Wysłużona limuzyna grafa Bombiny zajechała pod jeszcze bardziej wysłużony ort Lotni zen (było ciemno, a spora część literek nie świeciła). Nie wyglądało to wszystko zachęcająco, ale zawiązanie akcji to dopiero będzie w kolejnym zdaniu. Graf wysiadając z limuzyny wdepnął w gówno.
- Ja pierdole, co za chlew - powiedział sam do siebie, nie dostrzegając żadnego interlokutora na poziomie, po czym zwrócił się do kierowcy - Janie, czy to jest gówno chłopskie?
Jan pochylił się nad gównem, dokonując szczegółowej analizy organoleptycznej - Wasza Arcyksiążęca Wysokość, to jest gówno psie. - powiedział z przekonaniem.
- Królowi niech będą dzięki! - odetchnął graf z ulgą, po czym wytarł podeszwę o trawę - Weź mój bagaż.
Graf wraz z kierowcą ciągnącym dwie wielkie torby udali się na płytę lotniska, prosto pod oczekujący samolot odwilżańskich linii.
- W 1968 roku musiał robić wrażenie - stwierdził graf (kierując to stwierdzenie do bliżej nieokreślonej osoby) patrząc na odrapany Tu-154. - Janie, oni to wpuszczają do Sarmacji?
- Wasza Arcyksiążęca Wysokość, tylko w nocy, bo wtedy słabo widać.
- Przynajmniej bilet był tani, i mieści się w delegacji jaką wystawił na tę podróż Premier. W ogóle teraz to ci ludzie strachliwi są, jak byłem młody to nie było takiego gadania, nawet raz zginąłem w katastrofie lotniczej. - graf kontynuował wypowiedź do bliżej nieadresowanego odbiorcy - Janie, wnieś mój bagaż.
- Ja pierdole, co za chlew - powiedział sam do siebie, nie dostrzegając żadnego interlokutora na poziomie, po czym zwrócił się do kierowcy - Janie, czy to jest gówno chłopskie?
Jan pochylił się nad gównem, dokonując szczegółowej analizy organoleptycznej - Wasza Arcyksiążęca Wysokość, to jest gówno psie. - powiedział z przekonaniem.
- Królowi niech będą dzięki! - odetchnął graf z ulgą, po czym wytarł podeszwę o trawę - Weź mój bagaż.
Graf wraz z kierowcą ciągnącym dwie wielkie torby udali się na płytę lotniska, prosto pod oczekujący samolot odwilżańskich linii.
- W 1968 roku musiał robić wrażenie - stwierdził graf (kierując to stwierdzenie do bliżej nieokreślonej osoby) patrząc na odrapany Tu-154. - Janie, oni to wpuszczają do Sarmacji?
- Wasza Arcyksiążęca Wysokość, tylko w nocy, bo wtedy słabo widać.
- Przynajmniej bilet był tani, i mieści się w delegacji jaką wystawił na tę podróż Premier. W ogóle teraz to ci ludzie strachliwi są, jak byłem młody to nie było takiego gadania, nawet raz zginąłem w katastrofie lotniczej. - graf kontynuował wypowiedź do bliżej nieadresowanego odbiorcy - Janie, wnieś mój bagaż.