę tam nikt nie będzie mi wdzięczny, a jednocześnie każdy wypomni mi moje błędy. Może tutaj tego zabrakło? Pewnym jest, że Kryspin zbyt szybko został premierem - to także nauka na przyszłość. Nawet największe doświadczenie zagranicą nie zastąpi doświadczenia na różnych stanowiskach tutaj w Królestwie.
Ghardin pisze: Mógłbym rzec, że w przypadku odmowy będę naciskał, byście oficjalnie przeprosili byłego Premiera i poprosili go o powrót na urząd - ale nie chcę dopuszczać do siebie myśli, że tak zasłużeni Dreamlandczycy mogli podjąć krytykę bez przemyślenia konsekwencji własnych działań dla Królestwa. Dlatego z niecierpliwością czekam na Wasze deklaracje i pomysły.
Nie ma sensu już prosić o powrót na sprawowany urząd. Dlatego również czekam na pomysły. Swoją drogą, ciekawie skonstruowałeś swoje "ultimatum", Ghardinie.

Kończąc, proszę Was, szczególnie Ghardina i Steda, abyście się przestali kłócić i byśmy razem pomogli JKW Edwardowi, na którym ciąży obecnie bardzo dużo obowiązków. A Kryspinowi życzę powodzenia w innych polach aktywności, to zdolny chłopak, na pewno da sobie radę.

Re: Wurstlandia, Teutonia i cała reszta

: 3 lis 2011, 17:44
autor: Paweł Erwin
O ile wolno mi wtrącić parę groszy do dyskusji - choć jestem członkiem rządu (czy w zasadzie byłem) głównego bohatera tej dyskusji - to chciałbym podzielić się swoją opinią.

Nie było mnie w Królestwie bardzo długo i po chwili adaptacji do zmian, jakie zaszły podczas mojej nieobecności wydawało mi się, że udało mi się spowrotem zaaklimatyzować w zastanych realiach. Teraz muszę się zastanowić, czy moich poglądów nie zrewidować. W ciągu całej mojej mikronacyjnej kariery nie pamiętam, by społeczeństwo było tak podzielone. Nie odnosząc się do kwestii winy czy niewinności samego Premiera i jego podwójnego obywatelstwa, chciałbym tylko spokojnie zaapelować o rozwagę.

W tym wątku padają coraz ostrzejsze słowa, spirala emocji nakręca się, a w takich chwilach nietrudno o pochopne i krzywdzące decyzje i słowa. Jakkolwiek uważam, że obrażanie się na cały świat i uciekanie ze świata wirtualnego z powodu jest nieco dziecinne, tak staram się zrozumieć obie strony zaistniałego konfliktu. Przykro mi, kiedy patrzę na moich rodaków skłóconych o nie aż tak ważną sprawę.

Nie moderujmy się nawzajem, nie piszmy w lekceważący sposób tylko uznajmy, że zaistniał problem i spróbujmy go wspólnie wypracować - ostatnio za dużo tutaj zachowań przeniesionych ze świata realnej polityki.

Z serdecznym, wesołym uśmiechem pozdrawiam!

Re: Wurstlandia, Teutonia i cała reszta

: 3 lis 2011, 18:30
autor: ghardin
Paweł Erwin pisze:Przykro mi, kiedy patrzę na moich rodaków skłóconych o nie aż tak ważną sprawę.
Pawle - o ile z Twoim apelem o rozwagę i porozumienie się zgadzam, o tyle jedno chciałbym sprostować: nie kłócimy się o sprawę mało ważną. Kłócimy się o rzecz bardzo ważną: czy dla image'u/powagi/tradycji/bezpieczeństwa stać nas na odrzucanie aktywnych osób na wszelki wypadek, tzn. zanim pojawi się faktyczny problem?

Tu nie chodzi o to, czy konkretnie Kryspin von Lichtenstein byłby dobrym, czy złym premierem, ale o to, czy możemy sobie pozwolić na odstraszanie takich Kryspinów, jeśli nie są kandydatami idealnymi i mogą w przyszłości popełniać błędy.

Re: Wurstlandia, Teutonia i cała reszta

: 3 lis 2011, 18:47
autor: APRS
Myślę, że wystąpienie Jego Królewskiej Mości znakomicie oddaje i moje oczekiwania. Osoby, które z taką pewnością i zaangażowaniem raczyły współdoprowadzić do kryzysu konstytucyjnego, a nie wykazują się obecnie silnym zaangażowaniem w innych sferach życia Królestwa, winny teraz pokazać nam wszystkim, że do zaoferowania mają coś więcej aniżeli samo okazjonalne krytykowanie. Czas na działania pozytywne. Musicie wypełnić pustkę, która wystąpiła. Jestem pewien, że dla Waszych Ekscelencji znajdzie się aż nadto okazji do wykazania się.

Wiem, że jak chcecie, to potraficie :)

Re: Wurstlandia, Teutonia i cała reszta

: 4 lis 2011, 00:14
autor: Edward Ebruz
Dziwnie ułożyła się ta debata. Akcenty umiarkowanego optymizmu mieszają się z katastrofizmem i żalem z powodu przedwczesnego utrącenia politycznego mesjasza, który miał nam zademonstrować, na czym polega zabawa w mikronacje, ratując dreamlandzkie bractwo lemingów przed samozagładą. Brutalne? Przejaskrawione? W rzeczy samej, ale takie właśnie wrażenie wyniosłem z rozmów z obywatelami kilku polskich mikronacji. Nie narzekajcie, przynajmniej postawi wam kilka stron – powiedział mi pewien Sarmata. W podobnym duchu wypowiadają się dziś niektórzy Dreamlandczycy.

Panowie, nie dajmy się zwariować. Nie debiutujemy w tym kurniku. Przechodziliśmy tę grypę co najmniej kilkakrotnie, kilka witryn również udało nam się własnymi siłami zbudować. Jeśli arcyksiążę Ghardin zapytuje dziś, czy „możemy sobie pozwolić na odstraszanie takich Kryspinów”, odpowiedź wydaje się oczywista: nie, nie możemy i w gruncie rzeczy nie chcemy. Potrzebujemy solidnych rzemieślników, dyspozycyjnych webmasterów i kompetentnych prawników, którzy okres najwyższej aktywności mają dopiero przed sobą. Co się więc stało?

Te słowa padały dziś co najmniej kilkakrotnie: sprawa rozbiła się o kwestię deficytu zaufania; punktem wyjścia okazała się sprawa nadprogramowego obywatelstwa. Dla jednych to szczegół bez znaczenia, dla innych, w tym dla mnie, wierzchołek góry lodowej, której kontury nakreślił przed kilkoma godzinami między innymi Simon McMelkor. Mam nadzieję, że słowa gościa z Elderlandu weźmie sobie do serca teutoński patron p. Lichtensteina, który wyraził niedawno swój absmak w związku z „wielce niesmaczną dyskryminacją”. Bo ktoś tu ewidentnie fałszuje rzeczywistość.

Kosmopolita będzie doskonałym kandydatem na szefa OPM, ale niekoniecznie dobrym wodzem plemienia. Przed zakończeniem fazy aklimatyzacji pozostanie ciałem obcym. Intruzem, który dopiero wkupuje się w łaski domowników. Zabrakło kilku miesięcy, w trakcie których nowy obywatel mógłby wkomponować się w dreamlandzką mozaikę. Dlatego przed trzema (?) tygodniami zaryzykowałem tezę, że lepiej byłoby, gdyby p. Lichtenstein zaczął swoją przygodę z nieco innego pułapu – może jako namiestnik prowincji (z całym szacunkiem dla Steda - nie bagatelizuję tej roboty!) lub minister odpowiedzialny za sprawy rozwoju naszej infrastruktury.

Oddajmy sprawiedliwość faktom. Dla kilkunastu wyborców kilkutygodniowy staż Kryspina von Lichtensteina nie stanowił żadnej przeszkody. Sęk w tym, że dla tych samych wyborców przeszkodą nie do pokonania okazał się udział w niniejszej debacie. Trudno powiedzieć, gdzie przebiega dziś linia podziału między aktywnymi i nieaktywnymi obywatelami. Wypowiedziała się natomiast garstka sceptyków, która błyskawicznie oberwała pałką po głowie za niesubordynację. Należało przecież siedzieć cicho i kontemplować nowe witryny.

Wbrew pojawiającym się tu opiniom – również tej najnowszej, wyartykułowanej na łamach „Gazety Górniczej”, nie był to „zmasowany atak na bezprecedensową skalę”. Połowa dreamlandzkich premierów w pewnym momencie przechodziła prawdziwe piekło – wypowiedzi Bartosza Lenczowskiego, Steda Asketila czy Kobe Amaru Shakura nie ma nawet sensu porównywać z dawnymi tyradami Józefa Kalickiego, Martina van Buurena, Marcusa Estreichera, Alchiena d’Archiena czy Łukasza Pietraczuka. Sam również kilkakrotnie uderzałem poniżej pasa, ale też i otrzymałem kilka bardzo nieprzyjemnych ciosów. O ile tam mieliśmy jednak do czynienia z bolesnymi kopniakami, tak to, co dziś obserwowaliśmy, to w najlepszy razie ekwiwalent mocnej kawy. Gdyby każdy krytykowany szef rządu reagował w podobny sposób, Dreamland zakończyłby swój żywot w mitycznych czasach pułkownika Nimitza. Sted trafił w czuły punkt. Jak zauważył klasyk - twarde siedzenie to podstawa. O czym ja zresztą mówię – proszę przeczytać wypowiedzi panów Shakura czy Steda, które poprzedziły rezygnację Premiera. Przypomnę: Namiestnik Luindoru zapowiedział parlamentarną walkę o przywrócenie ustawowego zakazu posiadania podwójnego obywatelstwa przez kandydatów do wyższych urzędów, zaś prof. Kobe Amaru Shakur stwierdził, że „podpisuje się zaraz pod Stedem”, sugerując przy tym dwa rozwiązania: dymisję lub rezygnację z nadprogramowego obywatelstwa, o którym sam zainteresowany konsekwentnie wypowiada się przecież jak o karcie członkowskiej w klubie brydżowym. Najostrzejszy był Bartosz Lenczowski: nazwał szefa rządu „farbowanym lisem”. Do biczowania trochę jednak zabrakło. Mniej więcej połowy słownika języka polskiego. Redaktorowi „Gazety Górniczej” życzyłbym podobnej opozycji w jego własnej ojczyźnie.

Bez opozycji – więc i bez polityki – Królestwo będzie obumierać, tak jak obumierało w ciągu ostatnich dwóch lat rządów Klubu Republikańskiego, który z wyjątkiem krótkiego epizodu z partią monarchistyczną właściwie nie miał dla siebie alternatywy na naszej scenie partyjnej. Nowe witryny nie dadzą nic, jeśli nie będziemy ze sobą polemizować. W tym sensie był to dobry dzień dla Dreamlandu. Jednym z lepszych w mijającym roku.

Szefem rządu, pewnie tymczasowego, został JKW Edward Artur. W kontekście ostatnich wydarzeń nie mam wątpliwości, że jest to optymalne rozwiązanie. Obawiam się, że prośba Ghardina o specjalne przeprosiny dla poturbowanego szefa rządu jest nie tylko zupełnie oderwana od realiów, ale po prostu obraźliwa. Nie chcę tego wątku jednak ciągnąć. Już dostatecznie się różnimy w ocenie ostatnich wydarzeń, choć na podniesione wątpliwości chętnie odpowiem kanałem prywatnym. O ile jeszcze kilka dni temu wahałem się, czy jest sens kruszyć kopię, dzisiaj widzę, że po prostu przyspieszyliśmy nadejście tego, co było nie do uniknięcia. Kryspin von Lichtenstein nie dotrwałby do końca kadencji.

Re: Wurstlandia, Teutonia i cała reszta

: 4 lis 2011, 04:03
autor: Edward I Artur
"Debata ułożyła się dziwnie".

I to na tyle dziwnie, że trwałem w postanowieniu, by w niej nie uczestniczyć. Nie mogę powiedzieć, abym od samego początku dobrze rozumiał którąkolwiek ze stron. Kryspin von Lichtenstein - co jasne - mógł inaczej ułożyć swoje stosunki w Dreamlandzie i tego całego szumu zapewne by nie było. Może mógł być też twardszy, mieć jakieś inne jeszcze przymioty, których być może mu zabrakło. Panowie po drugiej stronie barykady mogli natomiast wziąć pod uwagę zarówno to, że wygrał wybory - z drugim wynikiem - jak i to, że był w obecnej chwili jedynym spośród nas, który miał wizję i dostateczną energię, by w konsekwencji stworzyć dobry rząd.
Kryspin von Lichtenstein nie jest już premierem. Tu nie ma już nad czym debatować. Nikt nikogo nie przeprosi, nikt się nie pokaja, nikt nie przyzna, że należało coś zrobić inaczej. Ani nawoływania arcyksięcia Ghardina, ani analizy Jacquesa de Brolle nie przyniosą już tu żadnego pożytku. Przegraliśmy wszyscy, strzelaliśmy do własnej bramki.

Diuk de Brolle mówi, że mój rząd będzie zapewne rządem tymczasowym. Niestety, nie do końca chyba tę swoją uwagę przemyślał. Tymczasowość zakłada, że na horyzoncie coś się szykuje - że ja jako premier przepchnę Dreamland przez parę tygodni czy miesięcy tej tymczasowości właśnie, a potem oddam w lepsze ręce. Nie sądzę, by w najbliższym czasie oczekiwała mnie taka szansa. W tym kontekście nawet czyniona z pewnością w dobrych intencjach refleksja, że moja osoba na czele rządu jest "optymalnym rozwiązaniem" - brzmi złowrogo. Diuk de Brolle może sobie kpić z Lichtensteina jako "politycznego mesjasza", ale prawda jest taka, że to właśnie on w tym momencie był w stanie popchnąć Dreamland do przodu o więcej niż o cal.

Nie planowałem mówić tego publicznie, ale chyba nadszedł czas: powołanie na premiera nie jest dla mnie żadną radością, żadnym szczególnym wyróżnieniem. Dreamland przeżywał już Edwarda Kriega wielokrotnie. Mogę dać z siebie wszystko - i dam. Mam już też dość konkretny program, który mógłbym realizować, nie najgorszy zresztą.
Tego posta piszę jednak za kwadrans czwarta nad ranem, i to naprawdę nie dlatego, że ostatnio jakoś gorzej sypiam. Ani na skrzynce mailowej, ani przed drzwiami nie widzę też kolejki chętnych do zajęcia stanowisk ministerialnych. Co więcej, jeden z już urzędujących ministrów Korony wyraził w tym wątku opinię, że społeczeństwo jest tak spolaryzowane, że on nie wie, czy ma siły działać tu dalej. Tego rodzaju wypowiedzi słyszałem też od innych osób, do których zwracałem się, sondując możliwości ich wsparcia dla moich wysiłków utworzenia sensownego gabinetu - takiego, który będzie miał szansę dokonać czegoś ponad kultywowanie swej własnej inercji.
Więc jeśli ktoś twierdzi, że mój rząd jest "tymczasowy", a przy tym jest rozwiązaniem "optymalnym" - po prostu nie wie, co mówi.

I zupełnie szczerze: czytając od wczoraj wypowiedzi w tym wątku, naprawdę mam ochotę po prostu poinformować JKM, że tego Rządu nie utworzę - bo nie mam czasu, nie mam sił, za mało zainteresowanych pomocą, wszyscy są najwyraźniej zbyt zajęci publicznym wyrażaniem troski o wysoką jakość administracji federalnej. Proszę mnie źle nie zrozumieć, ja tutaj nie próbuję stękać i wyżalać się przed publicznością. Proszę Panów po prostu, by uznali fakty. I by ze zwykłej przyzwoitości dwa razy zastanawiać się nad słowami, które Panowie umieszczają w tym wątku.

--
(-) Edward A. Krieg, RS.
p.o. Premiera Rządu Królewskiego

Re: Wurstlandia, Teutonia i cała reszta

: 4 lis 2011, 10:48
autor: Edward Ebruz
EdwardArtur pisze: Panowie po drugiej stronie barykady mogli natomiast wziąć pod uwagę zarówno to, że wygrał wybory - z drugim wynikiem - jak i to, że był w obecnej chwili jedynym spośród nas, który miał wizję i dostateczną energię, by w konsekwencji stworzyć dobry rząd.
Cała moja wcześniejsza wypowiedź zmierzała w tym właśnie kierunku, by podkreślić coś dokładnie przeciwnego – że przy takim nastawieniu i oczekiwaniach wobec społeczności dreamlandzkiej, którą dopiero poznawał, nie stworzyłyby ani dobrego rządu, ani nie zrealizował żadnej wizji, chyba że kosztem emigracji – faktycznej lub tylko wewnętrznej - kontestatorów.

Lichtenstein osiągnął kapitalny wynik wyborczy, którego w odpowiedniej chwili mu pogratulowałem. Przygotował frapującą, treściwą i estetycznie elegancką witrynę Rządu – tu również kto mógł, ten kłaniał się w pas. Problem pojawił się w wiadomym momencie: ostatecznie zadecydowała, jak sądzę, nie tyle nawet odmowa rezygnacji z kruchych więzi z innym państwem, chwilę po nieoczekiwanym rozbracie z jeszcze innym państwem, co sposób, w jaki została ona wyartykułowana, coraz bardziej nieznośny dla czterech czy pięciu obywateli. Kryspin von Lichtenstein chyba zbyt pochopnie przyjął postawę Mefistofelesa, oferującego złote góry w zamian za podpis po cyrografem. Tymczasem nikt nie miał ochoty zrzekać się prawa do wyrażania własnej (krytycznej) opinii, nawet jeżeli wobec tej opinii można wyartykułować pół tuzina bardziej sugestywnych kontrargumentów. Żadna nowa witryna tego nie jest warta, Edwardzie. Dlatego nie ma we mnie żalu.

Przepracowałem tę sytuację w połowie tego roku, gdy byłem jednym z adwokatów postawy Kryspina von Lichtensteina. Biorąc pod uwagę wywołany w tej sposób korespondencyjny pojedynek wszystkich ze wszystkimi – od Al Rajn i Austro-Węgry po Surmenię i Trizondal - a przede wszystkim późniejszy los inicjatyw Sekretarza Generalnego, anulowanych przez następcę, uważam, że był to błąd. Trwałym spadkiem okazał się jedynie podział. Nie wiem, na czym polega ten mechanizm, ale Kryspin von Lichtenstein praktycznie wszędzie wywoływał dokładne te same reakcje. W Dreamlandzie potrzebowaliśmy kilkunastu dni, byśmy doświadczyli analogicznej sytuacji. Za chwilę pojawiłby się nowy problem. Lub „problem”.

Gdy teraz wbijasz szpilę tym, których nazywasz „zbyt zajętymi publicznym wyrażaniem troski o wysoką jakość administracji federalnej”, odpowiada krótko: stawką była tutaj raczej spójność tożsamości kulturowej Dreamlandu. Ostatnie wydarzenia uważam za sprowokowaną reakcję obronną organizmu. W twardych kategoriach realizmu politycznego na tym dziś tracimy, ale tutaj zadecydował atawizm.

Również będę z Tobą zupełnie szczery. Edwardzie, trzeba było – a nawet należało - zabrać głos w tej debacie. W tym momencie po prostu nie rozumiem Twojego głosu. Kto wie, kto z nas budziłby się dziś w gorszym nastroju. Spóźniona ta sowa Minerwy.

Re: Wurstlandia, Teutonia i cała reszta

: 4 lis 2011, 11:33
autor: ghardin
Jacques de Brolle pisze:Tymczasem nikt nie miał ochoty zrzekać się prawa do wyrażania własnej (krytycznej) opinii, nawet jeżeli wobec tej opinii można wyartykułować pół tuzina bardziej sugestywnych kontrargumentów. Żadna nowa witryna tego nie jest warta, Edwardzie.
To być może prorocze słowa. Czas nam wszystkim przyzwyczajać się do myśli, że Dreamland ograniczy się wyłącznie do forum, a jedyną aktywnością pozostanie właśnie wyrażanie własnych, choćby najbardziej krytycznych, opinii - w obecnym, zapewne powoli wymierającym, gronie.

"Żadna nowa witryna" - bardzo trafne motto na nową epokę.

Re: Wurstlandia, Teutonia i cała reszta

: 4 lis 2011, 11:41
autor: Edward Ebruz
Chyba nie grozi nam zalew przesadnego krytycyzmu. Nie było tak do tej pory, więc pewnie sytuacja się nie zmieni.

W sąsiednim wątku Namiestnik Surmali anonsuje właśnie nową stronę.

Re: Wurstlandia, Teutonia i cała reszta

: 4 lis 2011, 16:20
autor: Paweł Erwin
Ghardin pisze:Pawle - o ile z Twoim apelem o rozwagę i porozumienie się zgadzam, o tyle jedno chciałbym sprostować: nie kłócimy się o sprawę mało ważną. Kłócimy się o rzecz bardzo ważną: czy dla image'u/powagi/tradycji/bezpieczeństwa stać nas na odrzucanie aktywnych osób na wszelki wypadek, tzn. zanim pojawi się faktyczny problem?
Nie do końca mnie zrozumiałeś, albo źle się wyraziłem :) Widzę problem, który sygnalizujesz, ale moja filozofia zakłada, że nie warto się o nic kłócić, a raczej warto starać się nie podchodzić do oponenta w debacie jak do jeża. Do samego problemu wolę się nie odnosić, czas zaoszczędzony na unikaniu debaty poświęcę natomiast na pracę w Rządzie i Izbie Poselskiej - uważam to za dużo ciekawsze rozwiązanie ;)

Pozdrawiam!

Re: Wurstlandia, Teutonia i cała reszta

: 7 lis 2011, 22:58
autor: Adrian Scott
Szczerze powiedziawszy sam zostałem oskarżony przez Pana, Panie McMelkor (bądź Ciebie, Szymonie) o czyny podpadające pod zdradę stanu tylko z przyczyny, że przed cała sprawą związaną z JKW von Lichtensteinem konspirowałem w celu obsadzenia tronu eldelrandzkiego wg własnych preferencji. Przynajmniej tak zrozumiałem naszą ostatnią rozmowę :) Ostatecznie jednak pragnę to wyjaśnić z perspektywy osoby, która była jednocześnie uczestnikiem i świadkiem tych wydarzeń.

Pewnego wieczoru (bodaj jeszcze w sierpniu) spotkaliśmy się wspólnie, jako członkowie jednej rodziny (M. von Lichtenstein, K. von Lichtenstein, Julia von Lichtenstein i ja) i zaczęliśmy omawiać dalszą strategię wobec wydarzeń politycznych, które miały miejsce w mikroświecie (choćby zmiana sił politycznych w KE). Ta rozmowa w pewien sposób naprowadziła nas na to, że JKW Kryspin von Lichtenstein jako mój jedyny krewny (jako byłego króla Elderlandu) ma prawo pretendować do elderlandzkiego tronu. W następstwie tych ustaleń, będących przedmiotem wyłącznie prywatnej konwersacji, JKW von Lichtenstein zwrócił się do osoby traktowanej jako przedstawiciela Rady Koronnej Królestwa Elderlandu JE McMelkora ws. woli objęcia przez siebie tronu w Elderze. Z moich informacji wynika, że JE McMelkor poinformował o całej sprawie współpracowników (również mnie), co spotkało się z ogólną aprobatą społeczeństwa KE. Wiadomym było, że upadającemu Królestwu potrzeba było nowych władz i rozwiązań, a JKW von Lichtenstein mógłby je przynieść. Jednakże kolejna rozmowa z JE McMelkorem przerodziła się w kłótnię i serię oskarżeń.

Drogi Szymonie, nie proponowałem niczego JKW von Lichtensteinowi, bo i nie miałem żadnych uprawnień do składania tym podobnych propozycji. Również i wątpię w podstawę prawną, w myśl której istnieje obecna władza KE. Moim zdaniem, a w tworzeniu prawa elderlandzkiego miałem niemały udział, elderlandzki system prawny zawalił się w momencie mojego ,,zniknięcia" na przełomie 2010 i 2011 roku. Od tego momentu, moim zdaniem, nie można mówić o w pełni uzasadnionych prawnie organach władzy KE. Wg mnie to raczej ,,rząd ludowy", który, jak sądzę, składa się w całości z ogółu mieszkańców Elderlandu (którego istnienie jest oczywiście przez to jak najbardziej zasadne). Wracając jednak do meritum, po oskarżeniach JE McMelkora o spiskowanie przeciwko władzom KE, a także samemu państwu, postanowiłem raz na zawsze opuścić Elderland. Pomimo osobistych uczuć wobec KE nie byłem w stanie pozostać w kraju. Nie mogłem zgodzić się z polityką, która zakładała eliminację jakichkolwiek przejawów sprzeciwu czy skrajnie odmiennych poglądów.

Z mojej perspektywy JKW Kryspin von Lichtenstein stał się wyłącznie ofiarą politycznego przetargu, który rozegrał się przed kilkoma miesiącami w Elderlandzie. Na podstawie dynastycznych przesłanek chciał objąć on tron w tym państwie i dokonać potrzebnych zmian. Polityka ówczesnych (a i chyba teraźniejszych) władz uniemożliwiła to i zepchnęła kraj na ostateczny margines. Nie można jednak w żaden sposób zarzucać JKW von Lichtensteinowi działania na szkodę kogokolwiek, a i w pełni właściwe jest (byłoby) dla niego stanowisko szefa rządu Królestwa Dreamlandu.

Re: Wurstlandia, Teutonia i cała reszta

: 8 lis 2011, 10:37
autor: Edward Ebruz
Odnosząc się do ostatniego zdania - wątpię, naprawdę wątpię.

Z pozdrowieniami ze słonecznej Sarmacji:
http://www.sarmacja.org/index.php?p=herold,625,9

Re: Wurstlandia, Teutonia i cała reszta

: 8 lis 2011, 10:47
autor: Edward I Artur
Przywrócona zostanie oczywiście poprzednia witryna Rządu - przy okazji najbliższej aktualizacji.

--
(-) Edward A. Krieg, RS.
p.o. Premiera Rządu Królewskiego

Re: Wurstlandia, Teutonia i cała reszta

: 8 lis 2011, 10:57
autor: Sted Asketil
Ja juz na powuzszej rewelacji zakoncze ze swej strony temat Pan Kryspina... Czas isc dalej.

Pozdrawiam :)

ps. Czy wobec tego nowa piekna strona bedzie sobie wisec?

Re: Wurstlandia, Teutonia i cała reszta

: 8 lis 2011, 14:31
autor: Tomasz Barney
Prawdę mówiąc - to chyba przekracza moje zdolności poznawcze.

Re: Wurstlandia, Teutonia i cała reszta

: 8 lis 2011, 15:40
autor: Shakur
Jacques de Brolle pisze: Z pozdrowieniami ze słonecznej Sarmacji:
http://www.sarmacja.org/index.php?p=herold,625,9

Powinniśmy pozwać Kancelarię Sejmu. W końcu to plagiat :D

PS. Znalazłem 11 różnic. Dalej nie szukałem :)