Wysoka Izbo,
moje uwagi:
Konstrukcja preambuły: my, wspólnota obywateli, wraz z Królem, jest o tyle niefortunna, że sugeruje współsuwerenność Króla i wspólnoty. Trzeba też zauważyć, że zmiany Karty Konstytucyjnej w obowiązującym porządku konstytucyjnym Król nie zatwierdza, jak zwykłej ustawy, tylko ją ogłasza. Jeśli więc chcemy się odwoływać do osoby panującego monarchy, to lepiej w stylu rzymskim: „za panowania Jego Królewskiej Mości Roberta II Fryderyka…”.
Niezbyt szczęśliwą wydaje mi się przyjęta nazwa „prawa powszechne”, zważywszy, że część z nich w rzeczywistości nie ma zasięgu powszechnego, a przysługuje jedynie obywatelom. Dostrzegam w projekcie silną inspirację pierwszym rozdziałem ustawy zasadniczej RFN; sugerowałbym, aby zainspirować się także w zakresie nazewnictwa i przemianować „prawa powszechne” na „prawa podstawowe”, co trafniej odda istotę rzeczy.
Przesłanki pozbawienia obywatelstwa ujęte są nazbyt wąsko. Proponowana regulacja uniemożliwi wyłączenie ze wspólnoty osób, które zaniechały albo w ogóle nie podjęły aktywności w życiu publicznym, co w państwie wirtualnym jest koniecznością. Pod jej rządami możemy się dorobić, niczym Cesarstwo Leblandii, półtora tysiąca obywateli, z czego aktywny będzie jeden procent. Uwaga techniczna w tej samej kwestii: pozbawienie obywatelstwa na podstawie zrzeczenia się go zawiera w sobie sprzeczność; pozbawienie pewnego dobra z definicji dokonuje się wbrew woli jego dysponenta.
Ściganie, czyli jak rozumiem: wszczęcie postępowania karnego, ma na gruncie Karty wymagać zarządzenia sędziego. Prawo dreamlandzkiego nie zna instytucji sędziego śledczego, postępowanie przygotowawcze prowadzi u nas prokurator czy też minister będący jego odpowiednikiem. Wydaje mi się, że tutaj mamy do czynienia z nieprzemyślaną tzw. kalką z reala. Karta pomija z kolei typowe konstytucyjne regulacje z zakresu prawa karnego: zasadę domniemania niewinności, zasadę nullum crimen sine lege.
Zakaz stosowania cenzury prewencyjnej zdaje się niefortunny. Instytucja nadzoru jest stosunkowo mało inwazyjnym środkiem utrzymania porządku publicznego. Niejasne jest, jakie inne środki prawne miałyby zostać wyczerpane przed jej zastosowaniem. Czy powinniśmy najpierw kogoś odizolować, a dopiero w dalszej kolejności nadzorować? Byłoby to absurdem.
Artykuł dziesiąty interesujący i chyba pionierski. Rzadko która mikronacyjnej regulacja praw człowieka i obywatela podejmuje wysiłek wzięcia pod uwagę specyfiki wirtualnego państwa. Jednak i tutaj widoczne są niedociągnięcia. Zakaz przeszukania konta inaczej niż w celu ochrony przed nagłym niebezpieczeństwem oznaczałby przykładowo, że nie można sprawdzić czyjegoś konta bankowego dla ustalenia, gdzie przelał zdefraudowane środki publiczne. Albo dodrukowanie miliony (tu puszczam oko Koledze Deputowanemu de la Ciprofloksja). Kontrola parlamentarna wydaje się dziwnym pomysłem w kontekście modelu parlamentu powszechnego, na pewno zaś uniemożliwia on „kontrolę niejawną”. Ustęp czwarty natomiast stanowi superfluum; prawo do sądu przysługuje każdemu, nie tylko obywatelowi, z art. 11 Karty Konstytucyjnej.
Ochrona danych osobowych stanowi składnik ochrony prywatności i zdaje się zbędne jej osobne wyszczególnienie. W każdym razie postanowienia art. 10 ust. 5 i 6 powinny raczej zostać scalone z artykułem jedenastym.
Zakaz wydania obywatela innemu państwu jest zbędny, bowiem państwo dreamlandzkie nie ma technicznej możliwości, by to uczynić. Może ono kogoś wydalić, to jest zablokować mu dostęp do swoich serwisów, ale nie zmusi nikogo do uzyskania dostępu do serwisów innego państwa, nie dysponując ku temu środkami.
Postanowienia art. 2 ust. 3 i art. 18 budzą moje mieszane uczucia. Można o nich co prawda powiedzieć: nie zaszkodzi, a pomóc może. Wiele jednak zagrożeń, przed którymi te gwarancję mają chronić, ma w naszej rzeczywistości czysto hipotetyczny charakter. Jesteśmy społeczeństwem heterogenicznym językowo i jako grupa hobbystów takim najpewniej pozostaniemy; użytkownik innego języka po prostu znajdzie inną grupę podobnych hobbystów, posługujących się tym samym językiem. Urodzenie, pochodzenie, etniczność i rasa, do pewnego stopnia także narodowość, są w mikronacjach przedmiotem swobodnego wyboru jednostki i w zasadzie nie bywają kryterium dyskryminacji. Trudno też wskazać przykłady prześladowania mniejszości narodowych i etnicznych, choć być może Wandejczycy, wśród których niektórzy są na sali, zarzuciliby to państwu sarmackiemu z okresu unii sarmacko-wandejskiej.
Prawo azylu również dyskusyjne potrzebne.
Podsumowując: projekt wyjątkowo ambitny, bo mało kto przekuwa swoje przekonanie o potrzebie reformy prawodawstwa na propozycję przepisów, zwłaszcza tak rozległą, oraz ciekawy, szczególnie tam, gdzie mierzy się ze specyfiką wirtualnej rzeczywistości, ale jednak nieszczęśliwie zapatrzony w real.