Pozwolę sobie skorzystać ten jeden raz z zapasowego klucza by polemizować z tym wystąpieniem, na ewentualne dalsze dyskusje zapraszam w inne miejsce.
Jakość obrad dzisiejszego Parlamentu, jest zauważmy - żadna. Lordom brakuje chęci aby napisać dwa zdania podsumowujące ich poparcie dla przedstawionego projektu ustawy, co jest oczywiście zaprzeczeniem sensu ich pracy w Parlamencie Królewskim, gdyż pobierają oni gażę nie tyle za mechaniczne podnoszenie ręki podczas głosowań, co za wniesienie własnego zdania do dreamlandzkiej polityki centralnej. Należy jednak wziąć pod uwagę dzisiejszą aktywność mikronacyjną ogólnie, aby dojść do wniosku, że działania według sentencji
clara non sunt intepretanda są o tyle pożądane, że dają namiastkę poczucia sprawności demokracji i myśli mikronacyjnej, co oczywiście jest uczuciem fałszywym - bo ta aktywność nie ma w sobie niczego z przedstawionych powyżej cech. Bycie w Parlamencie stało się dobrem powszechnym, a przez to zatraciło swoją elitarność. Jest tylko okazją do zmarnowania czasu rzeczywistych ustawodawców, którzy muszą procedować swoje ustawy do momentu, aż ktoś się po prostu wstrzyma, ale tego najwyraźniej pragną dreamlandczycy, dlatego kim jesteśmy aby im tego zabraniać.
Naturalnie, taki stan rzeczy może mieć miejsce tak długo, jak długo lord nie sabotuje Królestwa - bo od tego momentu wniesienie własnego zdania do debaty jest tylko grzecznością, a już koniecznością. Lord Wawrzyniak jasno wyraził swój pogląd na temat diuka Ciprofloksji jako sędziego sądu królestwa, należy tutaj dodać, że był to pogląd zupełnie inny od Pańskiego prawdziwego poglądu na sprawę.
Uchylając rąbka tajemnicy, w tym wypadku powód był prozaiczny - od października zeszłego roku starał się Pan o fotel Prezesa Sądu Królestwa i napotkał się ze "szklanym sufitem", na który składał się głównie Pański brak doświadczenia w pracy w sądzie, wszakże planował Pan wskoczenie na sam szczyt dreamlandzkiej drabinki judykatury, gdy sam nie orzekał Pan ani w Dreamlandzie, ani w żadnym innym kraju.
Oczywiście propozycja ze strony królewsko-rządowej była jasna - dać Panu możliwość zdobycia doświadczenia pod ówczesnym prezesem sądu królewskiego - propozycja nie przypadła Panu o tyle do gustu, że lubi Pan siedzieć na szczycie drabinki. Dlatego "sędzia C.", jak go Pan nazwał, stał się celem numer jeden. Nie wolno również zapominać, że przeciwko Pańskiej kandydaturze, grają nuty całkiem niedawnej przeszłości - nadużycie przez Pana narzędzi administratorskich w celu pozbycia się Karla von Schwarzengraua, naczelnego wodza sił zbrojnych ówczesnej Republiki Suderlandu oraz Gustawa II Vladerewskiego, ówczesnego Sędziego Sądu Najwyższego. Choć także pewne niefortunne z Pana strony kroki podjęte w Dreamlandzie. O dziwo dużo gorzej wpływające na dreamlandzką PZ, niż by Pan mógł przypuszczać. Oczywiście wierzymy, że były to działania podjęte w jak najlepszej wierze, ale no cóż... Mimo oczywistego pasma sukcesów w Scholandii, pewne rany się jeszcze nie zabliźniły.
Wracając jeszcze do kwestii sędziego Ciprofloksji, to należy podkreślić, że JE Diuk nie został odwołany z urzędu z powodu złamania prawa, a z powodu własnej rezygnacji. Wraz z deregulacją partii politycznych, dreamlandczycy jasno dali do zrozumienia, że pozostawiają sobie wolność zrzeszania się we wszelkiego rodzaju organizacjach. Nie mógł Pan więc wykazać złamania prawa, bo do złamania prawa nie doszło.
Natomiast kto odpowiada za paraliż państwa? Proszę nie być takim skromnym i nie kryć się ze swoim połowicznym sukcesem, wiem, że bardzo się to Panu podoba, a gdy zacznę jeszcze nieco bardziej alergicznie reagować na przypadki tzw. "bucówy" na forum, to niewiele rozrywek Panu tutaj zostanie, zresztą na własne życzenie. Niemniej jednak, niezwykle cieszy mnie, że w końcu jak Pan to ujął "coś się dzieje" i w końcu znalazł Pan czas żeby wyrazić swoje zdanie również w innych wątkach.
(-) M2, R.