Po dosyć ciepłej nocy zaczął się kolejny wtorek w Førerstad. Ostatni dzień na składanie prac dyplomowych, ostatni tydzień sesji egzaminacyjnej, a dla niektórych pierwsze dni wakacji. Mimo tego, Politechnika nie zamierza się zamknąć i mimo braku zajęć wciąż będzie częściowo otwarta. Zarówno dla naukowców i innych studentów, których głód wiedzy nie został zaspokojony, dla poległych w Systemie Eliminacji Studentów, rezydentów akademików wolących pozostać na Małej Furii, a także dla tych zainteresowanych działalnością w kołach studenckich tej uczelni - zarówno typowo naukowych, jak i społeczno-rozrywkowych.
Stąd, na korytarzach od godziny 7:00 wywieszano plakaty reklamujące nową inicjatywę międzyuczelnianą - Nordacką Ligę Akademicką. Najwięcej przy akademikach, ale także przy Biurze Obsługi Studenta (chcąc pokazać przyjmowanym studentom aktywność pozanaukową), w uliczce restauracyjnej i rektoracie. Przy Politechnicznym Centrum Sportu pojawiło się ich najmniej z uwagi na trwający sezon konwentowy i udostępnianie sal gimnastycznych w innych celach niż typowo sportowe. Chociaż Politechnika też ma inne rozumienie sportu niż np. Uniwersytet Królewski, co często jest przedmiotem komplikacji przy przenoszeniu się między nimi.
Stąd, na korytarzach od godziny 7:00 wywieszano plakaty reklamujące nową inicjatywę międzyuczelnianą - Nordacką Ligę Akademicką. Najwięcej przy akademikach, ale także przy Biurze Obsługi Studenta (chcąc pokazać przyjmowanym studentom aktywność pozanaukową), w uliczce restauracyjnej i rektoracie. Przy Politechnicznym Centrum Sportu pojawiło się ich najmniej z uwagi na trwający sezon konwentowy i udostępnianie sal gimnastycznych w innych celach niż typowo sportowe. Chociaż Politechnika też ma inne rozumienie sportu niż np. Uniwersytet Królewski, co często jest przedmiotem komplikacji przy przenoszeniu się między nimi.
Pierwszy dzień nie przyniósł oczekiwanych rezultatów - jedynym przybyłym był zabłąkany przyszły student, który pomylił miejsca składania dokumentów. Nadzieją było jeszcze nadchodzące ostatnie w tym roku akademickim spotkanie Stowarzyszenia Kół i Organizacji Studenckich - różniące się od Festiwalu Kół Studenckich tym, że jest adresowane dla już obecnych członków kół i organizacji oraz cele tego spotkania są inne. Miało odbyć się to w piątek po południu, po wszystkich egzaminach i aktywnościach. Głównym celem było podsumowanie roku, plany na dalsze działania, odświeżenie informacji o kołach zamkniętych, otwartych, przemianowanych, a także najważniejsze - międzykołowa integracja wykraczająca poza typowe rozmowy o zaliczeniach, metodach zaliczenia u "tej jednej facetki z analizy matematycznej" i innych związanych ze zdobywaniem ocen. Mimo nadchodzącego konwentu nie zrezygnowano z tej części "ceremonii".
Piątek, godzina 16:00, stołówka "Hadron" w świeżo otwartym budynku Wydziału Atomistyki. Pierwsza przychodzi na miejsce przewodnicząca SKOSu i zaczęła odsuwać stoły podmieniając je na poduszki do siedzenia. Do pomocy przyszło później 5 kolejnych osób z klubów. Zasłony na sporych oknach zostały zaciągnięte nakładając swego rodzaju płaszcz tajemnicy na temat tego, co się tam będzie działo, chociaż po ogromnym kampusie Politechniki i tak mało kto chodzi o tej godzinie, a wszyscy zainteresowani i tak przyjdą na miejsce. Część już jest w drodze, a część dopiero kończy pracę.
Godzina 18:00. Na miejscu są prawie wszyscy, ostatni chętni na udział szybko zajęli wolne miejsce przy swoich towarzyszach ze swojego koła lub klubu. Spotkanie zaczęło się jak zwykle, krótką przemową przewodniczącej, podziękowaniem za wspólne działanie i zapowiedzią podsumowania działalności klubów w tym roku akademickim. Po zapowiedzi, przewodnicząca SKOSu rzuciła w stronę pozostałych zgromadzonych samolocikiem złożonym ze starego kolokwium z algebry liniowej (podprowadzonego prowadzącemu ze stosu zeszłych lat, oczywiscie zamazano imię autora), a trafiony student wstał i podszedł do prowadzącej, a następnie wyszedł z sali, a prowadząca zapowiedziała prezentacje. Prezentacje ograniczały się zwykle do kilku słów, ponieważ nie każdy klub jest typowo nastawiony na budowanie rankingów i "prestiżu", ale czasem zdarzały się takie sukcesy, jak:
- Drugie miejsce w krajowym konkursie radioamatorów w kategorii grupowej,
- wyróżnienie w konkursie konstruktorów dronów wodnych,
- nominacja do nagrody "Akademickiej Szpuli Magalchromu" w kategorii "animacja 2D",
- piąte i siódme miejsce w indywidualnych zawodach szybowcowych Furlandii i Luindoru.
Pod koniec prezentacji koła Dance Dance Revolution o szykującym się turnieju gier rytmicznych, gdzie reprezentacja Politechniki ma brać udział, jeszcze padło ogłoszenie o Nordackiej Lidze Akademickiej - poruszenie tego wywołało lekkie zaskoczenie. Politechnika nie prowadzi w ogóle zajęć z piłki nożnej a boiska zajmują raczej studenci przyjezdni grając dla własnej satysfakcji między sobą, dlatego pomysł spotkał się z niemal synchronicznym przekręceniem głowy w bok. Gry rytmiczne jak najbardziej, pływanie byłoby też dobrym kierunkiem z uwagi na koło pływackie, regaty żaglowe również, koło szybowcowe nawet ma puchary, może jakaś siatkówka na plaży miejskiej by przeszła. Piłka nożna jest mało førerstadzka.
Iskierką chęci wykazał się za to jeden student z koła żeglarskiego. Zaproponował dołączenie do NLA nie po piłkarsku, a zgodnie z duchem uczelni. Dla samej radości z uczestnictwa, zaprezentowania się innym i poznania nowych osób. O ile część osób przyklasnęła, ktoś spoza tej części wyraził zaniepokojenie przegraną godną rytualnej migracji do "ryżowych opowieści zaczynających się sceną z ciężarówką". Na ten niepokój plasterkiem okazał się być głos studentki z koła Dance Dance Revolution, która zaproponowała zrobienie tego, co zebrani umieją najlepiej jako oprawę do meczu nawet jako przykrywki do przegranej. Członkowie koła teatralnego zaproponowali maskotkę drużyny naszkicowaną długopisem na serwetce, a na pytanie kto chce nią zostać zgłosiło się pół sali. Las rąk ścięło pytanie o sam skład drużyny. Dwie pierwsze osoby były zgłoszone, kolejne 3 powoli dołączyły, ale na tym poprzestało z ochotników. Resztę trzeba było przekonać, że warto. A przynajmniej do tego, że nie będzie źle i razem wyjdzie najlepiej. Jakoś udało się skompletować dwie jedenastki, chociaż większość była na zasadzie "rezerwy" i "w drodze wyjątku, jeśli nikogo lepszego nie będzie". Przewodnicząca SKOSu i tak spisała wszystkich, tak w razie konieczności.
Iskierką chęci wykazał się za to jeden student z koła żeglarskiego. Zaproponował dołączenie do NLA nie po piłkarsku, a zgodnie z duchem uczelni. Dla samej radości z uczestnictwa, zaprezentowania się innym i poznania nowych osób. O ile część osób przyklasnęła, ktoś spoza tej części wyraził zaniepokojenie przegraną godną rytualnej migracji do "ryżowych opowieści zaczynających się sceną z ciężarówką". Na ten niepokój plasterkiem okazał się być głos studentki z koła Dance Dance Revolution, która zaproponowała zrobienie tego, co zebrani umieją najlepiej jako oprawę do meczu nawet jako przykrywki do przegranej. Członkowie koła teatralnego zaproponowali maskotkę drużyny naszkicowaną długopisem na serwetce, a na pytanie kto chce nią zostać zgłosiło się pół sali. Las rąk ścięło pytanie o sam skład drużyny. Dwie pierwsze osoby były zgłoszone, kolejne 3 powoli dołączyły, ale na tym poprzestało z ochotników. Resztę trzeba było przekonać, że warto. A przynajmniej do tego, że nie będzie źle i razem wyjdzie najlepiej. Jakoś udało się skompletować dwie jedenastki, chociaż większość była na zasadzie "rezerwy" i "w drodze wyjątku, jeśli nikogo lepszego nie będzie". Przewodnicząca SKOSu i tak spisała wszystkich, tak w razie konieczności.
Po dyskusji przystąpiono do pożegnania dyplomantów. Dyplomanci, którzy brali aktywny udział w kołach naukowych, a szczególnie ich byli zarządzający, byli żegnani w dosyć specyficzny sposób. Najpierw zaproszono ich na "scenę", a w międzyczasie parzyła się zongyańska zielona herbata - dla każdego obecnego po filiżance.
Zanim przewodnicząca coś zdążyła powiedzieć, wszedł student, który na początku ceremonii został trafiony samolocikiem - ubrany w marynarski mundurek (który zwykło się na tej uczelni nosić jako odpowiednik "stroju reprezentacyjnego"), do tego ze sporym wachlarzem z papieru. Przyglądając się wachlarzowi można było zauważyć wzory, czerwone przekreślenia i teksty, które z własnej woli mało kto pisze. Czyli kolejne stare kolokwia i egzaminy podprowadzone, sklejone i ułożone w sporej wielkości harisen. Wtedy przewodnicząca z kilkoma ochotnikami przyniosła 28 filiżanek do "sceny" i powiedziała:
- Harisenie Studencki, działaj!
Zanim przewodnicząca coś zdążyła powiedzieć, wszedł student, który na początku ceremonii został trafiony samolocikiem - ubrany w marynarski mundurek (który zwykło się na tej uczelni nosić jako odpowiednik "stroju reprezentacyjnego"), do tego ze sporym wachlarzem z papieru. Przyglądając się wachlarzowi można było zauważyć wzory, czerwone przekreślenia i teksty, które z własnej woli mało kto pisze. Czyli kolejne stare kolokwia i egzaminy podprowadzone, sklejone i ułożone w sporej wielkości harisen. Wtedy przewodnicząca z kilkoma ochotnikami przyniosła 28 filiżanek do "sceny" i powiedziała:
Wtedy student dzierżący wachlarz podszedł po kolei do każdego dyplomanta i zdzielił go z hukiem na całą salę, ale w miarę bez bólu - nie chodziło o bóle, a sam ceremoniał, którego początki są dość mgliste. Po tym, gdy wszyscy oberwali, jeden z uczestników podsunął nożyczki i przewodnicząca pocięła wachlarz na 28 pasków - każdy z dyplomantów dostał po jednym. Dopiero wtedy będący punktem ceremonii dyplomanci wznieśli filiżanki i zaczęli pić herbatę, a za nimi reszta sali. Nie wszyscy akurat lubili zieloną, ale tak się utarło, że musi być zongyańska zielona herbata. Konkretne pochodzenie tego zwyczaju również jest nie do końca odkryte.
Ceremonię pożegnania przeprowadzono przed częścią rozrywkowo-integracyjną, czyli seansem filmowym z chrupkami kukurydzianymi z Lewka i popcornem z Pieronki. Filmy miały być dwa, ale ktoś podmienił płyty i zaczęto seans od Kapitana Tsubasy. Po dwóch odcinkach dopiero odnalazła się właściwa płyta, a seans skończył się około trzeciej w nocy. Niektórzy wyszli wcześniej aby się przygotować do nadchodzącego konwentu, ale i tak sporo osób dotrwało do końca.
W poniedziałek rano przewodnicząca SKOSu podeszła z notatkami ws. Nordackiej Ligi Akademickiej do punktu ksero, gdzie jest także automat faksowy na karty Telekomunikacji Prefekturalnej, ale z dostępnymi żetonami. Wyjęła jeden żeton, wrzuciła i wybrała numer, gdzie Liga Akademicka przyjmowała zgłoszenia, a następnie wsunęła kartkę do faksu przed samym wciśnięciem dużego, zielonego przycisku rozpoczynającego nadawanie. W niecałe trzy minuty wiadomość przeszła do organizatorów, a połączenie zakończyło się. Następnym punktem była prorektor ds. studenckich, która została o przygotowaniach poinformowana. Zaczęło się - nowa inicjatywa ruszyła.
Czy na Politechnice Førerstad ujawni się Kapitan Tsubasa, czy drużyna Politechniki będzie ostatnim elementem tabeli wyników? Czy to będzie pierwsza i ostatnia drużyna piłkarska, czy może do USOSa zawita sekcja piłki nożnej w zajęciach WFu specjalizowanych? Nie wiadomo. Za to doping maskotki maskotek drużyny będzie zapewniony.


