Widzę, że jest tu potencjał na coś więcej niż post o ciężaruwach, dlatego mój wywód zacznę od słowa wstępu.
Królestwo Dreamlandu przeżyło co najmniej 3/4 koncepcje zabawy w wojsko. Nie była to nigdy jakaś wielce znacząca zabawa (być może poza czasami dla nas już kompletnie antycznymi, gdzie każdy namiestnik bawił się w podboje ziem pozostałych namiestników) natomiast otwierała ona zawsze drzwi do zabawy, którą dreamlandczycy lubią, czyli a) można pomarudzić b) można ściągnąć cudzą aktywność c) można na tym zarobić pieniądze (dzisiaj raczej mało interesujące). Jako punkt odniesienia do wszelkich późniejszych rozważań proponuję hipotezę, że wojsko jest w Dreamlandzie zasadniczo zawsze po coś, a nie samo dla siebie i samą prezentacją sprzętu raczej niewiele osób tutaj zebranych zainteresujemy.
Przed, powiedzmy, moimi czasami, ostatnio na poważnie bawił się tutaj Daniel von Witt w roku pańskim 2012/13, budując Siły Zbrojne de facto, od zera. Wynikało to a) z ówczesnej sytuacji politycznej b) z ówczesnej sytuacji demograficznej. Powiedzmy, że Siły Zbrojne Daniela von Witta stanowiły pewnego rodzaju plac zabaw dla dzieci szczególnej troski - co na przykład wychodziło w kontekście afery z kradzieżą statków (w pewnym sensie powtórzonej zresztą za moich czasów). Z drugiej strony Siły Zbrojne Dreamlandu były przyćmiewane blaskiem Sił Zbrojnych Elderlandu, gdzie z powodzeniem eksportowano ten rodzaj rozrywki, jako swoiste centrum aktywności Elderlandzkiej, bądź jedno z takich centrów. W pewnym sensie kontynuując dorobek Daniela, również budowałem siły, de facto, od zera, na bazie a) ówczesnej sytuacji politycznej b) ówczesnej sytuacji demograficznej. Zakładając, że Dreamland już oficjalnie i w pełnej kontrze do Księstwa Sarmacji musi skupić się na realizacji swojego ówczesnego głównego interesu zagranicznego jakim było odzyskanie pewnej wyspy na północy Scholandii w kooperacji z Republiką Bialeńską, a zarazem może tutaj oferować zabawę dla milusińskich. W dzisiejszych czasach oba te punkty nie są już aktualne. Nie stanowimy oficjalnej kontry dla Księstwa Sarmacji, wyspę odzyskaliśmy, a Republika Bialeńska nie istnieje. Z tych powodów Siły Zbrojne Królestwa mogą ponownie odciąć się od swojej zawiłej przeszłości i zacząć budować coś nowego, korzystając w jakimś sensie z fundamentu, na którym powstały, ale bez większego żalu jeżeli chodzi o ciągłość, powiedzmy historyczną.
Dajmy na to, o ile pamiętam, Dreamland posiadał dość liczną flotę, składającą się co najmniej z Lotniskowc(ów) i samolotów "Letrib" (bazujących na AV-8B). Zakładam, że ta część historii może już pozostać w jej arkanach i możemy założyć, że tymi lotniskowcami i samolotami większość z nas, leżących przy domowym ognisku, się goli.
Czy jest szansa na budowę nowych lotniskowców? Może być, ale nie musi. Dreamland, jak sama zresztą wskazujesz, może ale nie musi być potęgą militarną. Sensu stricte jesteśmy zbiorem ogromnych wysp, bez jakichś realnych przeciwników lądowych (może za wyjątkiem pół-żywego Baridasu, będącego pacynką KLumerii, której nawet nie uznajemy), które, realnie rzecz biorąc, nigdy nie musiały walczyć z prawdziwym przeciwnikiem. Sensu stricte, naszą najpotężniejszą bronią był zawsze nieubłagany upływ czasu i delikatne popychanie tematów dyplomatycznych, w połączeniu z eksportowaniem kwestii military power do zainteresowanych tą kwestią sojuszników.
To jest oczywiście uproszczone i nieencyklopedyczne przedstawienie całej sprawy, natomiast, moim zdaniem, w pełni wystarczające do zrozumienia kontekstu działania Dreamlandzkich Sił Zbrojnych w świadomości społeczeństwa dreamlandzkiego.
Jak sama słusznie wskazujesz, nie ma nic gorszego niż pisanie postów sama dla siebie, dlatego w tym wypadku lepszym pytaniem niż kto jest gotów sprzedawać czołgi (realnie może ja i Moskwicz) jest pytanie co możemy zrobić, żeby Dreamlandczykom (bądź komuś innemu) chciało się tu tłuc posty (w kontrze do tłuczenia postów w siłach zbrojnych, gdzie popyt na ciężaruwy jest większy).
Tak jak rozmawialiśmy jakiś czas temu, taką opcję widzę w eventcie sterowanym wewnętrznie przez nas, w formie niezobowiązującego PBFa, bez jakichś szczególnych udziwnień formalnych w stylu Gamellandu czy też Edelweissu. Proponuję z miejsca
konflikt tlący się w Taubuszetii Górskiej, oczywiście głównie dlatego, że jestem bezczelny, a pobocznie dlatego, że parę rzeczy już tutaj przygotowałem i mam obecnie nawet ochotę przygotować ze dwie rzeczy więcej. Może trzy.
Jako bazę do zabawy może posłużyć system RPG, który prezentowałem na zjeździe - Patrol Vietnam War Roleplaying Game - i możemy sobie w ramach tegoż systemu, całkiem nieformalnie pobawić się albo na poziomie plutonu, albo wyżej, w przestawianie pionków na mapie, odwzorowywanie potyczek z Insurgentami w miszmaszu Wietnamu, Falklandów i Czeczenii, w klimacie lat 50*60*70 i na bazie tego zastanawiać się jakie zdolności powinny mieć SZ Królestwa Dreamlandu (być może mamy zdolności militarne w stylu filmu Independence Day i odrzutowcami jesteśmy w stanie rozpierdolić niezniszczalną fortecę ufo, a być może jedyne czego możemy spodziewać się od SZ Królestwa to Apocalypse Now i helikoptery, które latają w kółko bez celu, bez uzbrojenia, wypełnione skrzyniami pełnymi czapek i przeterminowanymi racjami żywnościowymi, które powodują u każdego sraczkę.
Jeżeli jesteś zainteresowana, to z przyjemnością podrzucę ci prywatnie pdfa z instrukcją i sama sobie podejrzysz i rozkminisz, czy cię to jara.
Żeby nie demotywować, ja się będę cieszył nawet ze sprzedaży samolotów i radiostacji na potrzeby SZ KD, nawet mam w tym jakieś tam doświadczenie. Nowa symbolika jest w dechę i fajnie sobie pooglądać jakieś nowe wizualizacje sprzętu, moje przemyślenia wynikają tutaj wyłącznie z twojej słusznej rozterki o zainteresowanie tematem pozostałych kulegów Dreamlandczyków.