Strona 2 z 2

Re: 3/2012 [DEBATA] - Ustrój terytorialny Królestwa (do 29.0

: 29 sie 2012, 22:51
autor: Edward I Artur
Wysoka Rado,

Dziękuję za wypowiedź JE de Joustinowi, mimo Jego problemów zdrowotnych.

Również poprzez JE de Joustina otrzymałem informację, że JE de la Vega przygotowuje swoje wystąpienie offline ze względu na problemy z dostępem do Sieci. Jak zrozumiałem, przedstawi swoje stanowisko jutro (tj. w czwartek). Wicepremier dołączył do listy już w trakcie trwania debaty, przez co nie miał okazji uczestniczyć w niej na bieżąco.

Uznaję te okoliczności za sytuację wyjątkową i przedłużam debatę jeszcze o jeden dzień, do 30 sierpnia. Kolejnych zmian terminu zakończenia debaty już nie przewiduję. Jeśli którykolwiek z członków Wysokiej Rady ma jeszcze zamiar złożyć swoje oświadczenie, proszę uczynić to do północy z czwartku 30.08 na piątek 31.08.

(-) E. A. Krieg

Re: 3/2012 [DEBATA] - Ustrój terytorialny Królestwa (do 29.0

: 30 sie 2012, 16:41
autor: Daniel von Witt
Wasza Królewska Mość,
Wasze Królewskie Wysokości,
Panie Premierze,
Członkowie Rady,

na wstępie chciałbym podziękować Panu Premierowi za włączenie mnie do zaszczytnego grona członków Rady przez mianowanie wicepremierem. Dziękuję za zaufanie, którym mnie Wasza Ekscelencja darzy. Waszej Królewskiej Wysokości Edwardowi Arturowi zaś dziękuję za przedłużenie debaty na moją prośbę złożoną za pośrednictwem Jego Książęcej Mości Martina markiza de Joustina. Jednocześnie przepraszam za tę zwłokę. Codziennie przez kilkanaście minut krzątałem się na forum, zaglądając tutaj tylko by poczytać wypowiedzi członków Rady, decydując się zabrać głos na sam jej koniec.

Mówiąc już o uczuciach na wstępie pragnę podkreślić, że służba Jego Królewskiej Mości i co znamienne dla mojej całej wypowiedzi – także Jego Książęcej Mości, jest ogromnym zaszczytem, co odbieram z dużą satysfakcją, ponieważ mogę, mniej więcej, robić to co lubię. Na zasadnicze pytanie o zniesienie prowincji odpowiadam zgoła inaczej niż wszyscy moi przedmówcy. Jestem temu przeciwny. Wprowadzam taki kontrast na początku mojej wypowiedzi ze względu na to, że mimo swoich poglądów jestem gotów przyjąć wolę większości bez gróźb odejścia z Dreamlandu, jak tutaj członkowie Rady już o tym wspominali. Jednak jak nie odejdę z Królestwa, tak moje przybycie do Dreamlandu było związane z sympatią do prowincji, w której zamieszkałem, a w drugiej kolejności do Królestwa. Jeszcze wówczas była to Furlandia – bynajmniej w sensie technicznym, co może mylić odwiedzających nas użytkowników, skoro taka prowincja nie istnieje. Niemniej jednak ustanowione palatynaty w obrębie Unii Saudadzkiej są w zasadzie dawnymi prowincjami. Bardziej jestem związany z rodzinną Furlandią niż Luindorem, więc zjednoczenie – tak jak widać na stronie głównej i tak jak widać w praktyce – jest dość iluzoryczne i jedynie oficjalne. To stwierdzenie zasadnicze, ponieważ reforma proponowana tutaj może mieć taki wydźwięk.

Rozważają członkowie Wysokiej Rady szczegóły jakby tworząc nową Konstytucję czy ustawy. Póki co pominę te pomysły, gdyż zestawię je wprost z moimi. Ja natomiast zadaję sobie pytanie o nasze atuty. Dla mnie jednym z niewielu mocnych stron Królestwa są prowincje. Ludzie szukają być może w mikroświecie miejsca, gdzie będą „królem” na swoim malutkim nawet podwórku, otrzymując tytuły szlacheckie wraz z możliwością sprawowania określonego władztwa nad danym terytorium będącym częścią większej różnorodnej całości. Mnie właśnie to tutaj przygnało i nie liczyłem, że tak jak powiedział Jego Książęca Mość Martin markiz de Joustin, będę podkradany do stolicy Królestwa. Pan Premier wysoce mnie wówczas zaskoczył swoją propozycją z lipca. Zgodziłem się objąć tekę MSW, a Książę otrzymał ode mnie zapewnienie, że szczebel federalny mnie nie pochłonie. Więcej uwagi i energii poświęcam sprawom prowincji niż rządzeniu w MSW. Jednak obie funkcje staram się wykonywać starannie. Cieszy mnie budowa systemu władzy w Unii Saudadzkiej, mamy Księcia na czele, Domenę Książęcą, palatynaty, marchie – każdy ma coś „swojego” czym się może zajmować dla dobra ogółu. Dodatkowo jeszcze jest szereg miast, którymi można tasować dowolnie. Ta cała różnorodność jest tym, za czym, większość z członków Wysokiej Rady będzie tęsknić i ubolewa, że „musi” znieść tą różnorodność. Miał rację JKW przytaczany w wypowiedzi Jego Książęcej Mości Martina de Joustina, że patrzymy w przeszłość. Ale też nie do końca. Patrzymy w przeszłość widząc jak nasze państwo się zmniejsza i sami chcemy je zmniejszać nadal. Jest to jeden trend w dół. Skupienie się nad tym co możemy zaoferować nowicjuszom, być może takim jak ja – szukających sobie miejsca gdzieś w prowincjach, z których łapczywie szczebel federalny wyciąga każdego kogo może, a później hula tam wiatr, schodzi na dalszy plan. Na szczeblu federalnym zaś dyskusje, sprzeczki i próby tworzenia czegoś, z czym z kolei znów ktoś się nie godzi powoduje, że niewiele nowego powstaje – mówię na konkretnym przykładzie systemu gospodarczego, na którym krew wylali już niejedni. Nic to nie dało. Królestwo w tej materii jak stało odłogiem tak stoi pozbawiając się jedynie w międzyczasie kilku lub kilkunastu obywateli-działaczy (!) Mam wielką nadzieję ten stan rzeczy zmienić i plany, jak to robić. Stosowne działania podjąłem. Jednak czy nie lepiej było kiedyś dać ludziom wolną rękę i „rozpuścić” ich po prowincjach zamiast ścierać zęby na systemie gospodarczym, który nie powstał a tylko zniechęcił do tej idei wielu „Starogwardzistów”.

Punkt ciężkości władzy znajduje się po stronie federalnej, której część organów jest zbyteczna. Wolałbym być „królem” na podwórku lokalnym niż debatować przykładowo w Izbie Poselskiej, do której namawiano mnie, bym startował. Jednak jeśli już coś miałbym likwidować to właśnie Izbę Poselską. Wysoka Rada z powodzeniem zastąpiłaby ją, jak widać także przez aktywność obu organów, nad czym członkowie Rady ubolewają. Tak znamienite grono członków Rady wystarczyłoby do stanowienia prawa łącząc w sobie funkcje obu izb parlamentu, który jak widać nie sprawdza się. Z moich obserwacji wynika mała aktywność Izby Poselskiej. Ustawy leniwie przez nią wędrują, a nie wiem czy jakaś zrodziła się w niej samej. Znów mam tu przykład – budżet. Do jutra trwa głosowanie a cała procedura szła jak krew z nosa. Na ramieniu wrzesień – koniec kadencji i koniec okresu budżetowego budżetu, który jeszcze nie jest przyjęty. Zgroza. Rada Królestwa o przyjęciu budżetu na ten okres już dawno by zapomniała, bo jest o wiele żywotniejsza. I z pewnością nie miałoby na to wpływu czy MSW byłoby obsadzone. Jeszcze zanim by mnie powołano budżet mógłby być przyjęty. W Radzie pracują znamienite osobistości i wierzę, że by tak właśnie było.

Ludzie powinni pracować na swoich lokalnych podwórkach, czując autonomię i brak obciążeń federalnych machin proceduralnych i wielkiej gry politycznej. Zaraz powiedzą Państwo, że temu służyć będą miasta i wioski. Możliwe. Wydźwięk tych zmian jednak jest taki, że drenaż poziomu lokalnego będzie zawsze. Nic prowincje lub miasta nie dostaną w zamian. Nie ma pomocy, nie ma delegacji ludzi w teren. Federalny odkurzacz nie ma wyłącznika. Zastanowić się można nad tym, co tak naprawdę Dreamlandczyków ściągało do Dreamlandu – prowincje czy Królestwo? Trudno mi spekulować, ale ciekaw jestem jakie byłyby wyniki takiej sondy. Nastroje wypowiedzi członków Wysokiej Rady są w tonie: jest nas mało – zmniejszymy państwo POD NAS. Ja zastanawiam się zaś: jest nas mało – upiększajmy i porządkujmy to co posiadamy, w tym właśnie prowincje, by było nas więcej. Ciekawym spojrzeniem na sprawę byłoby też rozejrzenie się jak inne nacje radzą sobie w zależności od tego czy są federacjami czy państwami unitarnymi.

Podsumowując powyższe w odniesieniu do wypunktowanych przez Jego Królewską Wysokość Edwarda Artura założeń uchwały:

1. Jestem przeciwny likwidacji federacyjnego podziału administracyjnego Królestwa, gdyż uważam że pozbawimy się w ten sposób jednego z naszych atutów, jakim są różnorodne politycznie i kulturowo prowincje. Świadomość, że jest to nasza zaleta nie pozwala mi popierać pozbycia się jej. Zgadzam się natomiast co do konieczności przeprowadzenia reform. Nie powinny one jednak zmierzać w tym kierunku. Sytuacja demograficzna wymaga poprawie przez zniesienie dublujących się federalnych organów władzy oraz nasilenia działań promocyjnych połączonych z jednoczesnym poprawianiem wizerunku każdej z prowincji.

2. Kwestia miast wymaga regulacji oddolnej. Prowincje decydowałyby o tym, które z nich zamykać, a które podtrzymywać z jednoczesnym wyróżnianiem tych, którym się wiedzie przez nadawanie praw miejskich, herbów, gwarancji finansowania i promocji na mapach Królestwa. Przykładem jest prawo o miastach, obowiązujące w Zjednoczonym Księstwie od 26 sierpnia. Proponowana mieszanina pozostawiania symboliki miast/ceremoniału/tytułów/palatynatów w „proponowanym Dreamlandzie” to wyraz, że członkom Rady trudno też pogodzić się z własnymi propozycjami.

3. Propozycje zbliżone do prawa o miastach w Unii Saudadzkiej. Zasadniczo zgadzam się z nimi podtrzymując zdanie z punktu poprzedniego. Szczegóły wynikają z tego, czy patrzy się na miasto przez pryzmat unii lub federacji i na tym etapie rozważań je pomijam.

4. Konstytucja wymaga zmiany, ale nie w części dotyczącej prowincji a Izby Poselskiej. Izba Poselska powinna być zlikwidowana. Jest zupełnie niepotrzebna właśnie z uwagi na kryzys demograficzny. Parlament powinna stanowić cała szlachta zwoływana przez Króla doraźnie, wtedy, gdy byłaby potrzebna. Wynika to z faktu, że liczba podejmowanych ustaw i inicjatyw ustawodawczych przez posłów nie jest oszałamiająca. Organ jest zbyteczny. Można go także zastąpić Radą Królestwa, a Rząd Królewski zobligować konstytucyjnie do wspierania prowincji. Markiz Panevnick chciał po swojemu poprowadzić Satrinę. Pukając do drzwi namiestnika Morlandu nie zastał go. Rząd też nie pomógł bo nie wiedział, że markiz chce objąć to miasto. Czy MSW będzie w przyszłości mieć realną kontrolę nad każdym miastem? Czy obładowanie MSW dodatkowymi obowiązkami patrząc, że resort ten pozostaje często jednym z bardziej zapuszczonych, i upewnianie obywateli, że miasta będą przezeń zarządzane nie jest przesadzone? Wspomniany JE Panevnick częściowo na pewno ma rację – zawiadujemy państwem fasadowym, mogę dodać – na kartach postawionym, wiedząc, że asów w rękawie brak, a wokół hula wiatr. Boli nas mała liczba zalet a nie prowincje, które są jedną z tych nielicznych właśnie.

Mój głos jest zatem Państwu już znany. Formalnością będzie oddanie go.

(-) Daniło de la Vega
Wicepremier, Minister Spraw Wewnętrznych

Re: 3/2012 [DEBATA] - Ustrój terytorialny Królestwa (do 29.0

: 30 sie 2012, 20:35
autor: Edward Ebruz
Daniło de la Vega pisze: Federalny odkurzacz nie ma wyłącznika. Zastanowić się można nad tym, co tak naprawdę Dreamlandczyków ściągało do Dreamlandu – prowincje czy Królestwo? (...) Ciekawym spojrzeniem na sprawę byłoby też rozejrzenie się jak inne nacje radzą sobie w zależności od tego czy są federacjami czy państwami unitarnymi.
Prawdopodobnie większość z nas zgodzi się z tymi słowami, choć zapewne inaczej wartościujemy opisywane tu zjawisko. Drenaż mózgów jest nieunikniony i w obecnych warunkach konieczny. Kołdra jest za krótka. Nie demonizowałbym tego procesu. Nie w obecnych warunkach.

Uwaga, podaję garść sucharów. Gdy trafiłem do Królestwa, przez kilka pierwszych miesięcy w ogóle nie miałem świadomości, że istnieje jakaś centralna lista dyskusyjna. W zupełności wystarczał mi ruch generowany w moim rodzimym Weblandzie i informacje spływające z trzech czy czterech istniejących wówczas tytułów prasowych. Wakaty w radach miejskich były czymś normalnym i zrozumiałym – jako takie miasta stanowiły elektryzujące wyzwanie, odstraszały jedynie tych, którzy pomylili mikronację z grą komputerową. Zresztą, w tamtym czasie trudno było pomylić mikronację z czymkolwiek. Było jednak coś jeszcze, co ułatwiało koncentrację na sprawach lokalnych: anarchia na poziomie centralnym, brak aktywnego monarchy (w trakcie pierwszego roku mojej obecności w KD król pojawił się co najwyżej trzykrotnie), fatalna kondycja rządu centralnego. W takich warunkach w czerwcu i lipcu 2001 r. powstały pierwsze projekty przekształcenia Dreamlandu w państwu federalne: silne prowincje dążyły do usankcjonowania status quo. I ostatecznie nastąpiło to, jak pamiętamy, w sierpniu 2001 r. Ustrój terytorialny Królestwa ufundowany został na asymetrii między słabszą centralną a dynamicznymi prowincjami - zwł. Weblandem i Solardią. Dzisiaj sytuacja się odwróciła.

W trakcie trwania niniejszej debaty przyjrzałem się sytuacji w dziesięciu innych mikronacjach: w Sarmacji, Al Rajn, Trizondalu, Skarlandzie, Surmenii, Elderlandzie, Austro-Węgrzech, Nordii, Wandystanie i Scholandii. To wszystko federacje lub państwa z silnymi autonomiami regionalnymi, dysponującymi własnymi rządami. Tam, gdzie sięgano po rozwiązania unifikujące, po kilku miesiącach z ulgą wracano do stanu poprzedniego. Wydaje się, że tym, czego mikronauci szukają w państwie internetowym, jest własna nisza, którą mogliby zarządzać wedle własnego uznania, choćby nie mając ku temu żadnych zdolności.

Wrócę do postawionej w projekcie uchwały tezy, jakoby „czas na łączenie prowincji już minął”, a która przedwcześnie zniechęciła mnie od udziału w tej debacie. W sposób milczący przyjmujemy bowiem, że obecna liczba obywateli Królestwa, szacowana przeze mnie na ok. 25 osób, jest wartością w najlepszym razie stałą, względnie z tendencją do bardzo powolnego spadku. Te statystyki znamy zresztą na pamięć. Na obecnym poziomie utrzymujemy się od drugiej połowy 2009 r. Nie wiem, czy dla Ministra Spraw Wewnętrznych będzie to informacja krzepiąca czy raczej niepokojąca. Z tych 25 mniej więcej dwadzieścia nie robi w Królestwie dosłownie nic, przy czym w zależności od kwartału dochodzi do pewnych przetasowań: któryś z emerytów wskakuje na stanowisko namiestnika lub sięga po mandat posła, by po kilku miesiącach wrócić do bezczynności. Bezczynności, dodajmy, wymuszonej bezczynnością pozostałej reszty. W ogólnym bilansie liczby pozostają jednak bez zmiany.

Gdyby przyjąć proponowaną w uchwale brzytwę Ockhama i pozbyć się zbędnych synekur w administracji krajowej i federalnej, wypadałoby poprzestać na trzyosobowym rządzie centralnym i dobrym informatyku, który raz na jakiś czas będzie doglądał skryptów. W tym sensie markiz Panevnick ma oczywiście rację. Ciąć przy samej dupie, cały czas trzymając tasak w pogotowiu.

Tymczasem warunkiem przetrwania Dreamlandu jest właśnie odwrócenie tego trendu – poprzez promocję, atrakcyjny tutorial i sprawniejszy mechanizm zatrzymywania nowych obywateli. Powinniśmy ponownie zacząć myśleć w kategoriach Dreamlandu 50- lub 75-osobowego, jakkolwiek utopijne wydaje się dziś to myślenie. W przeciwnym razie pozostaje nam frustrujący masochizm prowadzący do amputacji kolejnych kończyn, byleby tylko główny korpus zdołał utrzymać równowagę. Obawiam się, że likwidacja prowincji i "zamknięcie" miast szybko sprowadziłaby nas do poziomu mikronacji 7-osobowej, bo właśnie tyle obsadzonych etatów wystarczy, by maszynka pozostała w ruchu. Operacja "dostosowania Dreamlandu do realiów demogaficznych" byłaby, w moim odczuciu, zgodą na nieodwracalne skarlenie Królestwa, które ugrzęzłoby na poziomie kilkuosobowej Nordii, Skarlandu czy Surmenii, które od lat na próżno próbują wybić się choćby do naszego poziomu. Spróbujmy zastanowić się, jak zaktywizować 85% bezczynnych obywateli, nie skazując ich jednak na ogłupiającą robotę namiestnika na bezludnej wyspie.

Zacznę od pewnej deklaracji. Nie wierzę w sens likwidacji prowincji, ponieważ nie dostrzegam zalet takiej rewolucji. Owszem – spokojniejsze będą sumienia obecnych Namiestników, gdy zdejmiemy z nich ciężar odpowiedzialności za te bezludne kontynenty. Zgadzam się z ogólnymi uwagami Wicepremiera: taka liposukcja oznaczałaby spadek atrakcyjności Królestwa w oczach potencjalnych i najmłodszych stażem obywateli, dla których podstawowymi wartościami są lokalny koloryt i możliwość samorealizacji w takiej czy innej roli – każdy chce być księżniczką lub przynajmniej burmistrzem.

Swego czasu optowałem na rzecz aktywniejszego wykorzystania instytucji nadań ziemskich. Mamy w Dreamlandzie kilka marchii, ale to wszystko leży odłogiem, jakby pozbawione dostatecznej racji istnienia. Może warto byłoby, kosztem uszczuplenia życia publicznego na poziomie federalnym, zastanowić się nad rozwiązaniem, w ramach którego dreamlandzcy arystokraci otrzymywaliby, wraz z kolejnymi nobilitacjami, określoną ziemię, nad którą przejmowaliby pieczę – w sensie administracyjno-informatycznym. W ich skład wchodziłoby najwyżej jedno miasto, las, jakaś rzeka, kopalnia. Idealny punkt wyjścia do rozwoju przemysłu na małą skalę.

Zakładam, że z czasem doprowadziłoby to do wykształcenia swoistej rywalizacji między poszczególnymi marchiami, rywalizującymi nie tylko o nowych obywateli, ale i na płaszczyźnie gospodarczej. W takich warunkach faktycznie można było zastanowić się nad przekształceniem Dreamlandu w państwo unitarne – zamiast pięciu prowincji ze skazanymi na bezczynność i frustrację namiestnikami, pięć historycznych regionów, zaludnionych kilkunastoma marchiami powierzonymi opiece arystokratów, którzy dziś umierają z nudów. Można byłoby to zgrać z polityką rodową – jak w Sarmacji – regulując kwestię powstawania wielkich rodzin herbowych, które zarządzałyby takimi marchiami, ułatwiając i jednocześnie zachęcając do łączenia sił na terenie takiej małej ojczyzny. Niech Kriegowie rywalizują z Shakurami i Buurenami w Surmali czy Furlandii, a Vermeerowie z Rubensami w Morlandzie. Ja sam chętnie zaangażowałbym się na rzecz jakiegoś skrawka Weblandu, nawet jako zarządca młyna, jeśli tylko lokalnym landlordem byłby ktoś ze świeżą głową i paliwem na kolejny rok działania.

Wymagałoby to odkurzenia Heroldii i poważnego potraktowania sprawy herbów - jak to miało miejsce jeszcze 2-3 lata temu. Odtworzenia rodów, które leżą dziś w gruzach. Ogłośmy, jak to zrobił reaktywowany Hasseland, że Królestwo czeka na specjalistów wszelakiej maści, oferując zasłużonym obywatelom ziemię w najstarszej mikronacji i możliwość tworzenia własnych folwarków i manufaktur. To się musi udać - bo tam się udało, choć wspomniany Hasseland nie dysponował na starcie nawet ułamkiem naszego potencjału. Nawet do gburowatej i hermetycznie zamkniętej Scholandii zawitało paru gości z Ciprofloksji i Trizondalu, oferują swoją pomoc i zaangażowanie, w zamian za namiastkę prestiżu pracy na rzecz wiekowej mikronacji.

Sfeudalizujmy Królestwo.

Re: 3/2012 [DEBATA] - Ustrój terytorialny Królestwa (do 29.0

: 30 sie 2012, 21:47
autor: Edward I Artur
Wysoka Rado!

Dziękuję za przedstawienie ostatnich już stanowisk w debacie. Nie powinienem może składać podobnych oświadczeń przed zakończeniem głosowania, ale generalnie rzecz biorąc Rada stanęła na wysokości zadania, a - jak wiem - pojawiały się o to pewne obawy. Dziękuję więc wszystkim członkom, którzy zabrali głos i przedstawiali swoje zdanie w jej trakcie.

Rozczarowało mnie tylko w pewnym stopniu, że jedyne głosy przeciwne kierunkowi proponowanemu przez Jego Królewską Mość padły ostatniego dnia debaty (zresztą przedłużanej dwukrotnie).
To w konsekwencji, jak się wydaje, uniemożliwiło rzeczową dyskusję nad propozycjami nie idącymi w sukurs wystąpieniu Jego Królewskiej Mości. W przypadku Ekscelencji de la Vegi powód jest prosty - premier zgłosił go do Rady jako wicepremiera wieczorem 26 sierpnia, a on sam potrzebował pewnego czasu, by przygotować się do obszernej odpowiedzi. Żałuję jednak, że premier Rządu Królewskiego zdecydował się wypowiedzieć we własnym imieniu wieczorem w dniu, na który zostało zarządzone ostateczne zamknięcie debaty. Ekscelencja Premier pisze, że zniechęciły go do udziału słowa, jakoby "czas na łączenie prowincji już minął". Proszę wybaczyć taką chronologiczną precyzję, ale - o ile się nie mylę - te słowa padły po raz pierwszy 26 sierpnia, czyli 7 dni po rozpoczęciu debaty. Zresztą, nawet gdyby padły wcześniej, debata w Radzie ma umożliwiać członkom tejże Rady przedstawianie swojego zdania i dyskusję. Każdy z członków miał na to 11 dni. Liczę, że następnym razem żaden z członków nie będzie tak nieśmiały i zdecyduje się włączyć w dyskusję wcześniej, nawet jeśli ma inne zdanie niż prezentowane przez większość.

Przedstawię projekt uchwały - przy czym, oczywiście, oświadczenia JE de la Vegi i JE de Brolle'a modyfikują spodziewaną arytmetykę głosowania. Żałuję, że ich wizji Królestwa nie będziemy już mieli czasu na tym forum przedyskutować tak, jak by na to zapewne zaśługiwały.

W obecnej sytuacji nie przejdziemy od razu do głosowania, ale wyłożę pełen tekst projektu uchwały do składania zastrzeżeń. Wydłuży to po raz kolejny procedurę, ale - jak widać - przedłużeń nigdy dość.
Zastrzeżenia złożyć będzie można w dniach 31.08-02.09. W poniedziałek 03.09 zostanie zarządzone głosowanie, które potrwa do środy 05.09. Termin na oddawanie głosów jest krótki, ale ufam, że uda się Panom zagłosować, skoro znają termin na kilka dni przed.

(-) E. A. Krieg
Przewodniczący Rady

Re: 3/2012 [DEBATA] - Ustrój terytorialny Królestwa (do 29.0

: 30 sie 2012, 22:15
autor: Pavel Svoboda
Daniło de la Vega pisze:Dla mnie jednym z niewielu mocnych stron Królestwa są prowincje. Ludzie szukają być może w mikroświecie miejsca, gdzie będą „królem” na swoim malutkim nawet podwórku, otrzymując tytuły szlacheckie wraz z możliwością sprawowania określonego władztwa nad danym terytorium będącym częścią większej różnorodnej całości.


Punkt widzenia Pana de la Vegi jest bardzo cenny, bo w przeciwieństwie do wielu z nas nie patrzy on na Dreamland przez filtr historii. Jest to punkt widzenia, który mają zapewne również odwiedzający Dreamland przybysze, których próbujemy przyciągnąć.

Jeśli obietnica zarządzania własnym miastem nie brzmi wystarczająco kusząco, nie widzę problemu, by nazwać te miasta jakoś inaczej: marchie i palatynaty mają w ostatnich latach w naszym Królestwie nośność. Zachowajmy więc reformę w formie zaproponowanej przez Jego Królewską Mość, a jedynie zastąpmy miasta marchiami - każda z jednym miastem.

Kluczem są, myślę, słowa Jaśnie Oświeconego Markiza de Joustina, że prowadzenie prowincji jest obecnie pracą dla samego siebie. To nie musi być koniecznie czymś złym, pod warunkiem, że wpiszemy to w definicję naszych jednostek administracyjnych. W takim scenariuszu zrezygnujemy z pięciu prowincji, które stały się już parę lat temu ciężkim i nieprzyjemnym obowiązkiem, a zastąpimy je dokładnie taką liczbą jednostek (marchii, palatynatów, miast - jak zwał, tak zwał) ile jest aktualnie osób, które w prowadzeniu własnych włości znajdują przyjemność. Może będzie ich dwie, a może będzie ich więcej niż pięć. Jeśli dobrze zrozumiałem, taki jest też postulat Jego Wysokości Premiera.

Jednak jeśli już coś miałbym likwidować to właśnie Izbę Poselską. Wysoka Rada z powodzeniem zastąpiłaby ją, jak widać także przez aktywność obu organów, nad czym członkowie Rady ubolewają. Tak znamienite grono członków Rady wystarczyłoby do stanowienia prawa łącząc w sobie funkcje obu izb parlamentu, który jak widać nie sprawdza się. Z moich obserwacji wynika mała aktywność Izby Poselskiej. Ustawy leniwie przez nią wędrują, a nie wiem czy jakaś zrodziła się w niej samej. Znów mam tu przykład – budżet. Do jutra trwa głosowanie a cała procedura szła jak krew z nosa. Na ramieniu wrzesień – koniec kadencji i koniec okresu budżetowego budżetu, który jeszcze nie jest przyjęty. Zgroza.
Zbaczamy z tematu, ale muszę zareagować, ponieważ czuję się powyższym skrzywdzony. Wszystkie ustawy przyjęte przez Izbę poselską kończącej się kadencji z wyjątkiem jednej - budżetu właśnie - zrodziły się w Izbie, tj. były projektami poselskimi. Wszystkie trzy projekty ustaw, których byłem autorem, zrodziły się w jeden, maksymalnie dwa wieczory i trafiały bezpośrednio pod obrady Izby. Jedynie Rząd Królewski pracował nad projektem ustawy budżetowej od 7 lipca do 9 sierpnia, czyli pełen miesiąc. Nie mówię tu o zbieraniu danych finansowych, bo to 7 lipca było już w większości gotowe. Mówię o samym przygotowywaniu tekstu projektu, który, jak się potem okazało w trakcie debaty w Izbie, był pełen elementarnych błędów. Stwierdzenie więc, że standardowy tydzień debaty + tydzień głosowania w Izbie to jak krew z nosa i zgroza jest wyjątkowo niesprawiedliwe.

Re: 3/2012 [DEBATA] - Ustrój terytorialny Królestwa (do 29.0

: 30 sie 2012, 22:42
autor: Marcin Mikołaj
Wysoka Rado,
Pavel Svoboda pisze:Kluczem są, myślę, słowa Jaśnie Oświeconego Markiza de Joustina, że prowadzenie prowincji jest obecnie pracą dla samego siebie. To nie musi być koniecznie czymś złym, pod warunkiem, że wpiszemy to w definicję naszych jednostek administracyjnych. W takim scenariuszu zrezygnujemy z pięciu prowincji, które stały się już parę lat temu ciężkim i nieprzyjemnym obowiązkiem, a zastąpimy je dokładnie taką liczbą jednostek (marchii, palatynatów, miast - jak zwał, tak zwał) ile jest aktualnie osób, które w prowadzeniu własnych włości znajdują przyjemność. Może będzie ich dwie, a może będzie ich więcej niż pięć. Jeśli dobrze zrozumiałem, taki jest też postulat Jego Wysokości Premiera.
Mówiąc o tym, iż nie widzę sensu pracy samego dla siebie nie wskazuję na to iż nie mam ochoty ani przyjemności z pracy na rzecz swojej prowincji - satysfakcja jest, problem w tym, że cokolwiek się nie robi, to niestety jest to w pewien sposób bezcelowe - chyba każdemu z nas chodzi o to, aby Królestwo stanęło na nogi.

Problem nie tkwi także w samych prowincjach - to jak piszemy, to jak odpowiadamy na propozycje, czy wreszcie to jak funkcjonujemy często odpycha mieszkańców od czynnego uczestnictwa w życiu Królestwa. Nie mam zamiaru wskazywać na nikogo palcem, jednakże nie raz spotkałem się z pewnego rodzaju żalem ze strony obywatela, który usiłując "pobawić się" w Królestwo przedstawia swój pomysł/projekt do realizacji, jednakże jest bardzo szybko przez "starszych" sprowadzany na ziemię i subtelnie, z siłą szarżującego nosorożca wciskany w ziemię. Niestety pojawia się to bardzo często. Nie możemy oczywiście przyzwalać na wszystko, jednakże kiedy pojawia się ktoś z pomysłem ożywienia tego czy owego, choć teoretycznie nie ma to dla mikronacji żadnego znaczenia to należy pozwolić takiej osobie na realizację swojego projektu, czy to będzie kolejka wodna, tramwaj, marynarka wojenna, czy usługi krawieckie, to jeżeli tylko komuś sprawi to przyjemność, niech tworzy, mimo iż nie ma to dla Królestwa większego znaczenia - taka osoba zaciekawi się, zachęci, tymczasem bardzo często obserwuję na forum odpowiedzi w stylu "to się nie sprawdzi", "takie rzeczy nie są wskazane w mikronacjach", "tutaj życie jest inne" - skoro Dreamland nie ma granic, poza naszą wyobraźnią to dlaczego zakazujemy/nie przyzwalamy na takie działania? Może nie wprost, ale zawsze pobocznie zniechęcamy takimi odpowiedziami.

Jako Namiestnik mówię co słyszę, co czytam - nie wypowiadam się w kwestiach pomysłów wprost na forum, bo zawsze twierdziłem, że jest to kwestia delikatna, należy kanałem prywatnym wskazać co można ewentualnie zmienić, poprawić, ulepszyć, aby pomysł był bardziej dobrany, jednakże jeżeli tylko ktoś ma ochotę "dopiąć swego" z konkretnym pomysłem, nie staje na drodze, a daje wolną rękę.

Dwa akapity, to w sumie dygresja, zawsze zachowuję to dla siebie, ale czas chyba powiedzieć, może nie wytknąć, ale wskazać jakie błędy są często popełniane przez tak doświadczonych obywateli Królestwa i przyczyniają się do niestety rezygnacji z zabawy.

(-) Martin markiz de Joustin
JAŚNIE OŚWIECONY

Re: 3/2012 [DEBATA] - Ustrój terytorialny Królestwa (do 29.0

: 30 sie 2012, 23:45
autor: Edward I Artur
Wysoka Rado!

Projekt uchwały poniżej. Proszę o zgłaszanie zastrzeżeń w tym wątku; pozostanie on otwarty do 02.09. Po tym terminie, jak wspomniałem wcześniej, głosujemy.

W porównaniu do założeń projekt został uzupełniony przede wszystkim o element feudalizacji, zgłoszony przez JE de Brolle'a. Jakkolwiek nie osiągniemy zapewne pełnego porozumienia, liczę, że projekt uchwały jest możliwy do zaakceptowania dla zdecydowanej większości członków Rady.

(-) E. A. Krieg, RS.

--> PROJEKT <--

Uchwała Rady Królestwa
z dnia ___

w sprawie reformy ustroju terytorialnego Królestwa

Rada Królestwa została zapytana przez Jego Królewską Mość Artura I Piotra o jej opinię co do celowości i kierunku reformy ustroju terytorialnego Królestwa.

Po przeprowadzeniu ożywionej debaty z udziałem Jego Królewskiej Mości Rada Królestwa:


I. Zwraca uwagę, że sytuacja kadrowa i demograficzna wymaga głębokich reform ustroju terytorialnego Królestwa. Rada w ogólności akceptuje przedstawiony przez JKM kierunek reform, zmierzający do likwidacji federacyjnego podziału administracyjnego Królestwa. Rada zaznacza przy tym, że dotychczasowe prowincje powinny pozostać nadal wydzielone jako krainy historyczno-ceremonialne. W takim stanie rzeczy namiestnik koronny mógłby pozostać tradycyjnym tytułem podobnym do tytułu palatyna.

II. Podkreśla, że wraz ze zmianą ustroju terytorialnego reformie poddane powinny zostać również miasta. Dotychczasowe miasta powinny zostać starannie zarchiwizowane i zamknięte, przez co rozumieć należy przeniesienie w miejsce, gdzie każdy będzie mógł uzyskać do nich dostęp jako do archiwaliów. Rada pozostawia bez rozstrzygnięcia kwestię, czy pozostawiać dotychczasowe miasta-stolice prowincji, czy też zastosować do nich tę samą procedurę weryfikacji-zamknięcia-archiwizacji.
Rada sugeruje, by po reformie każdy mógł zostać zasadźcą wioski i prowadzić ją zgodnie ze swoją wolą. Wioski te nie byłyby one nanoszone na oficjalne mapy Królestwa, aby ich zniknięcie nie powodowało zbytnich zaburzeń. Zasadźca udanej wioski mógłby starać się o nadanie miejscowości praw miejskich.
Zdaniem Rady optymalnym rozwiązaniem, które służyłoby rozwojowi miast, byłoby wprowadzenie dodatkowego elementu ekonomicznego, polegającego na tym, że miasta odnosiłyby korzyść finansową wprost proporcjonalną do ilości mieszkańców.

III. Kładzie nacisk na konieczność późniejszego rozpoznania potrzeb co do zmiany sposobu i kompozycji organu przedstawicielskiego, którym obecnie jest Izba Poselska. Rada, wskutek różnicy zdań, nie rozstrzyga czy zmiany powinny mieć ograniczony zakres, czy też należy dokonać głębokiej reformy i w tym zakresie. Tak czy inaczej, diagnoza powinna zostać dokonana w ramach możliwie szerokich konsultacji, przy uwzględnieniu szczegółowych rozwiązań reformy.

IV. Sugeruje aktywniejsze wykorzystanie instytucji nadań ziemskich. Rozwiązanie to polegałoby na przyznawaniu arystokratom wraz z nobilitacjami określonej ziemi, nad którą przejmowaliby oni pieczę. Zdaniem Rady byłby to idealny punkt wyjścia do tworzenia i rozwoju przemysłu na małą skalę.

--> KONIEC PROJEKTU <--

Re: 3/2012 [DEBATA] - Ustrój terytorialny Królestwa (do 29.0

: 3 wrz 2012, 17:33
autor: Edward I Artur
Wysoka Rado,

Dziękuję wszystkim za czynny udział i zamykam debatę.

Głosujemy tutaj.

(-) Edward A. Krieg, RS.