Re: Wydania gazety
: 29 sie 2017, 21:52
Ja natomiast chciałbym zwrócić uwagę na niezrozumienie genezy rzekomych problemów Sarmacji z Eislar.
"Państwo" te, zaczęło działać na poważnie, można powiedzieć trochę wulgarnie, z dupy. Na dzień dobry ogłoszono konstytucję, obierano władzę i stanowiono prawo (dotyczące np. pozwoleń na przebywanie na jego terenie), bez ani konsultacji tego z władzami Baridasu, ani nawet bez zapowiedzi. Ot, po prostu, nagle teren o statusie lenna, będące składnikiem innego państwa, de facto ogłasza niepodległość i stanowi odrębne prawo. Takie coś spotkałoby się z dezaprobatą każdego szanującego się państwa. Niezależnie czy byłaby to zabetonowana i stara Mikronacja, czy yoyonacja z 2 osobami która powstała wczoraj.
Pisałem w swoim drugim expose, dawałem do zrozumienia wszędzie, jak i robiły to władze Baridasu, że można załatwić wiele rzeczy, ale pod warunkiem, że się chce coś załatwić i się przyjdzie porozmawiać. Żeby to był jakiś wniosek o autonomię, jakiś komunikat czy cokolwiek, a tu nagle ktoś wyskakuje z własną konstytucją i stanowi odrębne prawo — chociaż de iure to nadal lenno.
Konflikt się zaostrzył, bo władze Baridasu zwarły się z AZULem (Almersko-Złotogrodzki Uniwersytet Lingiwstyczny), który jest niezależny, a łączy Teutończyków i Baridajczyków. Poszło o pierdołę, jednak jak to zwykle bywa, właśnie takie michałki z reguły przelewają czarę goryczy.
Skończyło się więc koniec końców na zakończeniu tworzenia Eislar pod auspicjami Sarmacji (czy Baridasu), a dalszą część historii można obserwować w Parlamencie Dreamlandu.
Cała historia dotyczy nie tyle próby budowania czegoś nowego, gdzie ktoś komuś podkłada nogę. Wszystko rozbija się o formę i drogę jaką się obiera przy tym tworzeniu — czyli strzelamy z dupy i żądamy czegoś, nie rozmawiając wcześniej. Tworzymy coś nowego, co wywraca nam trochę rzeczy do góry nogami, i na co się trzeba przygotować i poświęcić czas z drugiej strony. No chociażby poprawić prawo krajowe i załatwić w papierach, żeby były podstawy do nadania autonomii. Ale zamiast o tym poinformować drugą stronę, robimy to na YOLO i żądamy uznania, pomocy i akceptacji.
I tak samo jak od żopy strony zabrano się za to w Sarmacji, tak robi się to w Dreamlandzie. Wchodząc pod skrzydła KD na krzywy ryj, w wątpliwie zgodny z prawem sposób, nie informując o tym nawet władz, a potem chcąc miejsce na mapie bo się należy, a jeżeli ktoś w Parlamencie się spyta o co tutaj chodzi, to robi się święte oburzenie i nieelegancko kończy dyskusję.
Śmiem twierdzić, że gdyby zabrano się do tego w sposób cywilizowany, to i w Sarmacji już dawno byłoby spokojnie miejsce na autonomiczną jednostkę, jak i ewentualnie w Dreamlandzie Parlament zatwierdziłby to bez obiekcji i niesmaku.
Problemem nie jest to, że się komuś uniemożliwia działanie. Problemem jest sposób w jaki się zaczyna wszelkie inicjatywy. Nie można mieć pretensji do dziewczyny że zlała nasze zaloty, jeżeli rozegraliśmy ją w ten sposób, że podchodzimy do niej przy barze, bierzemy za dłoń i od razu wsuwamy pierścionek i zapraszamy do mieszkania na noc, chociaż nawet nie przedstawiliśmy się. A jak ona łaskawie spyta o imię, rzucamy się jak padalce i mówimy jej, że jest głupia i na nas nie zasługuje. Niestety, ale tak w większości wyglądają wszelkie gównoburze na podobny temat, gdzie rozchodzi się o pewną autonomię względem władz centralnych.
Przecież jeżeli ktoś podejdzie do tego w normalny sposób, napisze do władz, przedstawi pomysł i poprosi o poparcie, to z reguły dostaje. Akurat w tym momencie w Sclavinii tworzone są zręby nowej jednostki, z którą nie było problemów nawet o dodanie nowej wyspy na mapie. A w przypadku Eislar, dostaliśmy gotową konstytucję gdzie była mowa przykładowo o obywatelstwie bądź zezwoleniu na pobyt na terenie nowego państwa. Brak papierów — wypad z terytoriów. Z terytoriów, a mówiąc bardziej precyzyjnie i burząc imersję — z działu na forum, którym to forum zarządzają inne osoby i które ma własne prawo, gwarantujące swobodę przemieszczania się (!!)
Nie jest niczym dziwnym, że właśnie te osoby, do których forum w jakiś sposób należy, i które nim administrują, sceptycznie podchodzą do próby wchodzenia im w paradę i robienie samowoli.
Ale i to nie przeszkodziło w tym, żeby władze Baridasu próbowały zorganizować istnienie nowej jednostki. 9 sierpnia — Wicekról Baridasu informuje, że robi właśnie nowy "kącik" na FC przeznaczony dla Eislar. I co? I 12 sierpnia mamy akt wypowiedzenia posłuszeństwa, bo poszło o to, że Wicekról Baridasu podziękował w imieniu władz prowincji, za zaproszenie dla AZUL — które mieści się na terenie Baridasu.
Cała ta komedia z Eislar to przykład jak nie załatwiać czegokolwiek. Widzę, że po przybyciu do Dreamlandu, zaczęło się budować wymarzoną krainę w bardzo podobny sposób co wcześniej w Sarmacji. Jestem niezmiernie ciekawy jak skończy się w tym przypadku.
Artykuł jaki tu komentujemy, jest niestety napisany nieobiektywnie. Analizuje on tylko jedną stronę sporu — czyli tych "młodych pełnych zapału", a te stare, zabetonowane mikronacje, to wiadomo że na pewno są złe, a jeżeli nie klękają do miecza, to zapewne jest to objaw paranoi.
No niestety tak nie jest. Na szczęście w Dreamlandzie też nie stracili jeszcze rozumu i godności człowieka. Chcą mieć porządek w papierach i prawie krajowym, stąd załatwienie inkorporacji w sposób zgodny z Kartą Konstytucyjną, gdzie podczas debaty można przetestować zapał i podejście inicjatora zarówno do własnego pomysłu, jak i do kraju goszczącego i jego władz czy mieszkańców.
"Państwo" te, zaczęło działać na poważnie, można powiedzieć trochę wulgarnie, z dupy. Na dzień dobry ogłoszono konstytucję, obierano władzę i stanowiono prawo (dotyczące np. pozwoleń na przebywanie na jego terenie), bez ani konsultacji tego z władzami Baridasu, ani nawet bez zapowiedzi. Ot, po prostu, nagle teren o statusie lenna, będące składnikiem innego państwa, de facto ogłasza niepodległość i stanowi odrębne prawo. Takie coś spotkałoby się z dezaprobatą każdego szanującego się państwa. Niezależnie czy byłaby to zabetonowana i stara Mikronacja, czy yoyonacja z 2 osobami która powstała wczoraj.
Pisałem w swoim drugim expose, dawałem do zrozumienia wszędzie, jak i robiły to władze Baridasu, że można załatwić wiele rzeczy, ale pod warunkiem, że się chce coś załatwić i się przyjdzie porozmawiać. Żeby to był jakiś wniosek o autonomię, jakiś komunikat czy cokolwiek, a tu nagle ktoś wyskakuje z własną konstytucją i stanowi odrębne prawo — chociaż de iure to nadal lenno.
Konflikt się zaostrzył, bo władze Baridasu zwarły się z AZULem (Almersko-Złotogrodzki Uniwersytet Lingiwstyczny), który jest niezależny, a łączy Teutończyków i Baridajczyków. Poszło o pierdołę, jednak jak to zwykle bywa, właśnie takie michałki z reguły przelewają czarę goryczy.
Skończyło się więc koniec końców na zakończeniu tworzenia Eislar pod auspicjami Sarmacji (czy Baridasu), a dalszą część historii można obserwować w Parlamencie Dreamlandu.
Cała historia dotyczy nie tyle próby budowania czegoś nowego, gdzie ktoś komuś podkłada nogę. Wszystko rozbija się o formę i drogę jaką się obiera przy tym tworzeniu — czyli strzelamy z dupy i żądamy czegoś, nie rozmawiając wcześniej. Tworzymy coś nowego, co wywraca nam trochę rzeczy do góry nogami, i na co się trzeba przygotować i poświęcić czas z drugiej strony. No chociażby poprawić prawo krajowe i załatwić w papierach, żeby były podstawy do nadania autonomii. Ale zamiast o tym poinformować drugą stronę, robimy to na YOLO i żądamy uznania, pomocy i akceptacji.
I tak samo jak od żopy strony zabrano się za to w Sarmacji, tak robi się to w Dreamlandzie. Wchodząc pod skrzydła KD na krzywy ryj, w wątpliwie zgodny z prawem sposób, nie informując o tym nawet władz, a potem chcąc miejsce na mapie bo się należy, a jeżeli ktoś w Parlamencie się spyta o co tutaj chodzi, to robi się święte oburzenie i nieelegancko kończy dyskusję.
Śmiem twierdzić, że gdyby zabrano się do tego w sposób cywilizowany, to i w Sarmacji już dawno byłoby spokojnie miejsce na autonomiczną jednostkę, jak i ewentualnie w Dreamlandzie Parlament zatwierdziłby to bez obiekcji i niesmaku.
Problemem nie jest to, że się komuś uniemożliwia działanie. Problemem jest sposób w jaki się zaczyna wszelkie inicjatywy. Nie można mieć pretensji do dziewczyny że zlała nasze zaloty, jeżeli rozegraliśmy ją w ten sposób, że podchodzimy do niej przy barze, bierzemy za dłoń i od razu wsuwamy pierścionek i zapraszamy do mieszkania na noc, chociaż nawet nie przedstawiliśmy się. A jak ona łaskawie spyta o imię, rzucamy się jak padalce i mówimy jej, że jest głupia i na nas nie zasługuje. Niestety, ale tak w większości wyglądają wszelkie gównoburze na podobny temat, gdzie rozchodzi się o pewną autonomię względem władz centralnych.
Przecież jeżeli ktoś podejdzie do tego w normalny sposób, napisze do władz, przedstawi pomysł i poprosi o poparcie, to z reguły dostaje. Akurat w tym momencie w Sclavinii tworzone są zręby nowej jednostki, z którą nie było problemów nawet o dodanie nowej wyspy na mapie. A w przypadku Eislar, dostaliśmy gotową konstytucję gdzie była mowa przykładowo o obywatelstwie bądź zezwoleniu na pobyt na terenie nowego państwa. Brak papierów — wypad z terytoriów. Z terytoriów, a mówiąc bardziej precyzyjnie i burząc imersję — z działu na forum, którym to forum zarządzają inne osoby i które ma własne prawo, gwarantujące swobodę przemieszczania się (!!)
Nie jest niczym dziwnym, że właśnie te osoby, do których forum w jakiś sposób należy, i które nim administrują, sceptycznie podchodzą do próby wchodzenia im w paradę i robienie samowoli.
Ale i to nie przeszkodziło w tym, żeby władze Baridasu próbowały zorganizować istnienie nowej jednostki. 9 sierpnia — Wicekról Baridasu informuje, że robi właśnie nowy "kącik" na FC przeznaczony dla Eislar. I co? I 12 sierpnia mamy akt wypowiedzenia posłuszeństwa, bo poszło o to, że Wicekról Baridasu podziękował w imieniu władz prowincji, za zaproszenie dla AZUL — które mieści się na terenie Baridasu.
Cała ta komedia z Eislar to przykład jak nie załatwiać czegokolwiek. Widzę, że po przybyciu do Dreamlandu, zaczęło się budować wymarzoną krainę w bardzo podobny sposób co wcześniej w Sarmacji. Jestem niezmiernie ciekawy jak skończy się w tym przypadku.
Artykuł jaki tu komentujemy, jest niestety napisany nieobiektywnie. Analizuje on tylko jedną stronę sporu — czyli tych "młodych pełnych zapału", a te stare, zabetonowane mikronacje, to wiadomo że na pewno są złe, a jeżeli nie klękają do miecza, to zapewne jest to objaw paranoi.
No niestety tak nie jest. Na szczęście w Dreamlandzie też nie stracili jeszcze rozumu i godności człowieka. Chcą mieć porządek w papierach i prawie krajowym, stąd załatwienie inkorporacji w sposób zgodny z Kartą Konstytucyjną, gdzie podczas debaty można przetestować zapał i podejście inicjatora zarówno do własnego pomysłu, jak i do kraju goszczącego i jego władz czy mieszkańców.