Mikronauta patrzy na rzeczy, czyli przypadek Simona McMelkora

Awatar użytkownika
Andrzej Swarzewski
obywatel
Posty: 250
Rejestracja: 9 gru 2010, 13:34
NIM: 479233
Kontakt:

Mikronauta patrzy na rzeczy, czyli przypadek Simona McMelkora

Post autor: Andrzej Swarzewski »

Wchodzę do Instytutu Mikrozofii Ogólnej. Brudno, sprzątaczki palą papierosy na korytarzu, studentów brak, za to administracja jakby się powiększyła.

Chciałbym polecić dziś Państwa uwadze mój luźniejszy artykuł, początkowo skierowany do czytelnika winkulijskiego, ale w związku z tym, że osoba, która miała składać numer od dawna olewa sprawę, red. nacz. von Hohenburg poradził mi zrobić z niego lepszy użytek. Postanowiłem nie nanosić żadnych poprawek i wstawić go tak, jak napisałem.
Mikronauta patrzy na mikroświat, czyli przypadek Simona McMelkora

Erik i Mateusz zaproponowali, bym zadebiutował w Voog Winkuliersdeg. Temat? Luźne przemyślenia o Winkulii i mikroświecie. Znowu mam pluć żółcią na trolli i Sarmatów? Komuś chce się jeszcze to czytać? Tego nie wiem, ale mi na chwilę obecną nie chce się już tego pisać. Więc, wcale nie cofając życzenia, by ostateczny, nordacki śmiech rozległ się nad ruinami płonącego imperium sarmackiego, w tym artykule zajmę się czymś innym. A konkretnie, innym mikronautą patrzącym na mikroświat, Simonem McMelkorem. To nieaktywny od dłuższego czasu, ale bardzo ciekawy przedstawiciel dreamlandzkiego kręgu kulturowego. Intelektualista, naukowiec. Myślę, że śmiało można powiedzieć, że mikrozof z czasów sprzed powstania tego terminu. Rozmawiałem już z królem Maciejem II o upamiętnieniu jego postaci. Dlaczego Dreamland powinien go uhonorować – sprawa jest jasna. A dlaczego mi, nordackiemu patriocie, na tym zależy? Doszedłem do wniosku, że nordacka nauka i nordacka myśl polityczna powinny oprzeć się między innym na dziedzictwie starodreamlandzkim. Dreamland był twórcą i prekursorem Starego Mikroświata, my tworzymy od podstaw Nowy Mikroświat. Pozostańmy ze sobą w dialogu, pomimo lat, a czasem dekad, dzielących nas od siebie.

Weźmy na tapetę artykuł naukowy, opublikowany w legendarnym czasopiśmie „Nowe Średniowiecze”. Jego tytuł brzmi: „Tożsamość i Utopia. Ruch mikronacyjny oczami antropologa”. Ładnie. Mikrozoficznie. Artykuł napisany został w 2012 roku, więc w zarysie historycznym jakoby z dumą wspomina się tam o Organizacji Polskich Mikronacji i Stowarzyszeniu Polskich Mikronacji. Też działałem wówczas w mikroświecie, choć z dala od świata nauki, poważnej prasy i Dreamlandu. OPM z tego okresu pamiętam co najwyżej z tego, że Powstanie Marcowe nie uzyskało wsparcia tej organizacji. Teraz się nie dziwię, wtedy byliśmy oburzeni. Mniej więcej wtedy na OPM, z innych powodów, oburzony był Vilander, czyli późniejszy Zanik. Ale do rzeczy, do rzeczy…

McMelkor krytykuje wyjaśnianie fenomenu mikronacji poprzez teorię kompensacji, czyli, mówiąc w skrócie, odbijanie sobie realnych niepowodzeń w Mikroświecie. I słusznie, ale kilka linijek niżej już sugeruje, że w przypadku yoyonacji, rzeczywiście tak jest. Wyraźnie rozróżnia yoyonacje od „pełnoprawnych mikronacji głównego nurtu”. Trochę słabe, jak na naukowca, który gdzie indziej nazywa się mianem „etnopluralisty”. Jakimś wybitnym specjalistą od etnosocjologii nie jestem, ale raczej etnopluralizm nie polega na podziale społeczności na lepsze (lepiej rozwinięte, pełnoprawne) i gorsze. Pojawiają się nawet postulaty, że aby zrozumieć dany etnos, trzeba do niego wejść. Czy taka próba została podjęta? Nic mi o tym nie wiadomo.

Ale bądźmy łagodni, McMelkor już kawałek dalej pisze bardzo ważne, i jakże aktualne słowa, iż „Fakt dalszego, mimo zauważalnego kryzysu demograficznego, funkcjonowania mikronacji sugeruje, że formuła rozrywki nigdy nie była ich najważniejszą rolą, warunkującą istnienie i stanowiącą jego przyczynę. Zatem konieczne wydaje się znalezienie innej odpowiedzi na pytanie o powód i cel, jakie stawia nam istnienie mikronacji”. Przeczytajcie to zdanie jeszcze raz, drugi, trzeci i zastanówcie się, co może ono oznaczać. Prawda, że mamy do czynienia z intrygującym myślicielem?

W artykule pojawia się kilka ciekawych terminów, niektórych dotąd nie znałem. Czy wiedzieliście, że Marc Auge wprowadził do antropologii termin „nie-miejsc”, które mają być charakterystycznymi dla hipernowoczesności, anonimowymi przestrzeniami, pozbawionymi tożsamości i przeciwstawnymi do „miejsc antropologicznych”? McMelkor idzie dalej i określa mikronacje mianem miejsc pomiędzy nie-miejscami. Mikronacje stanowią więc projekcję ludzkiej tęsknoty za miejscami antropologicznymi. Coś w tym niewątpliwie jest, że mikronacje wyróżniają się spośród innych miejsc w Internecie. Raczej nie gra się w gry latami w zbliżonym składzie (nieznanym realnie), ani nie siedzi na innych forach przez 10, 15, 20 lat.

A więc szukamy identyfikacji? Celem mikroświata jest walka z samotnością? Czy mikronauci wyalienowani ze świata realnego, poszukują nowej tożsamości? McMelkor sugeruje, że tworzymy „nowoplemiona” – „zbiorowości ludzi często odległych przestrzennie o potrzebie budowania tożsamości i więzi społecznych o charakterze organicznym”.

Jesteście gotowi na kolejną odważną tezę? Mikroświat jest platońskim światem idei. Nie tak dawno pisałem, że mikroświat może równie dobrze, jak real, odwzorowywać platoński świat idei. Ale żeby nim był? Nie uważam, żeby tak było. McMelkor odrzuca umowny charakter mikroświata, pisząc „zbudowanie domu nie jest zbudowaniem domu, ale informacją o jego zbudowaniu”. Może i w przypadku budowy domu tak jest, ale nie można stworzyć w mikroświecie wszystkiego, czego się chce. Można wszystko napisać, ale można też zostać wyśmianym i przywołanym do porządku, w ostateczności wyrzuconym ze społeczności (jeśli na przykład ogłoszę się królem w państwie, które pełnoprawnego króla już ma).

No i jedziemy dalej, mikronacje są też Utopią – miejscem do urzeczywistnienia marzeń o państwie doskonałym. Widziałem naprawdę wiele mikronacji, w kilku działałem, poznałem wiele osób działających w jeszcze innych państwach. I żadne nie było doskonałe. Bo człowiek wszędzie jest człowiekiem.

Nie zabrakło też Evoli. Nie, żebym go nie cenił, bo musicie wiedzieć, że na McMelkora spadły gromy za to, że powołał się na tak kontrowersyjnego myśliciela. Faszyzm, wszędzie faszyzm – chciałoby się powiedzieć. Ale o ile lewacki strach przed Evolą jest (tragi)komiczny, to już mówienie o arystokracji ducha w przypadku mikroświata – trochę też. W każdym razie ja nigdzie tych arystokratów duchowych nie widziałem. Widziałem wspaniałych, pasjonarnych przywódców (którzy jednak w pewnym momencie się wypalali, każdy jeden). Widziałem obrzydliwe zielone stoliki. Widziałem rozszalały motłoch. Widziałem też fajne grupach fajnych ludzi tworzących fajne państwo (dopóki atmosfera się nie popsuła). Ale rządów arystokracji ducha – dotąd nie widziałem. Może to kwestia pokoleniowa, McMelkor zaczynał działalność wiele lat przede mną.

Podsumowaniem artykuły są słowa Bierdiajewa: „odżywają dawne, surowe i wspólnotowe formy życia i powraca prymat sił duchowych nad materialnymi”. Bardzo poetycko. Cały artykuł jest bardzo poetycki, podoba mi się. Jest też mocno erudycyjny, można wiele się dowiedzieć o ciekawych koncepcjach, można nauczyć się kilku mądrych słów. Ale czy wyjaśnia fenomen mikroświata? Wyjaśnia to, jak na mikronacje patrzał McMelkor i może jeszcze kilka innych osób. A więc jest cenny. Ale niektóre tezy sprawiają, że artykuł ten jest swego rodzaju bajaniem, z resztą niezwykle interesującym.
A teraz, drogie dzieci, skoro poznałyście już trochę McMelkora, zachęcam do czytania jego artykułów. I innych z jego epoki. Fajnie jest pisać, ale czasem warto też poczytać coś starego. Zwłaszcza, jeśli jest to ponadczasowe.
/-/ AS.
Tradycyjnie zapraszam do dyskusji, zarówno o moim artykule, jak i o McMelkorze.
prof. Andrzej Swarzewski

Awatar użytkownika
Aleksander
Król Dreamlandu i Scholandii
Posty: 5251
Rejestracja: 1 sty 2017, 22:00
NIM: 435954
user_herb: a13
Lokalizacja: Tauzen
Kontakt:

Re: Mikronauta patrzy na rzeczy, czyli przypadek Simona McMelkora

Post autor: Aleksander »

Odniosę się do dwóch kwestii, które mi się rzuciły w oczy.

Po pierwsze, teoria kompensacji. Wydaje mi się jednak, że właśnie to jest ideą mikronacji by robić coś, czego nie robimy w świecie realnym. Jeżeli ktoś w tzw. realu wykonuje zawód prawniczy to raczej nie będzie mieć ochoty po zalogowaniu się do mikronacji by robić to samo, co w pracy. W istocie byłoby to niczym robienie nadgodzin, w dodatku niepłatnych. Po tych paru godzinach pracy naprawdę mam dość i jak widzę, że cały czas wisi sprawa, którą otrzymałem w spadku po JKW Macieju II to odechciewa mi się tam zaglądać. Sprowadzając to zagadnienie do przykładu, to czy maszynista po powrocie do domu bawi się kolejką? Wszelkiego rodzaju zabawki in gremio służą przecież rozrywce, a nie przedłużaniu swojej pracy. Praca, jakkolwiek nie była satysfakcjonująca, jest jednak wciąż pracą i higiena emocjonalna wymaga, byśmy po zakończeniu pracy oddali się innym aktywnościom.

Wbrew pozorom ludzka psychika funkcjonuje w obrębie tych samych schematów niezależnie od wieku oraz inteligencji danej osoby. Oczywiście zarówno wiek jak i inteligencja pozwalają zrozumieć te schematy, zaś ich zrozumienie wpływa także na sposób reakcji, ale w dalszym ciągu jest to wybór z pewnej określonej palety. Nie oznacza to jednak, że nie znajdą się takie jednostki, które po 12h prowadzenia pociągu towarowego po powrocie do domu zasiądą to symulatora pociągów i dadzą sobie jeszcze 6h bólu. Takich ludzi jednak nazwałbym posługując się zaczerpniętą od Znanieckiego kategorią człowieka-zboczeńca.

Po wtóre, patrząc na ten tekst z perspektywy 8 lat muszę poczynić gorzką uwagę, którą adresuję również do siebie. Pamiętam jak w latach 2010-2015 był całkiem spory napływ nowych mieszkańców do mikronacji, jakkolwiek byli oni bardzo młodzi. Zazwyczaj młody mikronauta zaczynał swoją przygodę z tworzeniem jednoosobowej nanonacji. Zależnie od swoich umiejętności albo stawiał coś własnego właśnie na darmowym hostingu yoyo.pl (stąd nazwa yoyonacji), albo korzystał z gotowego forum. Zazwyczaj cykl życia takiego państwa wyglądał dość podobnie. Pierwszy miesiąc to czas olbrzymiej hiperaktywności, gdyż trzeba było powymyślać wszystko od nowa. Potem w drugim miesiącu następowała stagnacja. Trzeciego miesiąca najczęściej nie było. Naturalnym krokiem byłoby w tym przypadku przejście takiego mikronauty do któregoś z już istniejących państw i rozpoczęcie w nim swojej działalności.

Tego kroku ostatniego jednak nie wykonywano, bądź wykonywano bardzo rzadko. I tutaj posypać muszę swoją głowę popiołem. W pewien sposób sami wsadziliśmy sobie kij w szprychy skutecznie zniechęcając młodsze pokolenie. Do dzisiaj pamiętam jak wyśmiewaliśmy się z nich, jak wytykaliśmy niedostatki ich infrastruktury czy mankamenty zachowania przykładając do osób młodszych miarę, wedle której ocenialiśmy samych siebie. Zamiast wyrozumiałego rodzica, który cieszy się, że jego dwuletnie dziecko bazgrze po kartkach, wybraliśmy rolę surowej guwernantki, która każe za narysowanie różowego słońca. O ile jednak o guwernantce decydują rodzice, o tyle tutaj młody mikronauta mógł po prostu stwierdzić, że to środowisko jest zbyt toksyczne, by w nim brać udział. W ten właśnie sposób wytworzyliśmy sobie lukę pokoleniową. Jest to tym bardziej ironiczne, że w świecie realnym też zmagamy się z luką pokoleniową, zaś ich przyczyny są wbrew pozorom bardzo podobne.

Korzystając jeszcze z luźnego charakteru dyskusji w Instytucie pozwolę sobie zasięgnąć do jednej z moich ulubionych kompozycji literackich, czyli kompozycji kołowej. Zacząłem od kompensacji, to i na niej pozwolę sobie skończyć. Swego czasu JKW Edward II popełnił artykuł o tytule Królując tracimy życie. Odczytując ten tytuł po swojemu dochodzę do konstatacji, iż w istocie bycie królem polega na traceniu życia. Będąc wszak królem nie mogę pozwolić sobie na tyle samo, na ile pozwalałem sobie będąc księciem, a wcześniej hrabią, baronem czy zwykłym szlachcicem. Na kanwie tej obserwacji pozwoliłem sobie na żart, iż od czasu objęcia korony dreamlandzkiej czuję się jakbym był w pracy. Ostatecznie jednak w pracy mogę sobie pozwolić na złośliwość w stylu "twierdzenia powoda są tyleż niezgodne z zasadami logiki klasycznej co nieodpowiadające faktom". Król nie może nawet tego. Być może zatem, by nie stracić życia całkiem, potrzebne byłyby co jakiś czas saturnalia, podczas których nawet król mógłby odrzucić swoją maskę i razem z resztą dreamlandczyków rozłupywać sobie czaszki toporami.
(-) Alexander, Rex Dreamlandis et Scholandiæ

Awatar użytkownika
Andrzej Swarzewski
obywatel
Posty: 250
Rejestracja: 9 gru 2010, 13:34
NIM: 479233
Kontakt:

Re: Mikronauta patrzy na rzeczy, czyli przypadek Simona McMelkora

Post autor: Andrzej Swarzewski »

Aleksander pisze:
7 lis 2020, 20:41
Po pierwsze, teoria kompensacji. Wydaje mi się jednak, że właśnie to jest ideą mikronacji by robić coś, czego nie robimy w świecie realnym. Jeżeli ktoś w tzw. realu wykonuje zawód prawniczy to raczej nie będzie mieć ochoty po zalogowaniu się do mikronacji by robić to samo, co w pracy. W istocie byłoby to niczym robienie nadgodzin, w dodatku niepłatnych. Po tych paru godzinach pracy naprawdę mam dość i jak widzę, że cały czas wisi sprawa, którą otrzymałem w spadku po JKW Macieju II to odechciewa mi się tam zaglądać. Sprowadzając to zagadnienie do przykładu, to czy maszynista po powrocie do domu bawi się kolejką? Wszelkiego rodzaju zabawki in gremio służą przecież rozrywce, a nie przedłużaniu swojej pracy. Praca, jakkolwiek nie była satysfakcjonująca, jest jednak wciąż pracą i higiena emocjonalna wymaga, byśmy po zakończeniu pracy oddali się innym aktywnościom.
Wydaje mi się, że WKM zrozumiał teorię kompensacji szerzej niż ja i, jak sądzę, McMelkor. Bez wątpienia w mikroświecie chcemy odgrywać rolę inną niż realnie, to z resztą istota wszelkich gier. Ale wysuwana często teoria kompensacji mówi, upraszczając, że mikronauci wynagradzają sobie realne niepowodzenia poprzez mikroświat, w którym teoretycznie każdy może być generałem, profesorem, ważnym politykiem. A więc mikroświat w takim układzie byłby światem w który uciekamy, by się dowartościować. Pewnie były takie jednostki, który budowały ego w oparciu o bycie kimś ważnym w wirtualu, ale to nie tłumaczy wszystkiego, bo są w mikroświecie osoby mają realnie udane życie. Nawet jeśli nie są jednocześnie generałami, profesorami i ministrami. '
Aleksander pisze:
7 lis 2020, 20:41
Wbrew pozorom ludzka psychika funkcjonuje w obrębie tych samych schematów niezależnie od wieku oraz inteligencji danej osoby. Oczywiście zarówno wiek jak i inteligencja pozwalają zrozumieć te schematy, zaś ich zrozumienie wpływa także na sposób reakcji, ale w dalszym ciągu jest to wybór z pewnej określonej palety. Nie oznacza to jednak, że nie znajdą się takie jednostki, które po 12h prowadzenia pociągu towarowego po powrocie do domu zasiądą to symulatora pociągów i dadzą sobie jeszcze 6h bólu. Takich ludzi jednak nazwałbym posługując się zaczerpniętą od Znanieckiego kategorią człowieka-zboczeńca.

Po wtóre, patrząc na ten tekst z perspektywy 8 lat muszę poczynić gorzką uwagę, którą adresuję również do siebie. Pamiętam jak w latach 2010-2015 był całkiem spory napływ nowych mieszkańców do mikronacji, jakkolwiek byli oni bardzo młodzi. Zazwyczaj młody mikronauta zaczynał swoją przygodę z tworzeniem jednoosobowej nanonacji. Zależnie od swoich umiejętności albo stawiał coś własnego właśnie na darmowym hostingu yoyo.pl (stąd nazwa yoyonacji), albo korzystał z gotowego forum. Zazwyczaj cykl życia takiego państwa wyglądał dość podobnie. Pierwszy miesiąc to czas olbrzymiej hiperaktywności, gdyż trzeba było powymyślać wszystko od nowa. Potem w drugim miesiącu następowała stagnacja. Trzeciego miesiąca najczęściej nie było. Naturalnym krokiem byłoby w tym przypadku przejście takiego mikronauty do któregoś z już istniejących państw i rozpoczęcie w nim swojej działalności.

Tego kroku ostatniego jednak nie wykonywano, bądź wykonywano bardzo rzadko. I tutaj posypać muszę swoją głowę popiołem. W pewien sposób sami wsadziliśmy sobie kij w szprychy skutecznie zniechęcając młodsze pokolenie. Do dzisiaj pamiętam jak wyśmiewaliśmy się z nich, jak wytykaliśmy niedostatki ich infrastruktury czy mankamenty zachowania przykładając do osób młodszych miarę, wedle której ocenialiśmy samych siebie. Zamiast wyrozumiałego rodzica, który cieszy się, że jego dwuletnie dziecko bazgrze po kartkach, wybraliśmy rolę surowej guwernantki, która każe za narysowanie różowego słońca. O ile jednak o guwernantce decydują rodzice, o tyle tutaj młody mikronauta mógł po prostu stwierdzić, że to środowisko jest zbyt toksyczne, by w nim brać udział. W ten właśnie sposób wytworzyliśmy sobie lukę pokoleniową. Jest to tym bardziej ironiczne, że w świecie realnym też zmagamy się z luką pokoleniową, zaś ich przyczyny są wbrew pozorom bardzo podobne.
Zgadzam się, że różnice pomiędzy osobami w różnym wieku i o innej inteligencji nie są drastyczne. Dlatego różnice między tzw. yoyonacjami i poważnymi państwami nie są aż takie, by jedne krytykować jako prymitywną zabawę (choć czasem ciężko się nie uśmiechnąć, czytając groźby zrzucenia 'atomuwek'), a drugie uznawać za wyrafinowaną rozrywkę.

Na pocieszenie WKM mogę powiedzieć, też z perspektywy wieloletniej, że nie tylko większość wyśmiewanych młodych mikronautów po jakimś czasie się znudziła, ale też te hołubione "nadzieje mikroświata" gdzieś się rozpłynęły. Na przykładzie własnym i osób z którymi wspólnie zakładałem kolejne "yoyonacje" mogę powiedzieć, że krytyka i niepowodzenia były powodem, żeby próbować dalej, aż do skutku. Czy gdybym w 2013 został kanclerzem Sarmacji, to dalej by mi się chciało, czy może uznałbym, że "przeszedłem tę grę", ciężko powiedzieć.

Myślę, że przesadzać w traktowaniu młodych mikronautów nie można w żadną stronę. Jakieś ich poniżanie jest oczywiście niefajne i zniechęca do zabawy w tym towarzystwie, ale z drugiej strony, jak Bialenia próbowała utrzymywać stosunki z różnymi przejściowymi tworami, umieszczać ich na mapie Nordaty (wcześniej robił to też Pel Nander), to oni tylko się rozbestwiali i nie mieli motywacji do doskonalenia. Nauczyciel znęcający się psychicznie nad uczniami nie sprzyja edukacji, ale nauczyciel, który daje sobie wejść na głowę i zachwyca się każdym działaniem - też nie.
Aleksander pisze:
7 lis 2020, 20:41
Korzystając jeszcze z luźnego charakteru dyskusji w Instytucie pozwolę sobie zasięgnąć do jednej z moich ulubionych kompozycji literackich, czyli kompozycji kołowej. Zacząłem od kompensacji, to i na niej pozwolę sobie skończyć. Swego czasu JKW Edward II popełnił artykuł o tytule Królując tracimy życie. Odczytując ten tytuł po swojemu dochodzę do konstatacji, iż w istocie bycie królem polega na traceniu życia. Będąc wszak królem nie mogę pozwolić sobie na tyle samo, na ile pozwalałem sobie będąc księciem, a wcześniej hrabią, baronem czy zwykłym szlachcicem. Na kanwie tej obserwacji pozwoliłem sobie na żart, iż od czasu objęcia korony dreamlandzkiej czuję się jakbym był w pracy. Ostatecznie jednak w pracy mogę sobie pozwolić na złośliwość w stylu "twierdzenia powoda są tyleż niezgodne z zasadami logiki klasycznej co nieodpowiadające faktom". Król nie może nawet tego. Być może zatem, by nie stracić życia całkiem, potrzebne byłyby co jakiś czas saturnalia, podczas których nawet król mógłby odrzucić swoją maskę i razem z resztą dreamlandczyków rozłupywać sobie czaszki toporami.
Cieszę się, że w dyskusji pojawiło się nawiązanie do Edwarda II, kolejnego wybitnego dreamlandzkiego intelektualisty, którego dziedzictwo zasługuje na upamiętnienie i częste sięganie do niego.

O byciu królem zbyt wiele nie wiem, a rola prezydenta Bialenii to zupełnie co innego, zarówno ze względu na inną specyfikę państwa, jak i kadencyjność. Ale może rozwiązaniem na złagodzenie odpowiedzialności tronu byłyby nie okresowe saturnalia, ale jakiś hydeparkowy dział na forum, gdzie moglibyśmy zrezygnować z pewnych zasad? A jakby czyjąś estetykę ten dział ranił, to mógłby tam po prostu nie zaglądać.
Oczywiście żartuję, od ciężaru korony Ebruzów nie ma ucieczki. :)
prof. Andrzej Swarzewski

Awatar użytkownika
Ametyst I Dziecię
Posty: 218
Rejestracja: 4 lip 2016, 15:57
NIM: 277148
Lokalizacja: Hirschberg-Joksopolis / Wolnograd
Kontakt:

Re: Mikronauta patrzy na rzeczy, czyli przypadek Simona McMelkora

Post autor: Ametyst I Dziecię »

Andrzej Swarzewski pisze:
7 lis 2020, 21:56
a rola prezydenta Bialenii to zupełnie co innego, zarówno ze względu na inną specyfikę państwa, jak i kadencyjność.
#goals
prof. dr net. gen. bryg. rez.
Ametyst (Faradobus)
prezydent Republiki Bialeńskiej,
lew Wolnogradu, sułtan Faradobaju,
nieustająco król Hirschbergii i Weerlandu

Awatar użytkownika
Aleksander
Król Dreamlandu i Scholandii
Posty: 5251
Rejestracja: 1 sty 2017, 22:00
NIM: 435954
user_herb: a13
Lokalizacja: Tauzen
Kontakt:

Re: Mikronauta patrzy na rzeczy, czyli przypadek Simona McMelkora

Post autor: Aleksander »

Andrzej Swarzewski pisze:
7 lis 2020, 21:56
Aleksander pisze:
7 lis 2020, 20:41
Po pierwsze, teoria kompensacji. Wydaje mi się jednak, że właśnie to jest ideą mikronacji by robić coś, czego nie robimy w świecie realnym. Jeżeli ktoś w tzw. realu wykonuje zawód prawniczy to raczej nie będzie mieć ochoty po zalogowaniu się do mikronacji by robić to samo, co w pracy. W istocie byłoby to niczym robienie nadgodzin, w dodatku niepłatnych. Po tych paru godzinach pracy naprawdę mam dość i jak widzę, że cały czas wisi sprawa, którą otrzymałem w spadku po JKW Macieju II to odechciewa mi się tam zaglądać. Sprowadzając to zagadnienie do przykładu, to czy maszynista po powrocie do domu bawi się kolejką? Wszelkiego rodzaju zabawki in gremio służą przecież rozrywce, a nie przedłużaniu swojej pracy. Praca, jakkolwiek nie była satysfakcjonująca, jest jednak wciąż pracą i higiena emocjonalna wymaga, byśmy po zakończeniu pracy oddali się innym aktywnościom.
Wydaje mi się, że WKM zrozumiał teorię kompensacji szerzej niż ja i, jak sądzę, McMelkor. Bez wątpienia w mikroświecie chcemy odgrywać rolę inną niż realnie, to z resztą istota wszelkich gier. Ale wysuwana często teoria kompensacji mówi, upraszczając, że mikronauci wynagradzają sobie realne niepowodzenia poprzez mikroświat, w którym teoretycznie każdy może być generałem, profesorem, ważnym politykiem. A więc mikroświat w takim układzie byłby światem w który uciekamy, by się dowartościować. Pewnie były takie jednostki, który budowały ego w oparciu o bycie kimś ważnym w wirtualu, ale to nie tłumaczy wszystkiego, bo są w mikroświecie osoby mają realnie udane życie. Nawet jeśli nie są jednocześnie generałami, profesorami i ministrami.
Cóż, sam jestem zdania, że nie istnieje coś takiego jak realnie udane życie. Zasadniczo jestem zdania, że życiu powinna przyświecać zasada na kształt olimpijskiego citius-altius-fortius. Jeżeli ktoś jest zadowolony, po stoicku poprzestaje na małym, to działa nie tylko na niekorzyść własnego ducha, ale i ducha dziejów, który w tym zakresie doznaje uszczerbku.

Oczywiście zgadzam się, że nie wszyscy muszą kroić tę przysłowiową już wędlinę na stoisku mięsnym. Ale skoro już bronię swojej pozycji to poczyniłem też obserwację, iż im bliżej ktoś jest tego stoiska, tym bardziej w mikronacjach zależy mu na Wersalu. Słabym aspektem tej teorii jest jednakże Wandystan, który jest w istocie mikronacją, w której praktycznie wszyscy mieszkańcy oscylują wokół tej nieszczęsnej ekspedientki w mięsnym. A jednak ciężko mówić tam o jakimś szczególnie sztywnym kiju umieszczonym tam, gdzie muppety mają ręce.
Andrzej Swarzewski pisze:
7 lis 2020, 21:56
Zgadzam się, że różnice pomiędzy osobami w różnym wieku i o innej inteligencji nie są drastyczne. Dlatego różnice między tzw. yoyonacjami i poważnymi państwami nie są aż takie, by jedne krytykować jako prymitywną zabawę (choć czasem ciężko się nie uśmiechnąć, czytając groźby zrzucenia 'atomuwek'), a drugie uznawać za wyrafinowaną rozrywkę.

Na pocieszenie WKM mogę powiedzieć, też z perspektywy wieloletniej, że nie tylko większość wyśmiewanych młodych mikronautów po jakimś czasie się znudziła, ale też te hołubione "nadzieje mikroświata" gdzieś się rozpłynęły. Na przykładzie własnym i osób z którymi wspólnie zakładałem kolejne "yoyonacje" mogę powiedzieć, że krytyka i niepowodzenia były powodem, żeby próbować dalej, aż do skutku. Czy gdybym w 2013 został kanclerzem Sarmacji, to dalej by mi się chciało, czy może uznałbym, że "przeszedłem tę grę", ciężko powiedzieć.

Myślę, że przesadzać w traktowaniu młodych mikronautów nie można w żadną stronę. Jakieś ich poniżanie jest oczywiście niefajne i zniechęca do zabawy w tym towarzystwie, ale z drugiej strony, jak Bialenia próbowała utrzymywać stosunki z różnymi przejściowymi tworami, umieszczać ich na mapie Nordaty (wcześniej robił to też Pel Nander), to oni tylko się rozbestwiali i nie mieli motywacji do doskonalenia. Nauczyciel znęcający się psychicznie nad uczniami nie sprzyja edukacji, ale nauczyciel, który daje sobie wejść na głowę i zachwyca się każdym działaniem - też nie.
Zasadniczo każda skrajność jest czymś, co przynosi mało wartościowe owoce. Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, iż gdybyśmy jednak okazali się być bardziej wyrozumiali, to być może nasza sytuacja byłaby lepsza. Z drugiej jednak strony pamiętam, że gdy się v-urodziłem w 2007 roku, to już wtedy wieszczono kryzys mikroświata i wskazywano, że kiedyś było lepiej. Niby przypomina to znane od czasów Sokratesa narzekanie na młodzież, która od tysiącleci jest leniwa, niegrzeczna i nie ma szacunku dla starszych. Z drugiej jednak strony powolna depopulacja mikroświata, jego demograficzne zwijanie się jest faktem. Tutaj złośliwie dodam, że gdzieś tak od 2012 r. prorokiem tej teorii jest Zanik. To w pewien sposób nawet zabawne.

Oczywiście jednak faktem jest, że powoli umieramy. Mikronacje to jednak specyficzna rozrywka, zaś swoisty skansen technologiczny w jakim tkwimy odstrasza innych. Po co pchać się do mikronacji, gdzie ogranicza cię tylko twoja wyobraźnia co w istocie jest zgrabnym hasełkiem, które ma zatuszować brak jakiegokolwiek pomysłu i programu dla nowego mieszkańca, skoro istnieją dużo bardziej profesjonalne pod względem infrastrukturalnym, a nadto osadzone w pewnych ramach i opisane pewnymi zasadami gry, gdzie wszystko jest jasne. W mikronacjach ani nie ma nic ciekawego do zaoferowania pod względem infrastrukturalnym, a zatem nie przyciągamy klikaczy, ani w kwestii kariery politycznej nie ma jasnych kryteriów. Ostatecznie o tym, że to właśnie ja zostałem czternastym Ebruzem zadecydowało wspólne picie wódki z trzynastym i dwunastą z Ebruzów, niźli jakieś moje szczególne zasługi.

Nie wspomnę w tym momencie już o tym, że gdy ja dołączałem do mikronacji to trwał rząd Kaczyńskiego, a potem przyszedł Tusk i popłynęła ciepła woda z kranów. Ogólnie straszna nuda. Człowiek, który był złakniony wielkiej sprawy, chciał się o coś pokłócić i coś zrobić większego, chociażby zastępczo. A dzisiaj? Dzisiaj historia dzieje się na ulicach. Ludzie chodzą na protesty, za chwilę władza nam przywali stanem wyjątkowym i być może poleje się krew. Kto z młodych chce zatem bawić się w kółko dyskusyjne dla dziadersów?
Andrzej Swarzewski pisze:
7 lis 2020, 21:56
O byciu królem zbyt wiele nie wiem, a rola prezydenta Bialenii to zupełnie co innego, zarówno ze względu na inną specyfikę państwa, jak i kadencyjność. Ale może rozwiązaniem na złagodzenie odpowiedzialności tronu byłyby nie okresowe saturnalia, ale jakiś hydeparkowy dział na forum, gdzie moglibyśmy zrezygnować z pewnych zasad? A jakby czyjąś estetykę ten dział ranił, to mógłby tam po prostu nie zaglądać.
Kiedyś dyskutowaliśmy koncepcję rezerwatu, do którego wpuścilibyśmy Zanika, by mógł w spokoju kręcić kulki z fecesów i obrzucać wszystkich, którzy okażą się zbyt nieroztropni by zanadto zbliżyć się do jego klatki. W tej estetyce mieściłoby się także miejsce na bycie mniej królewskim, niż oczekiwaliby tego Dreamlandczycy.
Andrzej Swarzewski pisze:
7 lis 2020, 21:56
Oczywiście żartuję, od ciężaru korony Ebruzów nie ma ucieczki. :)
Od ciężaru korony Ebruzów uratować może jednego Ebruza tylko następny Ebruz :-) Czasami jednak na ten ratunek za późno, bo naród dreamlandzki lubi pozbawiać Ebruzów korony razem z głową.
(-) Alexander, Rex Dreamlandis et Scholandiæ

Awatar użytkownika
Andrzej Swarzewski
obywatel
Posty: 250
Rejestracja: 9 gru 2010, 13:34
NIM: 479233
Kontakt:

Re: Mikronauta patrzy na rzeczy, czyli przypadek Simona McMelkora

Post autor: Andrzej Swarzewski »

Aleksander pisze:
7 lis 2020, 23:28
Cóż, sam jestem zdania, że nie istnieje coś takiego jak realnie udane życie. Zasadniczo jestem zdania, że życiu powinna przyświecać zasada na kształt olimpijskiego citius-altius-fortius. Jeżeli ktoś jest zadowolony, po stoicku poprzestaje na małym, to działa nie tylko na niekorzyść własnego ducha, ale i ducha dziejów, który w tym zakresie doznaje uszczerbku.
Też myślę, że ambicje to dobra rzecz i dobrze jest wyznaczać sobie ambitne cele. Niekoniecznie natomiast uważam to za powinność względem ducha dziejów, bo nie uznaję postępu za cel istnienia świata, ani człowieka. To, że współczesna cywilizacja zachodnia taki cel (przynajmniej werbalnie) przyjęła nie oznacza jeszcze, że inne cywilizacje trzeba mierzyć tę samą miarą. Czas linearny to wszak taki sam konstrukt, jak czas kołowy. Może ten drugi nawet bardziej sprzyja osobistemu szczęściu i poczuciu zakorzenienia w świecie. Ale to temat na inną, długą dyskusję. :)

Natomiast w dalszym ciągu widzę różnicę pomiędzy osobą, która w Mikroświecie widzi jeszcze jedno miejsce do samorealizacji, a "piwniczakiem", który kompensuje sobie osobiste niepowodzenia poprzez świat wirtualny.

Kwestię kryzysu mikroświata, zawartą w kolejnych akapitach, pozwolę sobie na razie pominąć. Generalnie zgadzam się z pewnym truizmem, że depopulacja ma przyczyny zarówno obiektywne (przestarzała forma, nieatrakcyjność dla najnowszego pokolenia), jak i subiektywne (zielone stoliki odbierające smak życia, niesympatyczność części elit).
Aleksander pisze:
7 lis 2020, 23:28
Kiedyś dyskutowaliśmy koncepcję rezerwatu, do którego wpuścilibyśmy Zanika, by mógł w spokoju kręcić kulki z fecesów i obrzucać wszystkich, którzy okażą się zbyt nieroztropni by zanadto zbliżyć się do jego klatki. W tej estetyce mieściłoby się także miejsce na bycie mniej królewskim, niż oczekiwaliby tego Dreamlandczycy.
Słyszałem już o tym pomyśle. To mogłoby być ciekawe. Z drugiej strony, takie getta przeważnie szybko się nudzą. Żeby trollować, musi być ktoś, kto bierze dany temat na poważnie. Żeby wulgaryzmy były aktem ekspresji niezależności, musi być prefekt, który goni z pałką. W rezerwacie oprócz Zanika powinno się zamknąć prefekta Suszka, wtedy byłyby emocje. :)
Aleksander pisze:
7 lis 2020, 23:28
Od ciężaru korony Ebruzów uratować może jednego Ebruza tylko następny Ebruz :-) Czasami jednak na ten ratunek za późno, bo naród dreamlandzki lubi pozbawiać Ebruzów korony razem z głową.
Zdaję sobie sprawę z pewnego przerysowania, ale myślę, że to niedobrze, że królowi ciężko czerpać satysfakcję z zabawy. W Bialenii z resztą też bywali prezydenci z takim problemem, którzy mimo dużej aktywności wcześniej, w czasie prezydentury nagle mieli rzekomo problemy sprzętowe/czasowe, albo po zakończeniu prezydentury musieli sobie chociaż na jakiś czas odpuścić.
Powinniśmy spróbować wypracować taką sytuację, że król też się dobrze bawi. Oczywiście nie odbierając przyjemności, bo poczucie pełnej sprawczości może i byłoby satysfakcjonujące dla monarchy, ale w oczach obywateli byłoby tyranią i oni z kolei traciliby smak życia.
prof. Andrzej Swarzewski

Awatar użytkownika
Aleksander
Król Dreamlandu i Scholandii
Posty: 5251
Rejestracja: 1 sty 2017, 22:00
NIM: 435954
user_herb: a13
Lokalizacja: Tauzen
Kontakt:

Re: Mikronauta patrzy na rzeczy, czyli przypadek Simona McMelkora

Post autor: Aleksander »

Andrzej Swarzewski pisze:
8 lis 2020, 17:23
Niekoniecznie natomiast uważam to za powinność względem ducha dziejów, bo nie uznaję postępu za cel istnienia świata, ani człowieka. To, że współczesna cywilizacja zachodnia taki cel (przynajmniej werbalnie) przyjęła nie oznacza jeszcze, że inne cywilizacje trzeba mierzyć tę samą miarą. Czas linearny to wszak taki sam konstrukt, jak czas kołowy. Może ten drugi nawet bardziej sprzyja osobistemu szczęściu i poczuciu zakorzenienia w świecie. Ale to temat na inną, długą dyskusję. :)
Poczułem się teraz jak dziecko, któremu pokazano czekoladę i wyrzucono ją do sedesu. Potraktuję zatem powyższy akapit jako coś z pogranicza zaproszenia i obietnicy ;-)
Andrzej Swarzewski pisze:
8 lis 2020, 17:23
Natomiast w dalszym ciągu widzę różnicę pomiędzy osobą, która w Mikroświecie widzi jeszcze jedno miejsce do samorealizacji, a "piwniczakiem", który kompensuje sobie osobiste niepowodzenia poprzez świat wirtualny.
Nigdy nie negowałem, że są różnice pomiędzy mikronautami polegające na tym, jak kto sobie poradził lub radzi sobie w świecie realnym. Tym niemniej, to wszystko są odcienie tego samego koloru. Jedni są jaśniejsi, inni przeciwnie, bliżsi ciemności, ale wszystko to stanowi różne oblicza tego samego zjawiska. Dlatego też z takim uporem bronię teorii kompensacji.
Andrzej Swarzewski pisze:
8 lis 2020, 17:23
Kwestię kryzysu mikroświata, zawartą w kolejnych akapitach, pozwolę sobie na razie pominąć. Generalnie zgadzam się z pewnym truizmem, że depopulacja ma przyczyny zarówno obiektywne (przestarzała forma, nieatrakcyjność dla najnowszego pokolenia), jak i subiektywne (zielone stoliki odbierające smak życia, niesympatyczność części elit).
Ależ właśnie dla mnie wszystko się łączy. A mianowicie zielone stoliki w istocie są skutkiem kompensacji świata realnego, w którym nikt nas nie zaprosił do zielonego stoliczka, więc tworzymy własny. Tym bardziej atrakcyjny im więcej osób musi obejść się smakiem. Tyle, że w przeciwieństwie do realnego zielonego stoliczka, to życie realne to taki karmnik, gdzie każdy musi dziubać, czy ma na to ochotę, czy nie. W mikroświecie nie ma świata materii, a zatem nie ma przymusu, jaki ten świat tworzy. To zresztą jest w istocie źródło niepowodzeń wszelkich prób przełożenia praw ekonomicznych ze świata realnego na świat wirtualny.

Inną kwestią jest niesympatyczność części elit. Tu znowu zaryzykuję twierdzenie, że jest to objaw życiowej frustracji. Ktoś, kim pomiatają w realnej pracy, albo kto codziennie kroi tę wędlinę niechybnie będzie sfrustrowany. A stąd już niedaleko do Berkowitza i jego teorii frustracji-gniewu-agresji. Przy czym agresja ta zaskakująco często w mikroświecie przybiera formę pasywnej agresji.
Andrzej Swarzewski pisze:
8 lis 2020, 17:23
Aleksander pisze:
7 lis 2020, 23:28
Kiedyś dyskutowaliśmy koncepcję rezerwatu, do którego wpuścilibyśmy Zanika, by mógł w spokoju kręcić kulki z fecesów i obrzucać wszystkich, którzy okażą się zbyt nieroztropni by zanadto zbliżyć się do jego klatki. W tej estetyce mieściłoby się także miejsce na bycie mniej królewskim, niż oczekiwaliby tego Dreamlandczycy.
Słyszałem już o tym pomyśle. To mogłoby być ciekawe. Z drugiej strony, takie getta przeważnie szybko się nudzą. Żeby trollować, musi być ktoś, kto bierze dany temat na poważnie. Żeby wulgaryzmy były aktem ekspresji niezależności, musi być prefekt, który goni z pałką. W rezerwacie oprócz Zanika powinno się zamknąć prefekta Suszka, wtedy byłyby emocje. :)
Zasadniczo większość aktywności nudzi się po jakimś czasie, i nawet człowiek u kresu swojego życia często ma poczucie, że już mu wystarczy. Ale jeżeli doda nam to chociaż trochę radości, to dlaczego nie? Czy nie warto tego zrobić chociażby po to, by chociaż na chwilę wywołać uśmiech na dziecięcych twarzach? ;-)
Andrzej Swarzewski pisze:
8 lis 2020, 17:23
Aleksander pisze:
7 lis 2020, 23:28
Od ciężaru korony Ebruzów uratować może jednego Ebruza tylko następny Ebruz :-) Czasami jednak na ten ratunek za późno, bo naród dreamlandzki lubi pozbawiać Ebruzów korony razem z głową.
Zdaję sobie sprawę z pewnego przerysowania, ale myślę, że to niedobrze, że królowi ciężko czerpać satysfakcję z zabawy. W Bialenii z resztą też bywali prezydenci z takim problemem, którzy mimo dużej aktywności wcześniej, w czasie prezydentury nagle mieli rzekomo problemy sprzętowe/czasowe, albo po zakończeniu prezydentury musieli sobie chociaż na jakiś czas odpuścić.
Powinniśmy spróbować wypracować taką sytuację, że król też się dobrze bawi. Oczywiście nie odbierając przyjemności, bo poczucie pełnej sprawczości może i byłoby satysfakcjonujące dla monarchy, ale w oczach obywateli byłoby tyranią i oni z kolei traciliby smak życia.
[/quote]

Ciężko mówić o utracie satysfakcji z zabawy, skoro nie jestem czternastym Ebruzem nawet od tygodnia. W pewien sposób sytuacja jest dla mnie nowa i przez najbliższy czas będę korzystać z tego miesiąca miodowego, swoistej fascynacji nowością i świeżością. Mam nadzieję, że w tym czasie zdążę wypracować swój własny model królowania, który z jednej strony będzie odpowiadał tradycji dreamlandzkiej, a z drugiej przyniesie mi satysfakcję. Nie ukrywam, że w tym celu w wolnych chwilach przeglądam archiwa forum, by poznać styl panowania swoich poprzedników.
(-) Alexander, Rex Dreamlandis et Scholandiæ

Awatar użytkownika
Andrzej Swarzewski
obywatel
Posty: 250
Rejestracja: 9 gru 2010, 13:34
NIM: 479233
Kontakt:

Re: Mikronauta patrzy na rzeczy, czyli przypadek Simona McMelkora

Post autor: Andrzej Swarzewski »

Aleksander pisze:
8 lis 2020, 19:55
Poczułem się teraz jak dziecko, któremu pokazano czekoladę i wyrzucono ją do sedesu. Potraktuję zatem powyższy akapit jako coś z pogranicza zaproszenia i obietnicy ;-)
Dziecko usłyszałoby, że wobec tego może się na następną lekcję przygotować i wygłosić na ten temat referat. :D
Ale wobec zainteresowania WKM tematem, zapisuję go na specjalnie stworzoną listę kwestii do poruszenia na jakiejś najbliższej konferencji. Popisałem trochę po ludziach i zebrało się kilku zainteresowanych skromna działalnością v-naukową, Ametyst napisał, że też kogoś znalazł, więc na pewno wkrótce uda się coś zaplanować.
Aleksander pisze:
8 lis 2020, 19:55
Nigdy nie negowałem, że są różnice pomiędzy mikronautami polegające na tym, jak kto sobie poradził lub radzi sobie w świecie realnym. Tym niemniej, to wszystko są odcienie tego samego koloru. Jedni są jaśniejsi, inni przeciwnie, bliżsi ciemności, ale wszystko to stanowi różne oblicza tego samego zjawiska. Dlatego też z takim uporem bronię teorii kompensacji.
Jeśli teorię kompensacji rozumieć w ten sposób, że mikronauci chcą robić w wirtualu coś innego niż w realu - przyznaję rację. Jednakowoż myślę, że McMelkor miał na myśli węższe jej rozumienie, gdy krytykował ją w swoim artykule.
Aleksander pisze:
8 lis 2020, 19:55
Ależ właśnie dla mnie wszystko się łączy. A mianowicie zielone stoliki w istocie są skutkiem kompensacji świata realnego, w którym nikt nas nie zaprosił do zielonego stoliczka, więc tworzymy własny. Tym bardziej atrakcyjny im więcej osób musi obejść się smakiem. Tyle, że w przeciwieństwie do realnego zielonego stoliczka, to życie realne to taki karmnik, gdzie każdy musi dziubać, czy ma na to ochotę, czy nie. W mikroświecie nie ma świata materii, a zatem nie ma przymusu, jaki ten świat tworzy. To zresztą jest w istocie źródło niepowodzeń wszelkich prób przełożenia praw ekonomicznych ze świata realnego na świat wirtualny.

Inną kwestią jest niesympatyczność części elit. Tu znowu zaryzykuję twierdzenie, że jest to objaw życiowej frustracji. Ktoś, kim pomiatają w realnej pracy, albo kto codziennie kroi tę wędlinę niechybnie będzie sfrustrowany. A stąd już niedaleko do Berkowitza i jego teorii frustracji-gniewu-agresji. Przy czym agresja ta zaskakująco często w mikroświecie przybiera formę pasywnej agresji.
Ja do tego podszedłem trochę inaczej. Dlatego, że nikt mnie nie zaprosił do zielonego stoliczka, nie tylko tego realnego, ale też tego sarmackiego, stałem się przeciwnikiem zielonych stoliczków. To, że twórcy wirtualnych stoliczków zachowują się - idąc tropem teorii kompensacji - jak słynne "świnie orwellowskie", nie znaczy, że jest to jedyne możliwe podejście.

Myślę mimo wszystko, że czasowy triumf imperium sarmackiego (który, miejmy nadzieję, dobiegł końca i prędko się nie powtórzy) był zjawiskiem mimo wszystko akcydentalnym, wynikającym z fatalnego nagromadzenia się wielu niewinnych z pozoru czynników. Jest wiele mikronacji, które wprawdzie nie osiągnęły takiego demograficznego sukcesu, ale składają się z jednostek niezakompleksionych (lub przynajmniej nie aż tak), tworzących zdrową społeczność (co nie znaczy, że idealną). Sprężyna historii mogła się zgiąć inaczej, w tym przypadku nie wierzę w determinizm, i mielibyśmy sympatyczniejsze elity mikroświata, chętniej współpracuje z ludźmi, a mniej traktujące ich jako - delikatnie mówiąc - owieczki.
Aleksander pisze:
8 lis 2020, 19:55
Ciężko mówić o utracie satysfakcji z zabawy, skoro nie jestem czternastym Ebruzem nawet od tygodnia. W pewien sposób sytuacja jest dla mnie nowa i przez najbliższy czas będę korzystać z tego miesiąca miodowego, swoistej fascynacji nowością i świeżością. Mam nadzieję, że w tym czasie zdążę wypracować swój własny model królowania, który z jednej strony będzie odpowiadał tradycji dreamlandzkiej, a z drugiej przyniesie mi satysfakcję. Nie ukrywam, że w tym celu w wolnych chwilach przeglądam archiwa forum, by poznać styl panowania swoich poprzedników.
Godne pochwały dążenie do zachowania ciągłości kodu kulturowego. :) Czy po zakończeniu rekonesansu możemy liczyć na podzielenie się refleksjami?

Ja może jeszcze na marginesie podzielę się refleksją (związaną z dyskusją tylko o tyle, że dotyczy innego wielkiego Dreamlandczyka) z lektury biografii JKW Edwarda Kriega autorstwa prof. Jazłowieckiego, a przesłanej mi przez marszałka Ingawaara. Ogromne wrażenie robi na mnie odległa historia Dreamlandu, a do tej zaliczyć należy z pewnością rok pierwszego przybycia Kriega do Dreamlandu, będący jednocześnie rokiem mojego realnego urodzenia. Widząc tę starożytność (z jakże bogatym i mądrym dziedzictwem kulturowym, przyćmiewającym rzeczywiście to, co mamy obecnie*), skłaniam się raczej do pytania "Jak to możliwe, że jakieś listy dyskusyjne i fora stały się tak ważne w życiu ludzi, że skłoniły ich do fantastycznej kreatywności i przetrwały ćwierćwiecze?", aniżeli "Dlaczego dotyka nas kryzys aktywności?".

* Niedawno w kilku dyskusjach utrzymywałem, że przeszłość mikroświata wcale tak bardzo nie przyćmiewa teraźniejszości, żeby aż tak się nad nią rozpływać, jak mają to niektórzy w zwyczaju. Ale mówiłem o przeszłości pamiętanej przeze mnie, a więc tej od końcówki 2010. Ostatnio notujemy tylko spadek ilościowy. Ale w porównaniu do epoki Kriega teraźniejszość wypada naprawdę blado.
prof. Andrzej Swarzewski

Awatar użytkownika
Aleksander
Król Dreamlandu i Scholandii
Posty: 5251
Rejestracja: 1 sty 2017, 22:00
NIM: 435954
user_herb: a13
Lokalizacja: Tauzen
Kontakt:

Re: Mikronauta patrzy na rzeczy, czyli przypadek Simona McMelkora

Post autor: Aleksander »

Andrzej Swarzewski pisze:
8 lis 2020, 22:23
Ja do tego podszedłem trochę inaczej. Dlatego, że nikt mnie nie zaprosił do zielonego stoliczka, nie tylko tego realnego, ale też tego sarmackiego, stałem się przeciwnikiem zielonych stoliczków. To, że twórcy wirtualnych stoliczków zachowują się - idąc tropem teorii kompensacji - jak słynne "świnie orwellowskie", nie znaczy, że jest to jedyne możliwe podejście.
Moim zdaniem zielone stoliczki czy to w realu czy to w wirtualu tworzą się niejako same. Wszak trudno mówić o jakieś zielonostoliczkowej tradycji w odniesieniu do np. powiatów (które niedawno świętowały ledwo dwudziestolecie istnienia), czy mikronacji (które w większości są młodsze od powiatów). Wynika to z samego charakteru wspólnoty ludzkiej oraz podejścia samych ludzi. Ostatecznie pracując z kimś zaczynamy utrzymywać relacje towarzyskie i poznajemy go, jak i odwrotnie, utrzymując z kimś relacje towarzyskie znamy go, więc wiemy, czy na dane stanowisko się nada. Jako uczestnik rozmaitych zielonych stoliczków nie uważam tego zjawiska za złe, gdyż summa summarum każdy, kto spełnia pewne warunki brzegowe do tego zielonego stoliczka zostanie zaproszony. Ostatecznie w interesie siedzących przy stoliczku jest, by zielony stoliczek mógł dalej trwać, a zatem by istniał podmiot, który jest przedmiotem tego zielonego stoliczka. Zarzut formułowany przez przeciwników stoliczka najczęściej odnosi się do tego, iż sami nie zostali zaproszeni, co najczęściej łączy się z ich bezkrytycznym stosunkiem do własnych możliwości. Niestety opinia ta najczęściej nie jest podzielana przez innych i rzadko znajduje uzasadnienie w faktach.
Andrzej Swarzewski pisze:
8 lis 2020, 22:23
Myślę mimo wszystko, że czasowy triumf imperium sarmackiego (który, miejmy nadzieję, dobiegł końca i prędko się nie powtórzy) był zjawiskiem mimo wszystko akcydentalnym, wynikającym z fatalnego nagromadzenia się wielu niewinnych z pozoru czynników. Jest wiele mikronacji, które wprawdzie nie osiągnęły takiego demograficznego sukcesu, ale składają się z jednostek niezakompleksionych (lub przynajmniej nie aż tak), tworzących zdrową społeczność (co nie znaczy, że idealną). Sprężyna historii mogła się zgiąć inaczej, w tym przypadku nie wierzę w determinizm, i mielibyśmy sympatyczniejsze elity mikroświata, chętniej współpracuje z ludźmi, a mniej traktujące ich jako - delikatnie mówiąc - owieczki.
Cóż, ten czasowy tryumf Sarmacji w skali całego mikroświata to ponad połowa czasu jego istnienia. Nie wydaje mi się, aby to było dzieło przypadku, chyba że uznamy za przypadkowy fakt, iż splotły się różne okoliczności w czasie, gdy była osoba gotowa z nich skorzystać. Tym niemniej nawet sam przypadkowy traf nie znaczy nic, jeżeli nie będzie osoby, która nie tylko go dostrzeże, ale jeszcze i wykorzysta. Rozumiem to w ten sposób, iż w istocie jeżeli ktoś nie dostrzegał swoich szans, albo dostrzegając je nie umiał z nich zrobić użytku to znaczy, iż nie był godny stać się elitą. Odwołując się do naszego dreamlandzkiego Nietzschego, jeżeli ktoś nie chce zostać normańskim nadczłowiekiem, to musi pozostać mentalnym pedałem. Idąc dalej za tym tropem, jeżeli otrzymaliśmy złe elity, to tylko dlatego, że nie zasługiwaliśmy na lepsze.
Andrzej Swarzewski pisze:
8 lis 2020, 22:23
Aleksander pisze:
8 lis 2020, 19:55
Ciężko mówić o utracie satysfakcji z zabawy, skoro nie jestem czternastym Ebruzem nawet od tygodnia. W pewien sposób sytuacja jest dla mnie nowa i przez najbliższy czas będę korzystać z tego miesiąca miodowego, swoistej fascynacji nowością i świeżością. Mam nadzieję, że w tym czasie zdążę wypracować swój własny model królowania, który z jednej strony będzie odpowiadał tradycji dreamlandzkiej, a z drugiej przyniesie mi satysfakcję. Nie ukrywam, że w tym celu w wolnych chwilach przeglądam archiwa forum, by poznać styl panowania swoich poprzedników.
Godne pochwały dążenie do zachowania ciągłości kodu kulturowego. :) Czy po zakończeniu rekonesansu możemy liczyć na podzielenie się refleksjami?
Z chęcią, jakkolwiek z pewnością nie będzie to dla mnie zadanie priorytetowe.
Andrzej Swarzewski pisze:
8 lis 2020, 22:23
Niedawno w kilku dyskusjach utrzymywałem, że przeszłość mikroświata wcale tak bardzo nie przyćmiewa teraźniejszości, żeby aż tak się nad nią rozpływać, jak mają to niektórzy w zwyczaju. Ale mówiłem o przeszłości pamiętanej przeze mnie, a więc tej od końcówki 2010. Ostatnio notujemy tylko spadek ilościowy. Ale w porównaniu do epoki Kriega teraźniejszość wypada naprawdę blado.
Obawiam się, że w tym przypadku epoka Kriega była po prostu odbiciem czasów w jakich mu przyszło żyć w świecie realnym, tak jak i nasze czasy korespondują z tym, co się dzieje w tzw. realu. Także i w świecie realnym możemy uskarżać się na upadek etosu inteligenta i dalszą proletaryzację klasy średniej.
(-) Alexander, Rex Dreamlandis et Scholandiæ

Awatar użytkownika
Andrzej Swarzewski
obywatel
Posty: 250
Rejestracja: 9 gru 2010, 13:34
NIM: 479233
Kontakt:

Re: Mikronauta patrzy na rzeczy, czyli przypadek Simona McMelkora

Post autor: Andrzej Swarzewski »

Aleksander pisze:
9 lis 2020, 13:54
Zarzut formułowany przez przeciwników stoliczka najczęściej odnosi się do tego, iż sami nie zostali zaproszeni, co najczęściej łączy się z ich bezkrytycznym stosunkiem do własnych możliwości. Niestety opinia ta najczęściej nie jest podzielana przez innych i rzadko znajduje uzasadnienie w faktach.
Oczywiście jako przedstawiciel tych niezaproszonych mogę być nieobiektywny, ale myślę, że nie zawsze jest tak, jak pisze WKM. Historia zarówno mikroświata, jak i reala wskazuje, że gdy system nie potrafi lub z powodu nadmiernej pychy nie chce przyjmować nowych ludzi do elit, to albo wybucha rewolucja, albo - w przypadku wirtuala - ludzie przenoszą się gdzie indziej lub tworzą nowy kraj. Mówiąc o zielonym stoliku nie mam na myśli wszystkich elit, bo te są naturalne, ale właśnie te aroganckie, nieprzyjmujące nowych ludzi (ew. tylko tych, którzy się całkowicie podporządkowują).
Aleksander pisze:
9 lis 2020, 13:54
Cóż, ten czasowy tryumf Sarmacji w skali całego mikroświata to ponad połowa czasu jego istnienia. Nie wydaje mi się, aby to było dzieło przypadku, chyba że uznamy za przypadkowy fakt, iż splotły się różne okoliczności w czasie, gdy była osoba gotowa z nich skorzystać. Tym niemniej nawet sam przypadkowy traf nie znaczy nic, jeżeli nie będzie osoby, która nie tylko go dostrzeże, ale jeszcze i wykorzysta. Rozumiem to w ten sposób, iż w istocie jeżeli ktoś nie dostrzegał swoich szans, albo dostrzegając je nie umiał z nich zrobić użytku to znaczy, iż nie był godny stać się elitą. Odwołując się do naszego dreamlandzkiego Nietzschego, jeżeli ktoś nie chce zostać normańskim nadczłowiekiem, to musi pozostać mentalnym pedałem. Idąc dalej za tym tropem, jeżeli otrzymaliśmy złe elity, to tylko dlatego, że nie zasługiwaliśmy na lepsze.
Początkowy sukces rzeczywiście był zasłużony, nie przeczę. Z czasem jednak wszystko zaczęło toczyć się siłą rozpędu. I zabrakło nadludzi, którzy potrafiliby przełamać fatum.

Odbiegliśmy trochę od McMelkora, ale myślę, że udało nam się odbyć ciekawą dyskusję, za co dziękuję. To dla mnie dowód na to, że dawna myśl dreamlandzka w dalszym ciągu może stanowić punkt wyjścia dla różnorodnej refleksji. Zachęcam wszystkich zainteresowanych, zwłaszcza Dreamlandczyków, do udziału w dyskusjach i ich inicjowania. :)
prof. Andrzej Swarzewski

Awatar użytkownika
Алоиз Нишемангоҳ
Posty: 355
Rejestracja: 10 lis 2010, 14:10
Numer GG: 4917991
NIM: 732103
Lokalizacja: Genoße-Wanda-Stadt
Kontakt:

Re: Mikronauta patrzy na rzeczy, czyli przypadek Simona McMelkora

Post autor: Алоиз Нишемангоҳ »

Andrzej Swarzewski pisze:
6 lis 2020, 22:07
Tradycyjnie zapraszam do dyskusji, zarówno o moim artykule, jak i o McMelkorze.
Profesora McMelkora miałem okazję zapoznać IRL tego lata, po ponad dekadzie mijania się, bardzo było sympatycznie!

^__^
ppłk Alojzy Pupka

Awatar użytkownika
Andrzej Swarzewski
obywatel
Posty: 250
Rejestracja: 9 gru 2010, 13:34
NIM: 479233
Kontakt:

Re: Mikronauta patrzy na rzeczy, czyli przypadek Simona McMelkora

Post autor: Andrzej Swarzewski »

Jaki jest profesor McMelkor? Czego możemy się od niego nauczyć? Czy pozostał człowiekiem?

A tak bardziej na poważnie, rzeczywiście jestem ciekawy, jakie są wrażenia o McMelkorze ludzi, którzy go poznali (może też walczyli politycznie?). Zauważyłem, że we mnie większe uznanie wzbudzają mikronauci (i chyba ludzie w ogóle), których nie poznałem zbyt blisko.
prof. Andrzej Swarzewski

ODPOWIEDZ

Wróć do „Instytut Mikrozofii Ogólnej”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość